Poznaj Śląsk!
Poznaj Śląsk!
 Poznaj Śląsk! > PROTEZY MROCZNEJ HRABINY
Śląskie "kwiatki" w prasie

PRZEGLĄD "GAZ. WYBORCZEJ"
  • Stolica Państwa Śląskiego
  • Jak gliwiczanka uwolniła...
  • Po Istebnej od Stecówki
  • Miasto tajemniczego Mikołaja
  • Mysłowice na trójkącie
  • Znam różnych raciborzan
  • Dlaczego Sośnicowice?
  • Protezy mrocznej hrabiny
  • Kościół na Śląsku w PRL


  • PRZEGLĄD "JASKÓŁKI ŚLĄSKIEJ"
  • Migracje w historii Śląska
  • Góra Św. Anny - Święta Góra
  • Konkwistador John Baildon
  • Królestwo Hochbergów
  • O śląskim nazewnictwie
  • Projekt Poznaj Śląsk!
    I Ty (Twój serwis) pomóż w tworzeniu śląskiego serwisu tekstowego... więcej

    Protezy mrocznej hrabiny

    Pałac hrabiny, która wolała psy od pruskich żołdaków, stoi do dziś na samym skraju województwa śląskiego. Zapraszamy do Krowiarek w gminie Pietrowice Wielkie, do wrót Bramy Morawskiej.

    Hrabina von Gaszyn z Krowiarek musiała być zaiste złą i dziką kobietą, bo niewiele górnośląskich szlachcianek doczekało się tylu niepochlebnych wątków podaniowych na swój temat. Piszący w latach 20. minionego stulecia Georg Hyckel, historyk i etnograf entuzjasta oraz nauczyciel w raciborskim zakładzie dla głuchoniemych, w swoim obszernym zbiorze legend i podań wspomina o pewnej historii, kiedy to hrabia Gaszyn został poproszony przez cesarza o przyjęcie i zakwaterowanie w pałacu w Krowiarkach oddziału żołnierzy. Za namową złej żony odmówił monarsze. Ta bowiem stwierdziła, że woli mieć na utrzymaniu dwieście psów niż pruskich żołdaków.

    Cesarz wpadł w furię. Kazał hrabinie kupić psy, co ją tylko uradowało. Odtąd, budząc strach ludności, galopowała na białym koniu ze swoją sforą po okolicznych lasach, polując zawzięcie i bezlitośnie tępiąc zwierzynę. Pewnego razu przez przypadek odstrzeliła sobie dwa palce. Na jej zlecenie rychło wykonano dwie złote protezy.

    Jeszcze dziksza - jak głosi podanie - hrabina znów goniła zwierzynę w kniejach. Kiedy zmarła, nie zaznała spokoju. Miejscowi twierdzą, że nocą ukazywał im się duch hrabiny na białym koniu. Poznawali ją po błyszczących w lunarnej poświacie złotych palcach. Kiedy pojawiał się duch szlachcianki, we wsi słychać było wycie psów.

    Coś musiało być na rzeczy, skoro w przepięknym małym kościółku pątniczym na skraju Pietrowic Wielkich zachowało się wotum hrabiny złożone pod cudownym wizerunkiem Jezusa. Ks. Jan Jureczka, piszący na początku XX w. historię tej świątyni, wspomina, iż był to żyrandol ze szlifowanymi kryształami w kształcie graniastosłupów, zawieszony w prezbiterium jako dowód łaski nawrócenia, jakiej doznała zła i zgorzkniała szlachcianka po modlitwach. Ks. Jureczka pisze, iż Gaszynowa miała na sumieniu śmierć swojej służącej, za co nosiła na ręce bransoletę symbolizującą kajdany. Jako osoba wyższego stanu, choć winna śmierci służki, uniknęła świeckiej kary.

    Dziedzictwo Donnersmarcków

    Krowiarki wzmiankowane są już w 1223 r. jako osada należąca do rybnickich norbertanek. Później wielokrotnie zmieniały swoich właścicieli, do których należeli książęta raciborscy, jak i możne rody rycerskie. Na początku XIX w. jako ich właściciel występuje Ernst von Strachwitz ze znanego śląskiego rodu arystokratycznego, a po nim jego syn Karol. W 1842 r. Krawarz wraz z Makowem zakupił Amand Leopold Gaszyn (1815-1866), od 1837 r. mąż Fanny Leszczyc-Sumińskiej (zm. w 1879 r.). Z trójki ich dzieci wieku dorosłego dożyła jedynie Wanda Malwina (1837-1908), która 15 maja 1856 r. wyszła za mąż za Hugona II Henkel von Donnersmarck (1832-1908). 16 lipca 1879 r. otrzymała od matki Fanny rodowe włości: Krowiarki, Kietrz i Maków. Hugon II i Wanda (dodajmy: dama prestiżowego Orderu Krzyża Gwiaździstego) zmarli w 1908 r. w Brynku. Pochowani zostali w Krowiarkach. Ich potomstwo dzierżyło krowiarskie majętności do 1945 r.

    Nie wiemy, niestety, która z pań była ową złą hrabiną z lokalnych podań: czy Fanny, żona Amanda, czy też Malwina, poślubiona przez Hugona II Donnersmarcka. Wspomnijmy jednakże, że po rodzinie zachował się pałac w Krowiarkach, ocalały z II wojny światowej, dziś zrujnowany, ale otoczony pięknym parkiem ze starodrzewiem, na pewno warty obejrzenia. Jego budowę rozpoczęli Strachwitzowie ok. 1800 r. W latach 1852-1877, już za czasów Gaszynów, trwała gruntowna przebudowa. Pałac zyskał neorenesansowy i neobarokowy wygląd. Imponowało jego wnętrze. Jadalnia była dekorowana dębową boazerią ujmującą rzeźbione kredensy. Złocone stiuki, rzeźby i obramowane malowidła (panneaux) zdobiły utrzymaną w jasnej tonacji barokowo-rokokową salę balową. Na jej ścianach umieszczono portrety cesarza Karola VI Habsburga, jego żony Elżbiety oraz córek - Marii Teresy i Marii Anny. Misternie cyzelowane, arabskie motywy ornamentalne ma zachowana do dziś sala mauretańska, poprzedzona trzema podkowiastymi arkadami. Fasada frontowa nawiązywała do północno-europejskiego manieryzmu, włoskiego renesansu i późnego baroku. Do 1892 r. istniała północna, drewniana część zamku, która wówczas spłonęła. Na jej miejscu wzniesiono nowe dwupiętrowe skrzydło w stylu secesyjnym.

    Skarb w podziemiach

    Na koniec wspomnijmy o jeszcze jednym podaniu. Otóż w Krowiarkach miał niegdyś istnieć drugi zamek. Zapadł się pod ziemię, bo jego mieszkańcy prowadzili grzeszny żywot. Jednak raz w roku, w Niedzielę Palmową, rozsuwa się ziemia i można obejrzeć bogactwa, jakie kryją zaklęte wnętrza zasypanej warowni. Ponoć dotarła tam kiedyś biedna kobieta z dzieckiem. Kiedy w chuście wynosiła klejnoty i monety, jej dziecko siedziało na stosie podziemnych bogactw. W swej zachłanności zapomniała o nim i kiedy za siódmym razem wyszła na powierzchnię z chustą pełną skarbów, ziemia się zamknęła. Zrozpaczona poradziła się proboszcza, jak ratować maleństwo. Duchowny doradził, by dokładnie za rok, w Niedzielę Palmową, udała się w to miejsce i kiedy grunt znów się rozstąpi, ratowała dziecko. Tak też zrobiła. Czekała cierpliwie i została nagrodzona. Dziecko stało pośród złota i trzymało w ręku jabłko. Tym razem nie spoglądała już na zgubne bogactwo, chwyciła potomka i uciekła. Wiedziała, że prawdziwy skarb jest przy niej. Na bajeczne kosztowności zapadłego zamczyska nikt odtąd już nie natrafił.

    Grzegorz Wawoczny, Gazeta Wyborcza 28.07.2006
    Polecamy
       Rzóndzymy po ślónsku! :)
    O serwisie  |  Regulamin  |  Współpraca  |  Kontakt  |  © Copyright by ZŚ 05-19, stosujemy Cookies         do góry