Poznaj Śląsk!
Poznaj Śląsk!
 Poznaj Śląsk! > ZNAM RÓŻNYCH RACIBORZAN
Śląskie "kwiatki" w prasie

PRZEGLĄD "GAZ. WYBORCZEJ"
  • Stolica Państwa Śląskiego
  • Jak gliwiczanka uwolniła...
  • Po Istebnej od Stecówki
  • Miasto tajemniczego Mikołaja
  • Mysłowice na trójkącie
  • Znam różnych raciborzan
  • Dlaczego Sośnicowice?
  • Protezy mrocznej hrabiny
  • Kościół na Śląsku w PRL


  • PRZEGLĄD "JASKÓŁKI ŚLĄSKIEJ"
  • Migracje w historii Śląska
  • Góra Św. Anny - Święta Góra
  • Konkwistador John Baildon
  • Królestwo Hochbergów
  • O śląskim nazewnictwie
  • Projekt Poznaj Śląsk!
    I Ty (Twój serwis) pomóż w tworzeniu śląskiego serwisu tekstowego... więcej

    Znam różnych raciborzan

    Na ścianie mojej pracowni, wśród wielu innych rzeczy, wisi skromny kafelek z herbem, pewnie kopia niemieckiego oryginału, bo na wstędze można przeczytać - RATIBOR O/S. W lewym polu połowa piastowskiego orła śląskiego, żółtego na niebieskim tle. Na prawym połówka koła. Możliwe, że to aluzja do specjalności dawnych rzemieślników-kołodziejów i kuźników wykuwających obręcze. Dostałem ten kafelek od moich raciborskich przyjaciół - ona z rodziny lwowskich osiedleńców, on z Rozwadowa nad Sanem. Oboje zawzięci patrioci lokalni, oddani Raciborzowi.

    Znam różnych raciborzan. Jedni urodzili się na dzisiejszej Litwie, inni na dzisiejszej Ukrainie. A jeden nawet na Cejlonie, jak honorowy obywatel Raciborza Herbert Hupka, którym niegdyś straszono członków TPPR (oraz pokrewnych towarzystw). Skoro mieszkańcy Raciborza pochodzą z tak różnych stron, jakże miałbym nie wspomnieć o pewnej raciborzance, która na lata 1909-1934 przeprowadziła się do Gliwic, ale później powróciła tutaj i od tego czasu mieszka stale przy ulicy Chopina, w dawnym kościele Dominikanek, przerobionym na Muzeum Okręgowe. Jest z pochodzenia Egipcjanką i ma niezmiennie 20 lat, mimo że urodziła się w IX wieku przed Chrystusem. Mam oczywiście na myśli słynną mumię dziewczyny, którą baron von Rotschild podarował raciborskiemu Królewskiemu Gimnazjum Ewangelickiemu w roku 1860, a która dziś jest główną atrakcją miejscowego Muzeum.

    Ale oczywiście są wśród raciborzan także rodowici Ślązacy z tych 3000 ludzi, którzy pozostali i przeżyli tragiczny dla tego miasta próg roku 1945. Była to mniej niż jedna dziesiąta przedwojennej populacji. Wehrmacht bronił miasta tak zaciekle, że tylko w dwóch ostatnich dniach przed wejściem Armii Czerwonej 29 i 30 marca 1945 roku większość budynków legła w gruzach. Szacowano, że zostało zrujnowanych 80 procent budynków, więc poniekąd Racibórz należało budować na nowo. I tak się stało, chwała Bogu, bo przecież Racibórz (i w ogóle ziemia raciborska) jest jednym z największych skarbów Górnego Śląska. Z tą okolicą niezmiennie będą się kojarzyć wielki Joseph von Eichendorff oraz Arnold Mendelsohn, uznawany za odnowiciela ewangelickiej muzyki kościelnej.

    W dwudziestoleciu międzywojennym ziemia raciborska dała wiele wybitnych postaci, wpisanych w dzieje polskiego Górnego Śląska. Z Kuźni Raciborskiej pochodził dr Alfons Górnik, pierwszy polski prezydent Katowic. I również z Kuźni Raciborskiej, choć tak odmiennego charakteru, był jego następca Adam Kocur. Tym bardziej nie mogę przemilczeć Arki Bożka z podraciborskich Markowic, tragicznego obrońcy Ślązaków przed dziką, powojenną "polonizacją".

    Mgliście pamiętam, że we wczesnym dzieciństwie spędzałem letnie wakacje gdzieś w pobliżu Raciborza. A jeśli tak nawet nie było, to już w ogóle nie rozumiem, skąd mi się wzięły te sny, w których przeżywałem zagmatwane przygody w tym mieście. Ale przez długie lata nie było okazji ani powodu, by wreszcie pojechać i obejrzeć Racibórz z bliska i głębiej, mimo że mnie zachęcały fotografie czy nawet znaczki pocztowe ze stylowymi kamienicami w rynku, tak popularne w latach 50. Zdobywałem coraz więcej wiedzy o dziejach i współczesności Raciborza i było to wszystko bardzo kuszące, ale - wstyd przyznać - dotarłem tam dopiero pod koniec lat 80. I stało się tak, że od tego czasu Racibórz uważam za najbardziej mityczne z miast górnośląskich. W końcu sierpnia roku 1992 z powodu szalejących pożarów nie udało mi się dotrzeć do Rud Raciborskich. Chciałem to zrobić, idąc śladem zagadkowego rękopisu z XIII wieku, znanego jako Katalog Magii Rudolfa, którego ślad prowadził do tutejszego opactwa cystersów. Dopiero rok później przekonałem się, że po całej wspaniałej przeszłości Rud pozostały ruiny.

    Gdy stajemy przed zgliszczami - jakiekolwiek by one nie były - zawsze odzywa się patos przeszłości. Po tej najdawniejszej, o której nieśmiało mówią nam legendy, nie ma żadnych materialnych śladów. Ale skądś przecież wiadomo, że w III i IV wieku po Chrystusie w miejscu późniejszego Raciborza znajdowała się stolica Kwadów, germańskiego ludu, którego wojownicy zaciągali się chętnie do legionów Trajana i Marka Aureliusza. Późniejsze dzieje są już dobrze udokumentowane. Z "Kroniki Polskiej" Galla Anonima dowiadujemy się, że w końcu roku 1108 na Racibórz napadli i zagarnęli go rycerze Krzywoustego, z czego jasno wynika, że wtedy był jeszcze miastem morawskim. Późniejsza historia wiąże już Racibórz ściśle z dziejami Śląska. Co ciekawe, w 1241 roku miasto dwukrotnie odparło nawałnicę tatarską, której uległ nawet dużo większy Kraków, a także miasta śląskie.

    Dalsza kolej rzeczy znana jest dobrze z historii powszechnej. Wtulony między Czechy a Śląsk, Racibórz (prawa miejskie od 1235 roku) był jedną z wielu śląskich oaz, gdzie rzemiosło, handel i kultura rozwijały się ponad różnicami języków i polityki. Pod panowaniem austriackich Habsburgów znajdował się do roku 1743, gdy większość Śląska została podbita przez Prusy. Ludność polska i morawska zamieszkiwała przede wszystkim okoliczne wsie. W samym mieście przeważał język niemiecki, ale stosunki między różnymi narodami układały się harmonijnie, aż do czasów kulturkampfu, to znaczy do lat 80. XIX wieku. Obecność polskiej tradycji potwierdzają fakty, między innymi to, że pruskie władze publikowały zarządzenia w języku polskim, a urzędnicy zmuszeni byli znać ten język.

    W latach ostatnich rysuje się tendencja do zacieśniania stosunków ponad granicami. Z Raciborza do czeskiej Opawy to żadna doprawdy odległość. Jedno i drugie miasto uważają się za silny ośrodek śląskości. Tak jest - w Opawie Teatr, Muzeum i Uniwersytet także nazywają się "śląski", a na rękawie każdego policjanta możemy zobaczyć ten znany emblemat - żółto-niebieski piastowski orzeł śląski. Że Racibórz jest zjawiskiem transregionalnym, to można również zauważyć w Warszawie. Stało się już trwałą tradycją, że w dorocznych, opłatkowych spotkaniach Towarzystwa Przyjaciół Śląska w Warszawie występuje "akcent raciborski". Wypieczone w Raciborzu wspaniałe kołacze, tego samego dnia, wraz ze słodyczami raciborskiego Mieszka umilają spotkanie Ślązaków.

    Henryk Waniek, Gazeta Wyborcza 17.02.2006
    Polecamy
       Rzóndzymy po ślónsku! :)
    O serwisie  |  Regulamin  |  Współpraca  |  Kontakt  |  © Copyright by ZŚ 05-19, stosujemy Cookies         do góry