Poznaj Śląsk!
Poznaj Śląsk!
 Poznaj Śląsk! > JAK GLIWICZANKA UWOLNIŁA GRZESZNIKA Z CZYŚĆCA
Śląskie "kwiatki" w prasie

PRZEGLĄD "GAZ. WYBORCZEJ"
  • Stolica Państwa Śląskiego
  • Jak gliwiczanka uwolniła...
  • Po Istebnej od Stecówki
  • Miasto tajemniczego Mikołaja
  • Mysłowice na trójkącie
  • Znam różnych raciborzan
  • Dlaczego Sośnicowice?
  • Protezy mrocznej hrabiny
  • Kościół na Śląsku w PRL


  • PRZEGLĄD "JASKÓŁKI ŚLĄSKIEJ"
  • Migracje w historii Śląska
  • Góra Św. Anny - Święta Góra
  • Konkwistador John Baildon
  • Królestwo Hochbergów
  • O śląskim nazewnictwie
  • Projekt Poznaj Śląsk!
    I Ty (Twój serwis) pomóż w tworzeniu śląskiego serwisu tekstowego... więcej

    Stolica Wolnego Państwa Śląskiego

    Pod jednym względem nie sposób pozbawić Pszczyny palmy pierwszeństwa - piękna, schludności i historyczności miasta. To najpiękniejszy zakątek między aglomeracją katowicką a Bielskiem Zanim będzie za późno, powinienem wytłumaczyć powyższy tytuł, który co wrażliwszych czytelników może przyprawić o apopleksję. Tymczasem nie chodzi tu bynajmniej o awanturę polityczną, tylko o historyczne fakty. Stanowym (wolnym) Państwem Pszczyńskim nazywała się ta ziemia już od połowy lat tysiącpięćsetnych aż do roku 1848, kiedy hrabia Hans Heinrich X, z rodu Hochberg-Fürstenstein, otrzymał tytuł książęcy i odtąd stała się suwerennym księstwem. Hochbergowie mieli duże doświadczenie z powoływaniem "wolnych państw". Dziesięć lat wcześniej ustanowili Wolne Państwo Stanowe Fürstenstein (dzisiaj Książ), w ramach którego dokonała się "rewolucja przemysłowa" na obszarze wałbrzyskim. Natomiast Wolne Państwo Śląskie to była idea zrodzona poniekąd na zgliszczach pierwszej wojny światowej, gdy nad Śląskiem zawisła groźba secesji.

    Pomysł ten nie całkiem przepadł, bo gdy po plebiscycie Pszczyna została przyłączona do polskiego Górnego Śląska (za czym głosowało 74,1 proc. tutejszej ludności, co było najlepszym dla Polski wynikiem plebiscytowym), to oczywiście w ramach autonomicznego województwa śląskiego.

    Co prawda nie pokrywało się to z pragnieniami księcia pszczyńskiego ani podobnie myślącego księdza Carla Ulitzki z Raciborza, ale ten stan rzeczy, z większymi lub mniejszymi kłopotami, utrzymał się do roku 1945, mimo że w dwudziestoleciu międzywojennym usiłowano domenę pszczyńską zniszczyć za pomocą instrumentów podatkowych.

    Tam, gdzie płynie muzyka

    Ale na razie dosyć tego. W pogodny, letni dzień, siedząc na pszczyńskim rynku, wręcz nie wypada odwracać uwagi od piękna otoczenia, które jest bardziej urodziwym zapisem historii niż suche fakty i daty. Pszczynę zawsze oglądałem na tle zmiennej pogody. W latach szkolnych raz za razem - zwykle jesienią - odbywaliśmy tam programowe wycieczki. Do zamku, rzecz jasna, a więc i do wspaniałego (74 hektary!) parku z jeziorami i kanałami. Nad jednym z nich mam nawet zaprzyjaźniony klon, pod którym zawsze dopadają mnie dobre pomysły. Kilka lat temu, na zaproszenie pszczyńskiego ośrodka kultury, spędziłem w tym mieście trzy dni. Aż tyle, choć jednak niewiele. Ale wystarczyło, bym zrozumiał, że mógłbym - gdyby tylko się dało - zostać tam na całą resztę życia. Inna sprawa, że takie marzenie nachodzi mnie zawsze, gdy znajdę się w jakimś miejscu nadzwyczajnym. Dobrze wszyscy wiemy, więc nie muszę przypominać, skąd ta dobra renoma Pszczyny. Lecz teraz mniejsza o pałac, o zabytki, mniejsza też o park i gdzieś tam zaczajone żubry. To należy do żelaznego repertuaru okolicy i nic nowego w tej materii nie zdołam napisać. Mogę natomiast wspomnieć tę garstkę osób, jakie zawsze będą mi się kojarzyć z Pszczyną. Przede wszystkim profesora Leona Dołżyckiego, który mieszkając w tutejszym zamku, przez długie lata wykładał w katowickiej Akademii Sztuk Pięknych, lecz też regularnie wizytował Liceum Plastyczne w czasach, gdy byłem tam uczniem. Spotkanie z człowiekiem tak wysokiej kultury i tak umiejętnie przekazującym swą wiedzę dla nas, uczniów było zawsze świętem. Wydaje mi się, że z jakichś powodów pamięć o profesorze Dołżyckim w Katowicach nie tak jest celebrowana, jak powinna.

    Według zupełnie innych miar wielkości wspominam także pszczynianina - choć to dawne czasy - Andrzeja Czeczota, którego obie półkule naszego globu znają jako mistrza bezwzględnej, ale i rozśmieszającej złośliwości. Już sama kreska jego rysunków zapowiada, że Andrzej na niczym nie zostawi suchej nitki. Gdy na powleczonym asfaltem warszawskim bruku wyprawiamy się czasem w rozmowach na Śląsk, Andrzej wspomina swoje pszczyńskie lata z nietypowym dla siebie rozrzewnieniem, mimo że w sumie niełatwe były te jego codzienne dojazdy do pracy w Katowicach. Równie chętnie i ciepło o Pszczynie, jako mieście swych dziadków (bo sam już urodził się w Gliwicach), zwykł mówić Staszek Soyka, jeśli akurat nie śpiewa. Jego zdaniem jest to najbardziej umuzykalniona część Górnego Śląska, choć bym się z nim spierał, przeciwstawiając jej Rybnik. Ale zarówno tam, jak i w Żorach zachłannie przysłuchiwał się przecież muzykowaniu wieśniaków sam Georg Philipp Telemann, mieszkający w Pszczynie przez całe cztery lata jako dworski kapelmistrz.

    Pan pszczyński, kandydat na króla

    Ale pod jednym względem nie sposób pozbawić Pszczyny palmy pierwszeństwa - piękna, schludności i historyczności miasta. Wiele osób, które przygodnie spytałem, było zgodnych w tym przekonaniu - Pszczyna jest najpiękniejszym zakątkiem między aglomeracją katowicką a Bielskiem. I ja sam będę myślał podobnie, dokąd nie zobaczę na Śląsku miasta, które okaże się jeszcze piękniejsze. Trzeba przyznać, że szczęściem dla Pszczyny było, że druga wojna światowa nie zostawiła tutaj swoich szpecących śladów. Dzięki temu prawie wszystko jest tutaj po staremu.

    Na zakończenie wrócę raz jeszcze do spraw historyczno-politycznych, od których zacząłem. Podczas I wojny światowej cesarz Wilhelm II, a raczej jego generałowie z Ludendorffem na czele uznali, że Pszczyna jest najlepszym miejscem, w jakim można ulokować główne dowództwo wojsk niemieckich. Przez prawie trzy lata - do 1917 roku - tutaj właśnie zawiązywały się plany zwycięskich operacji na froncie wschodnim. W roku 1916, gdy wojska Niemiec i Austro-Węgier zajęły ziemie polskie należące do zaboru rosyjskiego, powstał plan restytucji królestwa polskiego pod protekcją państw osi. Uznano więc, że najlepszym kandydatem na króla będzie pan pszczyński książę Hans Heinrich XV. Ale kandydatura ta spotkała się ze sprzeciwem cesarza austriackiego, który miał inną propozycję. Ostatecznie jednak z królestwem polskim nie wyszło, podobnie jak z Wolnym Państwem Śląskim. Gdyby historia toczyła się mądrzej, być może w Pszczynie to państwo miałoby swoją stolicę. I nawet herb miasta - złoty orzeł piastowski na niebieskim tle - byłby identyczny z godłem państwowym.

    Henryk Waniek, Gazeta Wyborcza 14.07.2006
    Polecamy
       Rzóndzymy po ślónsku! :)
    O serwisie  |  Regulamin  |  Reklama  |  Kontakt  |  © Copyright by ZŚ 05-19, stosujemy Cookies         do góry