Poznaj Śląsk!
Poznaj Śląsk!
 Poznaj Śląsk! > JAK GLIWICZANKA UWOLNIŁA GRZESZNIKA Z CZYŚĆCA
Śląskie "kwiatki" w prasie

PRZEGLĄD "GAZ. WYBORCZEJ"
  • Stolica Państwa Śląskiego
  • Jak gliwiczanka uwolniła...
  • Po Istebnej od Stecówki
  • Miasto tajemniczego Mikołaja
  • Mysłowice na trójkącie
  • Znam różnych raciborzan
  • Dlaczego Sośnicowice?
  • Protezy mrocznej hrabiny
  • Kościół na Śląsku w PRL


  • PRZEGLĄD "JASKÓŁKI ŚLĄSKIEJ"
  • Migracje w historii Śląska
  • Góra Św. Anny - Święta Góra
  • Konkwistador John Baildon
  • Królestwo Hochbergów
  • O śląskim nazewnictwie
  • Projekt Poznaj Śląsk!
    I Ty (Twój serwis) pomóż w tworzeniu śląskiego serwisu tekstowego... więcej

    Kościół na Śląsku w PRL

    Kiedy 12 listopada 1967 roku biskup Herbert Bednorz oficjalnie obejmował kanoniczne rządy w diecezji katowickiej, miał już za sobą 17 lat pasterzowania u boku chorego biskupa Stanisława Adamskiego. Pasterzowania w samej jaskini lwa, w województwie, które było regionem specjalnej troski komunistycznych władz. Tu od 1945 roku rozgrywała się najważniejsza bitwa o ideologiczne racje nowego państwa, które wielkoprzemysłową klasę robotniczą obwołało hegemonem nowego ładu politycznego.

    Z szybkim zmaterializowaniem nowej ideologii był pewien kłopot. W przeciwieństwie do innych przemysłowych regionów w Europie, gdzie ruch komunistyczny miał duże wpływy, Górny Śląsk ze swoją tradycją chadecką, z silną i wpływową obecnością Kościoła katolickiego w życiu społecznym, nie pasował do modelu, wymagał swoistego nawrócenia. Nie bez powodu już w styczniu 1945 roku sowieci i ich polscy eksponenci posłali do Katowic gen. Aleksandra Zawadzkiego, przedwojennego komunistę z Dąbrowy Górniczej, dobrze wyszkolonego i wtajemniczonego przez stalinowski NKWD. To jego rękami wykonano szereg strategicznych operacji na Śląsku: weryfikację narodowościową i wysiedlenie obcych elementów, upaństwowienie przemysłu i militaryzację kopalń, do których w ramach niewolniczej służby skierowano wszystkich niepokornych, wreszcie podstępną wywózkę do sowieckich obozów pracy miejscowych robotników.

    Przejmowanie władzy oznaczało także tworzenie komunistycznej agentury. Wiele okoliczności wskazuje, że na Śląsku źródłem rekrutacji byli także współpracownicy hitlerowskich służb bezpieczeństwa: partyjnej SD (Sicherheitsdienst) i państwowej GSP (Geheime Staatspolizei). Do utworzonej w 1946 roku ORMO (Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej) dopuszczano także członków niemieckich bojówek partyjnych SA (Sturmabteilung). Do agenturalnej współpracy przymuszano posiadaczy Drugiej Volkslisty i powracających z niewoli żołnierzy powołanych do niemieckich formacji. Metoda rekrutacji była zawsze ta sama: szantaż, obietnica puszczenia w niepamięć wojennych grzeszków, uzyskanie polskiej kwalifikacji w rozprawach weryfikacyjnych, ochrona przed wysiedleniem. Ta grupa stawała w jednym szeregu z tradycyjnym zapleczem kadrowym nowej władzy: członkami przedwojennych zagłębiowskich organizacji komunistycznych, przybyszami z ZSRR oraz ludźmi ze społecznego awansu z terenów Polski B, których masowo osiedlano w miejsce negatywnie zweryfikowanych i podstępnie wywiezionych Ślązaków.

    U boku biskupa Adamskiego

    Katowickim Kościołem od 1930 roku zawiadywał biskup Stanisław Adamski, postać zasłużona dla polskiego ruchu narodowego w Wielkopolsce, o wielkim autorytecie społecznym. W 1945 roku biskup podjął ostrożną współpracę z nową władzą, uczestniczył w życiu publicznym, widnieje na wielu ówczesnych zdjęciach z Aleksandrem Zawadzkim i jego prawą ręką - Jerzym Ziętkiem. W pierwszych powojennych procesjach Bożego Ciała Zawadzki prowadził pod rękę biskupa niosącego monstrancję. Złudzenia jednak szybko prysły. Podjęta przez komunistów walka o wielkoprzemysłową klasę robotniczą nie przewidywała dzielenia wpływów. W 1947 roku biskup Adamski dostał wylewu krwi do mózgu i został częściowo sparaliżowany. W następnym roku umarł kardynał August Hlond, pochodzący ze Śląska prymas Polski. Na linii władza - Kościół pojawiają się pierwsze pola ostrego konfliktu: nade wszystko szkoła, z której od 1947 roku systematycznie usuwano naukę religii. Biskup Adamski, choć przykuty do wózka, podejmuje wyzwanie. W Wigilię Bożego Narodzenia 1950 roku, w katowickiej prokatedrze świętych Piotra i Pawła dokonuje konsekracji nowego biskupa Herberta Bednorza, przydanego mu do pomocy przez Stolicę Apostolską wedle formuły koadiutora z prawem następstwa. Oznaczało to sprawowanie rządów biskupich w diecezji w imieniu chorego ordynariusza i automatyczne objęcie funkcji z chwilą jego śmierci, bez dodatkowych dekretów. Był to wybieg prawny, uniemożliwiający komunistom ingerencję w mianowanie nowego biskupa katowickiego. Ten stan tymczasowości trwał aż 17 lat, biskup Adamski zmarł w 1967 roku w wieku 92 lat i przyszło mu przeżyć wraz ze swym koadiutorem jeden z największych konfliktów z komunistyczną władzą.

    Pierwsze zwarcie

    Komuniści do boju z biskupem użyli Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci (protoplasty dzisiejszego TPD), które powołali dla krzewienia świeckiego wychowania dzieci i młodzieży. Towarzystwo, wspierane przez komórki partyjne i organy bezpieczeństwa, organizowało w szkołach i zakładach pracy społeczną kampanię na rzecz wyprowadzenia religii ze szkół. Dzięki dostarczanym z RTPD społecznym listom, kuratorium oświaty likwidowało nauczanie religii na wyraźne żądanie rodziców. Kiedy Kościół zaczął organizować katechezę we własnych salach, władze wojewódzkie pospiesznie przystąpiły do budowy pod egidą RTPD katowickiego Pałacu Młodzieży, którego zadaniem było wypełnianie społecznego zapotrzebowania na świeckie wychowanie pozaszkolne.

    Biskup Herbert Bednorz zorganizował z kolei kontrkampanię na rzecz nauki religii - w formie podpisów zbieranych w kościołach pod petycją do władz - miała ona wykazać kłamliwość kampanii RTPD. Tego było już za wiele - 4 listopada 1952 roku funkcjonariusze Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego aresztowali biskupa i osadzili w podziemiach gmachu przy ul. Powstańców. Po miesiącu zwolniono go, jednocześnie wręczając dekret Komisji do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym, nakazujący opuszczenie diecezji na okres pięciu lat. Tym samym dekretem zostali skazani na banicję biskupi Stanisław Adamski i Juliusz Bieniek. Rządy w diecezji przejął wskazany przez władze wikariusz kapitulny ks. Filip Bednorz (zbieżność nazwisk przypadkowa), a po jego tajemniczej śmierci 13 stycznia 1954 r. w wypadku drogowym, kolejny wikariusz kapitulny z grona tzw. księży patriotów - ks. Jan Piskorz.

    Dekret banicyjny wobec wszystkich biskupów uchylono dopiero w listopadzie 1956 roku, na fali popaździernikowych przemian w Polsce, które przyniosły także uwolnienie internowanego od trzech lat prymasa Wyszyńskiego.

    Zbyt wysoka kopuła

    Wysiedlenie biskupów posłużyło władzom komunistycznym także do rozwiązania innego kłopotu - budowy katedry. W przedwojennym projekcie świątyni przewidziano wysoką kopułę, górująca nad miastem. Do 1939 roku wybudowano jedynie prezbiterium, które pełniło funkcję tymczasowego kościoła. Niemcy wstrzymali dalsze prace. W 1945 roku budowa ruszyła na nowo, pod kierunkiem magister fabricae, czyli biskupiego pełnomocnika ds. budowy - ks. Rudolfa Adamczyka. W 1948 roku otrzymał on pismo z Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej z żądaniem zmiany pierwotnego projektu i obniżenia kopuły o 30 m - tak, aby nie dominowała w pejzażu Katowic. Odmówił, i powołując się na przedwojenne zezwolenie budowlane, kontynuował budowę według pierwotnych planów.

    21 października 1951 roku magister fabricae został aresztowany przez UB, zaś obiekty parafialne zostały poddane gruntownej rewizji. Zwolniono go po siedmiu dniach. 7 lutego 1952 roku akcja została powtórzona. Tym razem aresztowany ks. Adamczyk został oskarżony o szpiegostwo na rzecz USA, zaś jego sprawę włączono do słynnego procesu biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka. W warszawskim więzieniu na Mokotowie przebywał bez wyroku do 15 stycznia 1955 roku. Choć ostatecznie nie udało się go przypisać do „szpiegowskiej afery biskupa Kaczmarka”, po zwolnieniu nadal miał zakaz powrotu do katedry, gdzie trwały intensywne prace budowlane. W czasie jego nieobecności i w czasie wygnania biskupów, budowę według skorygowanych planów podjął wspomniany już wikariusz kapitulny diecezji ks. Jan Piskorz, otrzymując znaczące wsparcie finansowe i materiałowe od władz wojewódzkich. Kiedy biskupi i katedralny proboszcz powrócili do diecezji, było już po wszystkim, włącznie z poświęceniem świątyni, dokonanym jesienią 1955 roku.

    Piekary, czyli głos ludu

    Ekipa Władysława Gomułki, która objęła władzę w 1956 roku, powitana została wielkimi nadziejami na demokratyzację. Ale była to iluzja, komuniści nie ustąpili z niczego, co zyskali w latach stalinowskich. Biskup Herbert Bednorz szybko zrozumiał, że pozory praworządności ciągle są tylko przykrywką do dalszego konsekwentnego zwalczania Kościoła. Po powrocie do diecezji stworzył nowy, bardzo skuteczny środek nacisku - wielkie pielgrzymki świata pracy do Piekar, skąd postulaty formułowane były nie w pokornej prośbie, a na masowych zgromadzeniach.

    Metoda okazała się skuteczna, stąd coroczne majowe spotkanie w Piekarach stawało się wielkim zwarciem Kościoła z władzą. Przez kilkanaście lat było regułą, że w chwili kazania nisko nad piekarskim wzgórzem pojawiał się wielki wojskowy helikopter z pobliskiego lotniska w Mierzęcichach, który krążył na Kalwarią, zagłuszając słowa kaznodziei (którym - jak pamiętamy - wielekroć był kard. Karol Wojtyła), przy okazji fotografując tłum dla potrzeb raportu z akcji.

    Pola konfliktów poszerzały się. Wraz z rozwojem miast i budową wielu nowych osiedli biskup Bednorz coraz mocniej domagał się nowych kościołów. Pierwszy głośny konflikt wybuchł w Kamionce k. Mikołowa w końcu lat 50. Po odmowie zezwolenia na budowę, wierni samowolnie postawili kościółek, który organy bezpieczeństwa błyskawicznie rozebrały nocą. Wierni znów postawili, SB znów rozebrała. Postulaty budowy kościoła w Nowych Tychach i na katowickim osiedlu Tysiąclecia ponawiano wielokrotnie od lat 60. W Jastrzębiu, które z małego uzdrowiska rozrastało się do stutysięcznego miasta, nieprzebrane tłumy gromadziły się przy małej kapliczce. Podobnie było w Żorach. Piekarska ambona okazała się skuteczną tubą wołania o nowe świątynie.

    Blachnicki i inni

    Coraz więcej śląskich księży odważnie podejmowało działalność, której władze nie akceptowały ani nawet nie tolerowały. Do rangi symbolu urosła epopeja ks. Franciszka Blachnickiego, legendarnego twórcy ruchu oazowego. Jego pierwszym sukcesem była prowadzona od 1957 roku Krucjata Trzeźwości. Po dwóch latach ruch liczył już 100 tys. zadeklarowanych członków i był pierwszą niezależną organizacją w komunistycznym państwie. 29 sierpnia 1960 roku został decyzją administracyjną rozwiązany, Służba Bezpieczeństwa zarekwirowała cały jego majątek, a ks. Blachnicki został aresztowany pod zarzutem siania niepokojów społecznych i na pięć miesięcy osadzony w katowickim areszcie śledczym przy ul. Mikołowskiej. W wyniku długich targów otrzymał wyrok w zawieszeniu i wyszedł na wolność, jednak musiał zniknąć z diecezji - biskup wysłał go na studia do KUL-u.

    Nie wytrzymał długo w bezczynności. W 1963 roku podjął dzieło swojego życia: ruch oazowy, w 1976 roku przemianowany na Ruch Światło-Życie. Porywał młodzież, ponownie budząc furię komunistów. Ci nalegali na biskupa, aby wyciszył niepokornego duszpasterza, ale daremnie. W kilka lat oaza ogarnęła całą Polskę i stała się największym do czasu Solidarności niezależnym ruchem społecznym. Od 1980 roku Ruch Światło-Życie zaczął promieniować na ościenne kraje. Jego emisariusze działali w Czechosłowacji, Niemczech, a nawet na Białorusi i Ukrainie! Struna zaczynała się niebezpiecznie naciągać. Dopiero w końcu 1981 roku, tuż przed stanem wojennym, biskup uległ naciskom i wysłał ks. Blachnickiego do Rzymu. Choć z pewnością ten wyjazd uratował mu wolność (a może i życie?), to okazał się faktyczną banicją dla kapłana, który nigdy już nie powrócił do Polski, kiszczakowskie MSW nie chciało o tym słyszeć. Umarł w 1987 roku w Niemczech.

    Nieustanne targi ze służbami trzeba było prowadzić przy okazji erygowania parafii i nominacji proboszczowskich. Punktów zapalnych było wiele: wspomniane już Tychy, gdzie pełnoprawną obsadę proboszczowską udało się powołać dopiero w 1979 roku, 20 lat po zakończeniu budowy świątyni; podobnie w Jastrzębiu, gdzie Wydział ds. Wyznań także przez 20 lat blokował powołanie proboszcza. Identyczny pat trwał np. u świętych Piotra i Pawła czy w Przemienieniu Pańskim w Katowicach. Odrzucani przez władze kandydaci albo nie spełniali norm dotyczących wychowania młodzieży, albo nie nadawali się do pracy w środowisku wielkoprzemysłowej klasy robotniczej, albo też ich postawa godziła w podstawy socjalistycznego ustroju.

    Jaskółka opozycji

    Partyjny wielkorządca województwa lat 70. - I sekretarz KW PZPR Zdzisław Grudzień - szczycił się na partyjnych forach, że u niego nie ma opozycji politycznej. Absolutnym szokiem dla władzy było więc ujawnienie, że w Katowicach mieszka i działa zwolennik ROPCiO (Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela) Kazimierz Świtoń. Jakby tego było mało, z początkiem 1978 roku władze poraziła informacja o założeniu przezeń pierwszego w Polsce Komitetu Wolnych Związków Zawodowych, jeszcze przed ujawnieniem analogicznego komitetu w Gdańsku. Świtoń nie był wcześniej przedmiotem większego zainteresowania SB, nie działał w środowisku robotniczym, lecz prowadził w Katowicach niewielki warsztat naprawy telewizorów. Zaskoczenie bezpieki i Komitetu Wojewódzkiego PZPR było więc ogromne, uznano to za kompromitację. Na Świtoniowy warsztat zwaliła się cała potęga służb, telefon objęto ścisłym podsłuchem, na ulicy stale dyżurował lotny posterunek. Zatrzymywano każdego, kto zadzwonił lub pojawił pod tym adresem. W redakcjach gazet, radia i telewizji urządzono szkolenia dla dziennikarzy, na których wyjaśniano, że założyciel tak zwanych Wolnych Związków Zawodowych jest w istocie chory psychicznie.

    Co tu kryć, zaskoczony był także biskup katowicki. Ryzyko prowokacji było wielkie, tym bardziej że Świtoń nie był dotąd ani znanym działaczem katolickim, ani znanym opozycjonistą. Trzeba wreszcie przypomnieć, że cała hierarchia kościelna zachowywała w tym czasie duży dystans do środowisk KOR-u i ROPCiO, zresztą z wzajemnością. Obustronne zbliżenie i przełamanie nieufności nastąpiło dopiero w 1980 roku, po sierpniowym przełomie.

    Jak bardzo komuniści dmuchali na zimne, niech świadczy przykład wieloletniej gehenny wybitnego wirtuoza organów prof. Juliana Gembalskiego, późniejszego rektora Akademii Muzycznej w Katowicach. Od chwili ukończenia w 1973 roku studiów i podjęcia pracy na uczelni, był nieustannie inwigilowany, śledzony i sekowany. Paradoks polegał na tym, że ten znakomity artysta nigdy nie prowadził żadnej działalności politycznej, zaś jedyną przyczyną represji były... organy, jako instrument jednoznacznie kojarzący się z wrogą ideologią Kościoła.

    U kresu

    Po wprowadzeniu stanu wojennego w całej Polsce zostało internowanych blisko 10 tys. osób, w tym z diecezji katowickiej ok. 1500. Represje były na Śląsku szczególnie surowe i objęły wszystkie środowiska społeczne. Tylko w Katowicach internowano rektora wyższej uczelni (prof. Augusta Chełkowskiego), tylko w Katowicach internowano wybitnych twórców kultury (w tym reżysera Kazimierz Kutza). W ośrodkach odosobnienia znaleźli się robotnicy, naukowcy, dziennikarze, nauczyciele, działacze katoliccy. Już w pierwszych dniach stanu wojennego biskup pojawił się osobiście w internatach, natychmiast podjął też interwencje na rzecz wielu osób, w licznych przypadkach skuteczne. 16 grudnia 1981 roku nastąpiła największa tragedia tego czasu - śmierć górników z Wujka. Biskup był jednym z pierwszych, którzy pojawili się pod spontanicznie ustawionym krzyżem, nie zważając na próby zatrzymania go przez dyżurujący na miejscu patrol.

    W czerwcu 1983 roku zmaterializowało się jego największe pragnienie - Papież w Katowicach. Stojąc na szczycie wielkiej piramidy na lotnisku Muchowiec, biskup z trudem, łamiącym się ze wzruszenia głosem witał gościa. To było zwieńczenie wielkiego dzieła. W grudniu tego roku Papież przyjął kanoniczną rezygnację katowickiego ordynariusza z pełnionej funkcji w związku z ukończeniem 75 lat. Półtora roku później, po 35 latach posługi, biskup Herbert Bednorz przeszedł na emeryturę. Zmarł 12 kwietnia 1989 roku, u progu obrad Okrągłego Stołu.

    Z ujawnianych dziś dokumentów Instytutu Pamięci Narodowej wyłania się przerażający obraz politycznego tła tych lat. Od pierwszych do ostatnich dni zawiadywania diecezją ordynariusz był nieustannie inwigilowany, w jego bliższym i dalszym otoczeniu komunistyczna policja polityczna ulokowała rozbudowaną agenturę, także pośród duchowieństwa. Rozpracowaniem i analizą zbieranych informacji i programowaniem działań wobec biskupa zajmował się sztab oficerów. A jednak ten twardy, czasami despotyczny wobec współpracowników hierarcha ani na chwilę nie wypuścił z rąk tytułowej liny. Przeciągnął ją na swoją stronę.

    Michał Smolorz, Gazeta Wyborcza 14.07.2006
    Polecamy
       Rzóndzymy po ślónsku! :)
    O serwisie  |  Regulamin  |  Współpraca  |  Kontakt  |  © Copyright by ZŚ 05-19, stosujemy Cookies         do góry