Poznaj Śląsk!
Poznaj Śląsk!
 Poznaj Śląsk! > DLACZEGO SOŚNICOWICE?
Śląskie "kwiatki" w prasie

PRZEGLĄD "GAZ. WYBORCZEJ"
  • Stolica Państwa Śląskiego
  • Jak gliwiczanka uwolniła...
  • Po Istebnej od Stecówki
  • Miasto tajemniczego Mikołaja
  • Mysłowice na trójkącie
  • Znam różnych raciborzan
  • Dlaczego Sośnicowice?
  • Protezy mrocznej hrabiny
  • Kościół na Śląsku w PRL


  • PRZEGLĄD "JASKÓŁKI ŚLĄSKIEJ"
  • Migracje w historii Śląska
  • Góra Św. Anny - Święta Góra
  • Konkwistador John Baildon
  • Królestwo Hochbergów
  • O śląskim nazewnictwie
  • Projekt Poznaj Śląsk!
    I Ty (Twój serwis) pomóż w tworzeniu śląskiego serwisu tekstowego... więcej

    Dlaczego Sośnicowice?

    Skacząc po miastach Górnego Śląska mam wybór łatwy, bo kieruję się sercem, a dokładniej - serdeczną pamięcią. Oczywiście, chciałbym być wszędzie i najlepiej od razu, ale wszystko po kolei. Niczego nie pominę, ani nie ulegnę złudzeniu "ważności" czy "wielkości" jednych gmin kosztem innych. A teraz wypadły mi Sośnicowice, które tradycyjnie wraz z Toszkiem, są uważane za najmniejsze miasta regionu. Ale Toszek, jakby nie było, to stolica niegdysiejszego księstwa, natomiast Sośnicowice o czymś podobnym nawet marzyć nie mogły. F.A.Zimmermann opisujący w roku 1786 śląskie miasta i wsie, powiada, że żyje tam 370 mieszkańców. Może nie liczył ludności w przynależnych do Sośnicowic osadach? Źródła urzędowe podają, że w 1836 roku Sośnicowice miały 600 mieszkańców, co świadczy o nieznacznym wzroście. Według spisu urzędowego z 1910 roku w mieście żyło 1070 mieszkańców, czyli więcej niż tysiąc. W chwili obecnej Sośnicowice liczą 1900 mieszkańców i są bodaj najmniejszym miasteczkiem jakie znam. Jak z tą liczbą ludności było wcześniej, trudno stwierdzić. Ale na najstarszych mapach Śląska - Helwiga, Mercatora czy Scultetusa - niezmiennie widać Sossnitzowitz, co dowodzi, że było znane i znaczące. I to wiele bardziej niż dzisiaj, bo możliwe nawet, że ten czy ów w ogóle o nich nie słyszał. Przejeżdżając z szybkością - powiedzmy - 80 km/h, można w ogóle Sośnicowice przeoczyć. Mignie tylko za szybą jakiś ryneczek, za chwilę pałacyk skromny, ale poważny i zaraz potem piękny kościół drewniany w Sierakowicach.

    Należy zwolnić do 40 km, a najlepiej zatrzymać się choćby na chwilę, nawet jeśli nie ma innego powodu, jak tylko ten jeden - zobaczyć na własne oczy jakie miłe i piękne może być to co małe. Tych kilkanaście domów i drugie tyle gospodarstw w pół drogi między Gliwicami a Rudami, Raciborzem czy Koźlem. Obejrzeć wskrzeszony z powojennej ruiny pałac w nieistniejącym już parku, niebrzydki okaz późnego baroku, upiększony w połowie XVIII wieku przez właścicieli Sośnicowic. Zajrzeć do sierakowskiego kościoła dla jego dwóch rzeźb z XVI stulecia. I chyba nic więcej, bo historia wielekroć maszerując tędy żywym krokiem, nie zostawiła po sobie wzniosłych pomników. Zaraz odpowiem na pytanie - dlaczego odwiedzam to, a nie inne miasto? Może się mylę, lecz o ile wiem, obecnie Sośnicowice nawet nie posiadają praw miejskich. W ciągu stuleci uzyskiwały je parokrotnie i traciły. Ostatni raz po II. wojnie światowej. Nic więcej dla Sośnicowic zrobić nie mogę, jak tylko o nich pamiętać; raz na cztery-pięć lat pobyć tam godzinkę lub dwie, czy też kilka razy w roku przejeżdżać tamtędy w drodze do... Mogę jeszcze - i właśnie to robię - napisać coś o Sośnicowicach, bo czuję się z nimi jakoś magicznie związany. Jest bowiem powód ważny i osobisty, że właśnie nie o Rybniku, Tarnowskich Górach czy Mysłowicach dzisiaj piszę, a o tej mniej niż mieścinie, która w latach 1785-1945 nosiła urzędową nazwę Kieferstädtel.

    Otóż, wśród najstarszych dokumentów rodzinnych jakie się zachowały w moim posiadaniu, jeden uważam za szczególnie cenny. Jest to wystawiony dnia 30. sierpnia 1882 roku w Kieferstädtel, świadectwo, po niemiecku zwane Zeugniss, z egzaminu na mistrza szewskiego, jaki przed tamtejszym cechem pomyślnie zdał mój pradziadek Teophil Waniek. Więc myśląc i pisząc o Sośnicowicach zajmuję się również częścią mojej historii rodzinnej, a przy okazji usiłuję wyobrazić sobie życie Ślązaków sprzed dwóch stuleci, niełatwe przecież w tych miastach, miasteczkach, a najczęściej pipidówach, przez które (choć nie wszystkie) niebawem przetoczy się wielka rewolucja przemysłowa.

    Pradziadek urodził się w Neudorf, czyli Nowej Wsi, która jest najstarszym z wymienionych (już w 1226 roku) przysiółkiem Sośnicowic. Ale w ciągu swego życia przemieszczał się po Śląsku, aby w wieku 76 lat umrzeć w zabrskich Kończycach. Szewcował w Sośnicowicach chyba bez powodzenia, skoro z innych dokumentów wynika, że już w 1890 roku mieszkał w Pilchowicach, po tym jak pojął za żonę pannę z pobliskiej Wilczy. Później pojawiają się jeszcze inne miejscowości - Szczygłowice, Gierałtowice, Zabrze - co wskazuje na wędrowny los szewca w końcu XIX wieku. Ale swoją matkę, Rosalię z domu Klossek, która mieszkała Sośnicowicach aż do swej śmierci w 1908 roku, odwiedzał jeszcze.

    Według ówczesnych danych, w 1861r. w Sośnicowicach było 94 rzemieślników, w tym 23 gwozdziarzy i 30 szewców. Poza tym kilku krawców, rzeźników, stolarzy i piekarzy, kowali, ślusarzy, garncarzy i kapeluszników oraz 2 tkaczy. Jak widać, dane wskazują, że dominującymi rzemiosłami w mieście było szewstwo i gwoździarstwo. Przy tak silnej konkurencji, pradziad mój coż mógł zrobić lepszego, jak nie rozejrzeć się za miejscem gdzie jest mniej szewców, a więcej klientów. Tym bardziej, że rodzina rosła z upływem czasu. Był w końcu ojcem dwanaściorga dzieci. Ciekawe, że spośród jego dwóch synów dwóch zmarło w tym samym roku 1944 - jeden w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen, a drugi w mundurze wehrmachtu.

    Nazwa Sośnicowic zapewne wywodzi się sosny, która jeszcze i dzisiaj przeważa w tutejszych lasach. Potwierdza to wyraźnie herb miasta, na którym widać symbol sosny. Przez długi czas praktykowano tu również swoisty kult tego drzewa. Do 1768 roku, na środku sośnicowickiego rynku, stała otaczana czcią stara sosna, z którą kojarzono początki miasta. Po jednym z pożarów, jakie się tu zdarzały, zaczęła usychać, więc podjęto decyzję o jej ścięciu. Aby powetować sobie tę stratę, w połowie XIX wieku, w miejscu gdzie rosła, postawiono figurę św.Jana Nepomucena, która się zachowała do dzisiaj, przeniesiona z rynku na ul.Kościelną, obok średniowiecznego tak zwanego krzyża pokutnego. Istnieje też pogląd, że nazwa miasta wywodzi się od "Sośnierza", jak nazywano miejscowego smolarza i rzekomo pierwszego mieszkańca Sośnicowic. Być może obie teorie są równie prawdziwe.

    Z innych jeszcze źródeł wiem, że przodkowie mojego pradziada byli gospodarzami w Starej Kuźni (Althammer), która być może istnieje jeszcze w samym środku Lasów Raciborskich. Im silniej zagłębiam się w te rodzinne papiery, a równocześnie w mapę Śląska, tym wyraźniej postrzegam ruchy całych rodzin, szukających szczęścia w tym kraju, który 150 lat temu był jeszcze w 60% lasem. Stamtąd właśnie pochodzimy, choć mieszkamy w miastach.

    Henryk Waniek, Gazeta Wyborcza 31.03.2006
    Polecamy
       Rzóndzymy po ślónsku! :)
    O serwisie  |  Regulamin  |  Reklama  |  Kontakt  |  © Copyright by ZŚ 05-19, stosujemy Cookies         do góry