Poznaj Śląsk!
Poznaj Śląsk!
 Poznaj Śląsk! > MYSŁOWICE NA TRÓJKĄCIE
Śląskie "kwiatki" w prasie

PRZEGLĄD "GAZ. WYBORCZEJ"
  • Stolica Państwa Śląskiego
  • Jak gliwiczanka uwolniła...
  • Po Istebnej od Stecówki
  • Miasto tajemniczego Mikołaja
  • Mysłowice na trójkącie
  • Znam różnych raciborzan
  • Dlaczego Sośnicowice?
  • Protezy mrocznej hrabiny
  • Kościół na Śląsku w PRL


  • PRZEGLĄD "JASKÓŁKI ŚLĄSKIEJ"
  • Migracje w historii Śląska
  • Góra Św. Anny - Święta Góra
  • Konkwistador John Baildon
  • Królestwo Hochbergów
  • O śląskim nazewnictwie
  • Projekt Poznaj Śląsk!
    I Ty (Twój serwis) pomóż w tworzeniu śląskiego serwisu tekstowego... więcej

    Mysłowice na trójkącie

    Zawsze jest wiele sporów, gdy pada pytanie o granice - administracyjne, historyczne, etniczne i tak dalej - Śląska. Sam również nie mam pewności. Jest tylko jeden wyjątek, czyli uczucie, gdy w Mysłowicach idę wzdłuż Przemszy - powiedzmy w kierunku północnym - i patrzę przez prawe ramię na jej drugi brzeg. Wspominam przy tym fotografie sprzed niecałych stu lat, gdy tą rzeką płynęły liczne barki, a Mysłowice miały nawet swój własny port rzeczny.

    Dziwna to musiała być żegluga, bo z jednej strony stał ruski granicznik, z drugiej pruski grenschutz, który trochę w dół rzeki miał za sąsiada austriackiego zupaka. Na stronę austriacką prowadził najpierw drewniany, a od 1863 żelazny most kolejowy. Jego budowę ustalili wspólnie król pruski Wilhelm I i cesarz austriacki Franz Joseph I. Co prawda trzy lata później - 27 czerwca - wojska obydwu starły się tutaj zapalczywie i most został poważnie uszkodzony, ale na krótko. Natomiast na stronę rosyjską prowadził - głównie nocami - przemyt wpław. Mysłowice - miasto graniczne. Choć dzisiaj nie ma już o czym mówić, to czuję na sto procent, że jest to wschodni kres Śląska. Dalej trafiają się pewnie pojedynczy Ślązacy, ale Śląska tam nie ma.

    Mit granicy jest historycznym fundamentem Mysłowic od co najmniej 1335 roku. Zatem uciekinierzy, emigranci, przemytnicy, ale też osoby nobliwe lub sławne musiały tutaj przez stulecia godzić się z myślą, że już są w innym państwie. Pomińmy tu słynny przejazd króla Sobieskiego w drodze na tak zwaną odsiecz wiedeńską; znane perypetie paszportowe, które zatrzymały Aleksandra Dumasa w Mysłowicach na dłużej (a spieszył się na spotkanie z panią Hańską), czy podejrzliwość pruskiej policji, która tu wzięła pod lupę Ignacego Kraszewskiego. To wszystko jest dobrze znane. Wspomnę raczej heroinę komunizmu, Różę Luksemburg, która w roku 1905 przedarła się tędy z Niemiec do Polski. Gdyby to robiła legalnie, nie musiałaby przez cały tydzień szukać w Mysłowicach przewodnika, aby ją po ciemku przeszwarcował do Zagłębia. Także tędy od co najmniej dwustu lat prowadził szlak uciekinierów z Polski na Śląsk. Szczególnie po powstaniach 1830, 1863 i 1905 przez Mysłowice uchodzili przed represjami carskimi polscy insurgenci. Ruch emigracyjny był tak wielki, że od roku 1893 zainstalowała tu swoją filię znana Hamburg-Amerika-Linie, odprawiając kilkanaście milionów emigrantów z Europy do Nowego Świata.

    Lecz nie tylko takie jest przeznaczenie miast granicznych. Skąd by nie patrzeć na Mysłowice, widać tutaj wyraźny uskok między Śląskiem a resztą. Co prawda już od średniowiecza sięgały aż do Mysłowic apetyty małopolskiej szlachty, choć chyba nie bardziej niż w innych kierunkach. Nie było natomiast wątpliwości, że tutejsi ludzie należą do Śląska. Podobnie też społeczność niemiecka poważnie traktowała mysłowicką granicę jako zasięg swych interesów.

    Zajmujące jest to, że Walter Benjamin, niezwykły pisarz i filozof (1892-1940), jedno ze swych opowiadań wywiódł z Mysłowic ("Myslowitz-Braunschweig-Marseille"), aby z kombinacji tych trzech miast europejskich wywołać wrażenie "czasoprzestrzennego skrzywienia". Nie można wykluczyć, że któryś z jego dziadków lub stryjów żydowskich był w Mysłowicach agentem zbożowym i tym sposobem w świadomości Benjamina utrwaliło się to miejsce jako najdalej wysunięte, istny kres świata - Myslowitz. Wspomnę przy tej okazji znany zespół muzyczny Myslovitz, który wstawił do swej nazwy literę "v". Ale dlaczego? Czyżby na przekór generałowi, który rozkazał, aby w alfabecie polskim nie było takiej litery?

    W każdym razie Niemcy nie mogli mieć wątpliwości, że nazwa miasta (podobnie jak okolicznych wiosek) jest bezwzględnie słowiańska. A jednak to jej lekkie zniemczenie oddaje rzeczywisty stan spraw. Gdy za sprawą Ballestremów, Karola Goduli i Tiele-Wincklera w roku 1847 dotarła tutaj linia kolejowa, i zanim ją austriacy pociągnęli dalej do Krakowa, Mysłowice stały się pępkiem Europy Wschodniej. Nigdzie talary, guldeny i ruble nie dźwięczały tak melodyjnie jak tutaj. Z każdej strony czaił się majątek i dziwne właściwie, że w Mysłowicach nie budowano okazałych pałaców ani innych pomników dumnego bogactwa. Wyjątkiem jest - a raczej była - pomnikowa Wieża Bismarcka, którą tu w 1907 roku wystawiono w Słupnej, w pobliżu Trójkąta Trzech Cesarzy. Wzniesiona na czterometrowym cokole ze strzegomskiego granitu, sama liczyła trzydzieści pięć metrów wysokości. Na jej szczycie przy uroczystych okazjach zapalano 12 zniczy w żeliwnych misach. Prawie dwadzieścia lat po tym, jak postawiono to dzieło architekta Zillmanna z Charlotenburga, monument graniczny Cesarstwa Niemieckiego (samo cesarstwo już wtedy było tylko wspomnieniem, a Mysłowice znalazły się w Polsce), zdjęto plakietę z brązu, prawie metrowej wysokości, przedstawiającą oblicze "żelaznego kanclerza". Miał on, jak się uważa, złe mniemanie o Polakach ("uprawiają politykę tak jakby to była poezja"), więc w roku 1926 oficjalnie przemianowano ją na Wieżę Wolności. Z jednej strony umieszczono biust marszałka Piłsudskiego, zaś z drugiej Tadeusza Kościuszki. Choć pułkownik Grażyński do Kościuszki miał wielką słabość, to jednak z inicjatywy wojewody w sierpniu 1933 roku postanowiono ją całkowicie rozebrać. I żeby zadośćuczynić regułom symetrii, wykonywano uchwałę przez równych pięć lat - tyle, ile trwało wznoszenie tej wieży. Ale poza tym jednym przypadkiem nie postawiono w Mysłowicach niczego, co przekraczałoby ramy skromności.

    Cechą charakteryzującą Mysłowice jest umiar i nawet rodziny tutejszych magnatów, na przykład Mieroszowskich (czasem piszących się Mieroszewski) czy Sułkowskich, nie stawiały dworów większych niż parterowe. Dopiero pod koniec XIX wieku, gdy dobra mysłowickie stały się na krótko własnością von Donnersmarcków, rozbudowano rezydencję. Sziś są po niej tylko nikłe resztki. Trzeba pamiętać, że mysłowickie dobra to był kiedyś niemały kawał ziemi. Należała do nich nawet wioska Katowice. Różne jednak bywają kategorie wielkości, a o niektórych nawet całkiem się zapomina. Wspomnę więc na zakończenie postać Johanna Christiana Ruberga, przybyłego tutaj z gór Harzu w drugiej połowie XVIII wieku. Był sztygarem w kopalni w Wesołej, ale mówiło się o nim, że jest alchemikiem. Swoje eksperymenty prowadził w laboratorium huty szkła i w 1792 roku udało mu się, jako pierwszemu, dokonać wytopu cynku z galmanu. Zbudował (w roku 1798) piec hutniczy, umożliwiający zastosowanie tego wynalazku na skalę przemysłową. Udoskonalony przez Karla Karstena, stał się filarem fortuny wielu śląskich przemysłowców, przede wszystkim Karola Goduli. Natomiast sam "alchemik" umarł w biedzie. W roku 1807 został skromnie pogrzebany na cmentarzu w Hołdunowie.

    Henryk Waniek, Gazeta Wyborcza 19.05.2006
    Polecamy
       Rzóndzymy po ślónsku! :)
    O serwisie  |  Regulamin  |  Reklama  |  Kontakt  |  © Copyright by ZŚ 05-19, stosujemy Cookies         do góry