zobacz.slask.pl   
ŚLĄSKI SERWIS INTERNETOWY   
2008 marzec przegląd wiadomości ze Śląska
zobacz ostatnie


Wielka impreza w małej Byczynie
Gazeta Opolska, MAN 2008.03.28
Starania o organizację uroczystości otwarcia Europejskich Dni Dziedzictwa zakończyły się sukcesem. Działania burmistrza Byczyny Ryszarda Grünera wspierał wojewoda opolski Ryszard Wilczyński, który w grudniu ub.r. wystąpił do ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego z rekomendacją Byczyny, jako miejsca organizacji tego prestiżowego wydarzenia. Prosił o poparcie inicjatywy.
- Minister zgodził się poprzeć projekt - poinformował nas Kordian Michalak, rzecznik prasowy wojewody opolskiego. - Do pomysłu przychylił się również Główny Konserwator Zabytków Tomasz Merta - dodał. O wyborze Byczyny zdecydowała przede wszystkim wspaniała historia miasta, zachowana do dziś architektura, wielokulturowy charakter miejscowości oraz oryginalny scenariusz uroczystości zaproponowany przez władze miasta i województwa.
Otwarcie Europejskich Dni Dziedzictwa, które odbędzie się pod patronatem Rady Europy, zaplanowano na 13 września br. Hasło imprezy to Korzenie tradycji. Od ojcowizny do ojczyzny. (...)


Śląskie ekobomby tykają cicho
Dziennik Zachodni, Krzysztof P. Bąk 2008.03.27, Ekobomby tykają cicho
Składowiska chemicznych odpadów i azbest zagrażają naturalnemu środowisku naszego województwa. Potrzeba setek milionów złotych by zażegnać niebezpieczeństwo.
- To naprawdę są bomby ekologiczne - podkreśla Kazimierz Dul, wicedyrektor wydziału ochrony środowiska Urzędu Marszałkowskiego.
Największy problem w ocenie Dula to składowisko odpadów niebezpiecznych w Tarnowskich Górach. To spadek po likwidowanych od kilku lat Zakładach Chemicznych. Rozbrojenie tej bomby kosztowało przez ponad dekadę już 210 mln zł. Ale do zutylizowania pozostało 600 tys. m sześć. odpadów. Według wstępnych szacunków potrzeba na to ok. 90 mln zł. I to rychło. - Zagrażają podziemnym zbiornikom wody pitnej - wyjaśnia Kazimierz Dul.
Ale już drugi rok na terenie zakładów nie toczą się żadne prace. Co gorsza, starosta tarnogórski wciąż nie może przejąć terenu, by starać się o unijne dotacje. (...)
Zajmujący się ekologią śląski poseł PO Jan Rzymełka jest zwolennikiem wpisania do konstytucji zasady odpowiedzialności państwa za wyrządzone przez państwowe zakłady środowisku szkody. - Płacenie przez niszczącego środowisko to jedna z unijnych zasad - tłumaczy Rzymełka.
Jego zdaniem gminy i powiaty na terenie, których znajdują się ekologiczne bomby powinny szukać pieniędzy w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej albo starać się o dotacje z unijnych funduszy. - Jeżeli te próby okażą się nieskuteczne, to ostateczną drogą jest program naprawczy w postaci ustawy sejmowej - wyjaśnia parlamentarzysta.
Współpraca: Anna Dziedzic, Krzysztof Szendzielorz


Ślązacy z Czech chcą Euro w Chorzowie
Dziennik Zachodni, Witold Pustułka 2008.03.26, Czesi trzymają za nas kciuki w sprawie Euro 2012 w Chorzowie
W czeskiej telewizji publicznej, w jej ostrawskim wydaniu, od kilku tygodni trwa kampania związana z szansą, jaką dla całego Śląska, stwarza organizacja Euro 2012 w Chorzowie. Tamtejsze media trzymają za nas kciuki i na bieżąco informują na temat szans przyznania Stadionowi Śląskiemu prawa organizacji piłkarskich Mistrzostw Europy w 2012 roku.
- Część Śląska zlokalizowana za naszą południową granicą bardzo nam kibicuje i życzy nam w tej sprawie jak najlepiej - mówi Piotr Spyra, wicemarszałek województwa śląskiego. - Mam wrażenie, że nasi południowi sąsiedzi mieszkający tuż za granicą traktują tę imprezę jak własną. To bardzo miło z ich strony.
W Chorzowie już kilka razy w tej sprawie byli czescy dziennikarze. Niedawno w Konsulacie Czeskim w Katowicach odbyło się także spotkanie biznesmenów z kraju Morawsko-Śląskiego z władzami naszego województwa m.in. wicewojewodą Adamem Matusiewiczem oraz tutejszymi samorządowcami. Czescy inwestorzy byli zainteresowani możliwością współpracy przy realizacji inwestycji przygotowujących województwo do Euro 2012.
Byli oni świetnie przygotowani do rozmowy z nami, a poza tym naprawdę było widać, że życzą nam w naszej walce o Euro 2012 jak najlepiej - mówi wicewojewoda Matusiewicz.
Wstępnie ustalono, że gdybyśmy otrzymali prawo organizacji mistrzostw, to strona Polska chętnie skorzysta ze zlokalizowanej za naszą południową granicą bazy noclegowej dla kibiców. Ostrawa i jej okolice mają bowiem doskonale rozbudowaną sieć hoteli i ośrodków wypoczynkowych, a także lotnisko, które może przyjmować kibiców z całej Europy. Przypomnijmy także, że do 2012 roku oddana ma być już autostrada A-1, co będzie oznaczać, że dojazd z Chorzowa do Ostrawy nie powinien trwać dłużej niż 50 minut. (...)
Ewentualne poparcie strony czeskiej w sprawie przyznania Stadionowi Śląskiemu prawa organizacji Euro 2012 może mieć ogromne znaczenie, bo nasi południowi sąsiedzi od lat mają w europejskich władzach piłkarskich o wiele lepszą pozycję niż Polacy.


O tradycjach wielkanocnych po śląsku
www.raciborz.com.pl, Szkoła Podstawowa nr15, 2008.03.22
W przedświątecznym spotkaniu z dziećmi raciborzanka pani Teresa Gacka w śląskiej gwarze opowiadała o tradycjach wielkanocnych, pieczeniu chleba i robieniu masła.
Teresa Gacka, laureatka niejednego konkursu wykorzystującego gwarę, również katowickiego Godomy po naszemu, czyli po śląsku chętnie przyjęła zaproszenie uczniów Szkoły Podstawowej nr 15 i w gwarze opowiadała o świątecznych wypiekach, o robieniu kołocza weselnego i wielorakim zastosowaniu zościery, czyli fartucha, którym dawniej kobiety wykonując prace domowe osłaniały mazelonki. Dzieci z wypiekami na twarzy słuchały opowieści o zabawach i obowiązkach dzieci żyjących 60 lat temu tu w miejscu, gdzie znajdują się teraz ich domy i szkoła.
Ślązaczka przyniosła ze sobą wiele rekwizytów: kosz wykorzystywany przy pieczeniu chleba, drewnianą foremkę do wyrobu ozdobnych osełek masła, mazok z gęsich piór do smarowania ciasta jajkiem i piękne własnoręcznie wykonane kroszonki. Dzieci z podziwem wysłuchały recytowanego przez panią Teresę wiersza, który był dedykowany panu młodemu podczas wręczania mu przed ślubem kołacza przez druhny. W ostatniej części spotkania uczniowie zadawali pytania. Najbardziej interesowało ich szkolne życie dzieci sprzed 60 laty, to jakich przedmiotów się uczyły i to, jaką uczennicą była pani Teresa Gacka.
Spotkanie cieszyło się ogromnym zainteresowaniem uczniów i nauczycieli, dlatego też zaplanowano już kolejne.
Spotkanie z pielęgnującą gwarę panią Gacką zainaugurowało projekt edukacyjny Racibórz wczoraj, dziś i jutro, realizowany w Szkole Podstawowej nr 15 z Oddziałami Sportowymi w Raciborzu z okazji 900-lecia miasta i 25-lecia szkoły.


Wrocław będzie jaśniejszy!
Gazeta Wrocławska, Anna Gabińska 2008.03.22, Wrocław będzie jaśniejszy o dwa miliony złotych
Archiwum Państwowe, kościół św. Wincentego, budynek magistrat przy Nowym Targu, most Piaskowy i most Szczytnicki - te obiekty już w tym roku doczekają się iluminacji. Właśnie rozpoczynają się niezbędne przetargi. W tym roku miasto przeznaczy na oświetlenie 2 miliony złotych.
- W tym roku opracujemy też dokumentację na podświetlenie mostu Zwierzynieckiego, Grunwaldzkiego i Słodowego - wylicza Barbara Szkopek z wydziału inżynierii miejskiej w magistracie. Każdy obiekt przed iluminacją jest remontowany, jeśli tego wymaga. Od 2005 do 2011 roku urzędnicy w ramach projektu Rewitalizacja wysp i nabrzeży odrzańskich chcą podświetlić nocą 40 mostów i budynków. Przy budynkach w grę wchodzi tylko kolor zimny biały lub żółty ciepły. W przypadku nabrzeży - więcej barw.
- Ale nie będzie to Las Vegas. Chodzi nam o utrzymanie miasta w jednym wachlarzu kolorów - zastrzega Barbara Szkopek. (...)


Kradzież na pszczyńskim zamku
Dziennik Zachodni, PLUS, 2008.03.22
Do zuchwałej kradzieży doszło na pszczyńskim zamku. Dwóm zabytkowym kamiennym strażnikom stojącym na zachodnim tarasie ktoś skradł żeleźce z halabard. Figury dopiero niedawno wróciły na swoje miejsce po bardzo żmudnej trzyletniej konserwacji. Zakończenia halabard, zwane żeleźcami, były zrobione z pozłacanego mosiądzu. I właśnie te elementy stały się łupem złodzieja.
- Te elementy te nie mają żądnej wartości kolekcjonerskiej. Nie ważą też tyle, żeby jakiś złomiarz się na ich sprzedaży wzbogacił, a muzeum straciło dwa tysiące złotych - mówi Maciej Kluss, dyrektor Muzeum Zamkowego w Pszczynie.
Co najdziwniejsze, zamek ma ochronę i systemy zabezpieczające. Na zewnątrz pilnują go kamery. Feralnej nocy nie zarejestrował się żaden obraz. (...)


Opolanie łączą się z Tybetem
Gazeta Wyborcza, ap, jon 2008.03.19
Czy popieramy protest przeciw chińskiej agresji w Tybecie oraz czy w związku z łamaniem praw człowieka w Chinach nie powinno się zbojkotować olimpiady? - spytaliśmy opolan.
Jakub Olszewski, uczeń: Nie zgadzam się z tym, co obecnie dzieje się w Tybecie. Ale z drugiej strony, jaki mam na to wpływ? Niedługo rozpoczynają się igrzyska olimpijskie, więc sportowcy i politycy powinni jakoś zareagować. Proponuje, aby nie przybyli na uroczystość otwarcia.
Magdalena Dimitrowa, uczennica: Cieszę się, że takie informacje komentowane są w Polsce. To okropne, że na świecie dzieją się takie rzeczy. Dlatego z chęcią podpisze petycję przeciwko tłumieniu manifestacji w Tybecie. Chce, aby mój głos ktoś usłyszał.
Ryszard Król, przedsiębiorca: Niestety, ale takie akty przemocy wpisane są w historię. Uważam, że powinniśmy zareagować. Na olimpiadzie sportowcy powinni mieć jakieś czarne emblematy, aby świat widział, że sprawy Tybetu nie są nam obojętne.
Ksenia Domańska, wychowawczyni: Popieram każdą akcje protestacyjną przeciwko tłumieniu manifestacji w Tybecie. Sportowcy? Powinni pojechać na igrzyska dla samej idei. Ich idea, to sport.
Anna Pośniak, wychowawczyni: Jestem apolityczna, ale to, co się dzieje w Tybecie, nie może być nam obojętne. Musimy zaprotestować, a najlepszym tego aktem jest nasz podpis pod petycją. Sportowcy powinni pojechać do Pekinu, bo nie mogą zaprzepaścić czterech lat przygotowań.
Marianna Ramola, emerytka: Mogę sobie tylko wyobrazić, co czują mieszkańcy Tybetu. Sami mamy wpisane takie akty przemocy w naszą historię. Do Pekinu sportowcy muszą pojechać, ale powinni zamanifestować swój sprzeciw. Tam gdzie się dzieje źle, trzeba reagować.
Przypomnijmy, że coraz więcej opolan protestuje przeciw chińskim represjom w Tybecie. Trwa zbieranie podpisów pod listem do ambasadora Chin w Polsce. Ale akcja, którą zainicjowało opolskie stowarzyszenie Horyzonty, ruszyła w całym kraju.
Swój podpis pod protestem można składać na stronie: www.horyzonty.eu. (...)


Większe szanse Stadionu Śląskiego
Przemysław Jedlecki, współpraca Maciej Blaut, Tomasz Malkowski 2008-03-19, Niemcy przebudują Śląski przed Euro 2012
Stadion Śląski ma coraz większe szanse na mecze Euro 2012. Nad wadami stadionu przeważyła świetna infrastruktura. A sam obiekt ma być przebudowany przez renomowaną firmę z Niemiec.
Chorzów ma duże szanse na organizowanie przynajmniej jednego meczu, a rolę zaplecza hotelowo-turystycznego odgrywać będzie Kraków - taką informację udało się nam w środę potwierdzić w kilku źródłach.
Tymczasem niespełna miesiąc temu wydawało się, że już wszystko stracone. Z tego, co dotąd uważaliśmy, za nasz atut, czyli trwającą od czternastu lat modernizację stadionu, eksperci z UEFA uczynili jeden z głównych zarzutów i wytknęli brak postępów w tej sprawie. Skrytykowali nas też m.in. za małą liczbę toalet i brak stałych miejsc kateringowych. Zasugerowali, że gospodarze stadionu nie potrafią skoordynować prac modernizacyjnych i poradzili wynajęcie profesjonalnej firmy, która by to zrobiła. Po takiej ocenie wydawało się, że Stadion Śląski nie ma szans w konkurencji z czterema projektowanymi obiektami w stolicy, Gdańsku, Poznaniu i Wrocławiu. Nie minął jednak nawet tydzień, gdy inny zespół ekspertów przyjrzał się infrastrukturze. Okazało się, że Chorzów wraz z sąsiednimi miastami nie ma czego w tej sprawie się wstydzić. Nasze szpitale na czele z piekarską urazówką, Wojewódzkie Pogotowie Ratunkowe oraz drogi, choć sami na nie narzekamy, przeważyły szalę na naszą korzyść. UEFA przymknęła oko nawet na skromną bazę hotelową. Z naszych informacji wynika, że eksperci federacji zasugerowali, że kibice mogą skorzystać z hoteli w Krakowie.
Przełom nastąpił też w sprawie projektu zadaszenia Stadionu Śląskiego. Wiadomo już, jaka firma tym się zajmie. Spośród trzech, które miały na to ochotę, wybrana została niemiecka GMP Architekten z Akwizgranu. Jak twierdzi nasz informator, o jej zwycięstwie miało zdecydować to, że idealne spełniania wymogi postawione przez UEFA.
GMP Architekten to olbrzymie biuro projektowe z ponad czterdziestoletnią tradycją. Stąd wyszedł np. projekt nowego Dworca Centralnego w Berlinie (Lehrter Bahnhof) z dwustumetrowym szklanym dachem przykrywającym perony, a także Chińskiego Muzeum Narodowego przy placu Niebiańskiego Spokoju w Pekinie. Architekci mają też doświadczenie przy modernizacji stadionu w Berlinie, co może przydać im się w Chorzowie. W stolicy Niemiec przebudowali pamiętający jeszcze hitlerowskie czasy Stadion Olimpijski z 1936 roku. Zdaniem specjalistów wyszli z tego zadania obronną ręką: zachowali betonowo-kamienne Koloseum, ale dodali do niego dach rozpięty na lekkiej stalowej konstrukcji. Architekci projektowali też duże obiekty sportowe w Europie, Chinach oraz RPA. W Polsce wygrali zamknięty konkurs na projektu Stadionu Narodowego dla Warszawy, który ma być główną areną Euro 2012. (...)
Co dalej będzie działo się z projektem? W najbliższych dniach firma audytorska sprawdzi, czy rzeczywiście odpowiada on wszystkim międzynarodowym kryteriom. Umowa z wykonawcą ma zostać podpisana do 25 kwietnia. Od dnia zawarcia porozumienia firma GMP będzie miała siedem miesięcy na przygotowanie szczegółowego projektu budowlanego i wykonawczego.
To jednak nie koniec dobrych wiadomości, bo władze regionu z nowym marszałkiem Bogusławem Śmigielskim zaczęły nadrabiać zaległości. Zostanie np. powołane Biuro EURO 2012 i marszałek wynajmie jedną z renomowanych firm audytorskich, by doradzała przy przebudowie Śląskiego i podczas przygotowań do mistrzostw.
W środę w Katowicach z marszałkiem spotkał się Marcin Herra, prezes spółki PL2012, która zajmuje się przygotowaniami do piłkarskich mistrzostw Europy w Polsce. Oficjalnie o szansach Chorzowa na organizowanie przynajmniej jednego meczu nie chciał się wypowiadać. Stwierdził tylko, że wszyscy ciężko pracują, by w 2012 roku mieć stadion, który spełni wymagania UEFA. Dodał też, że pod koniec kwietnia UEFA ponownie będzie oceniała stadiony, a pod koniec maja - infrastrukturę w ich okolicy. (...)


Kolejny rekord w Pyrzowicach
Gazeta Wyborcza, Tomasz Głogowski 2008.03.18, Kolejny rekordowy miesiąc w Pyrzowicach
Luty był kolejnym miesiącem, w którym padł rekord liczby pasażerów, którzy skorzystali z usług naszego portu.
Pesymistyczne zapowiedzi analityków, że w tym roku rynek lotniczy w Polsce nie będzie rósł już tak dynamicznie jak do tej pory, nie sprawdzają się w przypadku lotniska w Pyrzowicach. Luty był kolejnym miesiącem, w którym nasz port pobił rekord liczby pasażerów.
Odprawiono tu 141 378 osób, czyli 49 proc. więcej niż w lutym 2007 roku. Wzrosła też frekwencja w ruchu czarterowym: obsłużono 9 672 pasażerów, czyli 14 proc. więcej niż przed rokiem. O 30 proc. wzrosła również liczba tzw. operacji lotniczych, czyli startów i lądowań samolotów - w lutym było ich w Pyrzowicach 1955.
O tym, że początek roku będzie bardzo dobry dla Pyrzowic, świadczyły już dane ze stycznia, gdy z naszego lotniska skorzystało aż 155 500 pasażerów, czyli o 59 proc. więcej niż rok wcześniej. Przypomnijmy, że w tym samym czasie krakowskie Balice odprawiły tylko o 1,8 proc. pasażerów więcej (ale wciąż wyprzedzają nas pod względem całkowitej liczby podróżnych). (...)
Jest to coraz bardziej realne, bo od 1 kwietnia Pyrzowice mogą zyskać nawet 8-9 tys. pasażerów miesięcznie. Wraz z nowym rozkładem lotów z Balic do Pyrzowic przenosi się bowiem niemiecka tania linia lotnicza Germanwings. Przewoźnik uruchomi dwa połączenia (trzy razy w tygodniu: we wtorki, czwartki i soboty) do Kolonii/Bonn oraz na lotnisko w Stuttgarcie. Należący do Lufthansy Germanwings będzie czwartym tanim przewoźnikiem latającym z pyrzowickiego lotniska.


Razem przeciw miastu Silesia
Dziennik Zachodni, Krzysztof P. Bąk 2008.03.17, Nowe propozycje dla związku miast
Jedni mieszkają w Sosnowcu i Dąbrowie Górniczej, inni w Mysłowicach, Katowicach i Chorzowie. Pierwsi do tej pory nie smakowali krupnioków, drudzy - zalewajki. Wiele ich dzieliło, ale połączyło jedno - chcą by nasza metropolia nie nazywała się śląska, ale śląsko-dąbrowska.
Wyrazem tej intencji było sobotnie spotkanie w historycznym Trójkącie Trzech Cesarzy u zbiegu Czarnej i Białej Przemszy. Kilkadziesiąt osób stanęło do pamiątkowego zdjęcia trzymając napis: metropolia śląsko-dąbrowska oraz proponowane logo - czerwone i błękitne zazębiające się koła. Spotkanie zorganizowało Forum dla Zagłębia Dąbrowskiego i Ruch Autonomii Śląska.
- Chcemy zadać kłam twierdzeniom, ze Ślązacy z Zagłębiakami, czy - jak kto woli - hanysy z gorolami - nie potrafią się dogadać - tłumaczy Piotr Krawczyk, prezes Forum i redaktor naczelny portalu www.zaglebie.info.
Miejsca nie wybrano przypadkowo. Sto lat temu stykały się tu granice trzech mocarstw Prus, Rosji i Austrii. Kiedyś Trójkąt symbolizował podział, dzisiaj ma podkreślać współpracę trzech sąsiadujących ze sobą miast - Jaworzna, Mysłowic i Sosnowca. Sobotnia integracja dwóch różnych tożsamości regionalnych, była jednocześnie protestem przeciwko utrwalaniu dla przyszłej metropolii w naszym regionie nazwy: śląska. - Chcielibyśmy, żeby każdy Ślązak i Zagłębiak w tej metropolii czuł się jak u siebie. Żeby traktowano nas jako partnerów począwszy od dwuczłonowej nazwy, a skończywszy na podziale pieniędzy, które do tej pory naszym zdaniem nie są dzielone sprawiedliwie - wyjaśnia Krawczyk. (...)


Wszyscy chcą iść na grubę
Gazeta Wyborcza, Tomasz Głogowski 2008.03.14
Ponad dziewięć tysięcy nowych pracowników przyjmą w tym roku śląskie kopalnie. Tak dobrze nie było od lat, ale chętnych i tak jest więcej
Jeszcze niedawno dyrektorzy kopalń narzekali na brak rąk do pracy, ale wszystko się zmieniło po tym, gdy w zeszłym roku związki zawodowe wywalczyły duże podwyżki pensji. Niektóre kopalnie zalała fala podań o pracę. Np. w Jastrzębskiej Spółce Węglowej, która właśnie zakończyła przyjmowanie zgłoszeń, wpłynęło niemal 19 tysięcy podań od 9363 osób. Różnica wzięła się stąd, że niektórzy złożyli swoje podanie w w kilku kopalniach naraz. Jak nam powiedział Andrzej Sobczak, dyrektor zespołu polityki zatrudnienia JSW, w zeszłym roku kandydatów było o ponad dwa tysiące mniej. Tymczasem JSW planuje zatrudnienie tylko 1870 nowych pracowników, co oznacza, że na jedno miejsce przypada prawie pięciu chętnych. Wśród kopalń tej spółki największe wzięcie ma Pniówek, gdzie wpłynęło 4576 podań, oraz Zofiówka - 4323, zaś najmniej osób zgłosiło się do Budryka, tylko 763. (...)
Nowych pracowników przyjmą też dwie pozostałe spółki węglowe: Kompania Węglowa ma 5,7 tysięcy miejsc, zaś Katowicki Holding Węglowy - 1,5 tysiąca. W obu nabór jeszcze się nie zakończył. Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii, zapewnia, że firma nie obawia się braku chętnych. Preferować będzie absolwentów szkół zawodowych i średnich, którzy nie skończyli 30 lat. Nieco niżej poprzeczkę zawiesił Holding - tu pracę mogą znaleźć nawet 35-latkowie.
Jak się okazuje, duży w tym roku nabór do pracy w spółkach węglowych odbił się już na prywatnych firmach, które wykonują usługi dla górnictwa. Po raz pierwszy od dawna mają kłopoty z zatrzymaniem pracowników u siebie. Ci coraz chętniej odchodzą do państwowych kopalń. Z tego powodu przedsiębiorcy skupieni w Stowarzyszeniu Budownictwa Górniczego zastanawiają się nad zatrudnieniem pracowników zza wschodniej granicy, np. Ukrainy.


Najwyższy budynek na Górnym Śląsku
Gazeta Opolska, Maciej T. Nowak 2009.03.13, Drapacz chmur ma stanąć w Opolu
Czy wkrótce nad panoramą Opola będzie górował wielki wieżowiec? Niewykluczone, że będzie tak już w 2011 roku. Właściciel warszawskiego biura DFP Design zaprojektował Kaskada Sky Center, który miałby stanąć przy ul. Ozimskiej.
Wieżowiec miałby 142 metry wysokości. Do tej pory najwyższe w Opolu są wieże katedry, które mają ponad 70 metrów. Wieżowiec przewyższałby je więc dwukrotnie.
Kaskada Sky Center według planów ma 37 pięter i trzy kondygnacje podziemne. Mieści się na nich blisko 20 tysięcy metrów kwadratowych powierzchni użytkowej.
Budynek miałby funkcję usługowo-biurowo-hotelową. Połowę budynku zajmowałby hotel, a drugą część biura i zaplecze konferencyjne. Na najwyższym piętrze mieściłby się basen.
Wybudowanie całości ma kosztować 100 milionów euro, a inwestorem jest zagraniczna firma kapitałowa.
Czy Opole jest wystarczająco dużym miastem, by taki pomysł miał szanse biznesowego powodzenia?
- Inwestor jest bardzo poważny. Przeprowadził analizy, z których wynika, że tego typu projekt jest do wchłonięcia przez opolski rynek - zapewnia Jerzy Kwiatkowski, właściciel DFP Design. Zanim jednak się o tym przekonamy pomysł budowy drapacza chmur musi przejść całą drogę formalną, a ta w Opolu łatwa nie będzie. Problemy pojawiły się już na początku w trakcie konsultacji z architektami i urbanistami. Miejska Komisja Architektoniczna, która jest ciałem opiniodawczym, wypowiedziała się negatywnie na temat projektu.
- Dyskusja dotyczyła kwestii komunikacyjnych - mówi Mirosław Pietrucha, rzecznik prasowy prezydenta Opola. - Będzie potrzebnych kilkaset miejsc parkingowych, tymczasem projekt zakładał jedynie 60. Komisja jest zainteresowana projektem i chce dalej o nim dyskutować. Nikt nie powiedział nie - dodał.
- Inwestor nie wycofuje się z tego projektu - zaznacza Jerzy Kwiatkowski. - Komisja chce zobaczyć projekt z szerszej perspektywy.Jerzy Kwiatkowski zapowiada, że jak najszybciej będzie chciał nanieść poprawki i ponownie przedstawić Kaskadę architektom i urbanistom.
Mirosław Pietrucha podkreśla, że władze Opola są pozytywnie nastawione do pomysłu budowy drapacza chmur. (...)


Beskidy reklamują się w czeskiej TV
Gazeta Wyborcza, Ewa Furtak 2008.03.12,
Reklama w TV Ostrawa okazała się tańsza niż w Telewizji Polskiej. Dlatego beskidzkie kurorty postanowiły zareklamować się za naszą południową granicą. Czy będą tego jakieś efekty?
Brenna, Szczyrk, Ustroń, Wisła i Istebna już piąty rok z rzędu wspólnie zabiegają o turystów. Powołały w tym celu Beskidzką Piątkę, wydają razem foldery i wspólnie promują się na targach. Ostatnio postanowiły, że wspólnie zareklamują się także w telewizji. Marzeniem górali było zamówienie sponsorowanego materiału i pokazanie uroków Beskidów w którymś z programów TVP typu Pytanie na śniadanie.
- Otrzymaliśmy ofertę i okazało się, że koszt wyprodukowania takiego materiału to ok. 30-40 tys. zł. Nie stać nas na taki wydatek - mówi Jan Greń, dyrektor Ośrodka Promocji, Kultury i Sportu w Brennej.
Władze kurortów zapytały więc o ceny Telewizję Ostrawa. Okazało się, że reklama w podobnym, przedpołudniowym programie u Czechów jest dużo tańsza. (...) Kilkunastominutowy program parę dni temu został wyemitowany po raz pierwszy, będzie jeszcze powtarzany .Jednorazowo mogli go także zobaczyć widzowie pierwszego programu czeskiej telewizji. Mało kto go w Polsce oglądał, bo niewiele osób, nawet w nadgranicznych miejscowościach, ogląda czeską telewizję. Czy będą tego jakieś efekty?
W zeszłym roku pisaliśmy w Gazecie o tym, że Cieszyńskie Stowarzyszenie Wspierania Inicjatyw Gospodarczych Delta Partner za pieniądze Unii Europejskiej przeprowadziło badania ruchu turystycznego na terenie Beskidzkiej Piątki. Okazało się wtedy, że choć region odwiedza rocznie ponad 2,5 miliona turystów, to są to głównie mieszkańcy Górnego Śląska (ponad 70 proc.). Jak to się ma do reklamy w Czechach?
- Ta promocja kosztowała nas zaledwie 6 tys. zł, jednak to wcale nie był zły pomysł. Czesi mieszkający w miejscowościach, gdzie zasięg ma ostrawska telewizja, mają w Beskidy bardzo blisko. To ludzie aktywni, lubią jeździć na nartach, rowerach, więc na terenie Beskidzkiej Piątki znajdą wiele atrakcji dla siebie - mówi Bartosz Tyrna z Delta Partner. (...)


Wojewoda chce śląskiej loterii
Gazeta wyborcza, Przemysław Jedlecki 2008.03.11, Wojewoda śląski marzy o powrocie Karolinki
Zygmunt Łukaszczyk wpadł na pomysł reaktywacji regionalnej loterii Karolinka. Przed półwieczem gen. Jerzy Ziętek powołał ją, by zdobyć brakujące fundusze na WPKiW. W podobnym celu loteria może służyć i dzisiaj.
Karolinka na Śląsku była tym, czym w całej Polsce Totolotek. Zwycięzca głównej wygranej dostawał nie tylko pieniądze, ale również np. działkę budowlaną i przydział na materiały budowlane. Ziętek, który był pomysłodawcą loterii, wpadł na pomysł, aby połowa wpływów trafiała do graczy, zaś połowa do urzędu wojewódzkiego. Dzięki temu Ziętek bez oglądania się na pieniądze z rządowej centrali mógł finansować WPKiW, sanatorium w Rabce czy Spodek. Loteria nie przeżyła PRL-u, została zlikwidowana w grudniu 1990 roku, ale do dziś z sentymentem wspomina ją wielu mieszkańców naszego regionu.
- Moi rodzice też w nią grali - przypomina sobie wojewoda Zygmunt Łukaszczyk. Od jego współpracowników dowiedzieliśmy się, że właśnie wpadł na pomysł reaktywacji loterii. Oficjalnie nikt z nich nie chce na ten temat rozmawiać; tłumaczą, że dopiero trwa ustalanie szczegółów.
Łukaszczyk potwierdza jednak te plany. - Nazwa Karolinka dobrze się kojarzy. W regionie mieszka pięć milionów osób i warto się pokusić o ponowne uruchomienie takiej gry. Oczywiście ludzie musieliby wygrywać w loterii, ale pieniądze można by przeznaczyć też na inne cele - mówi wojewoda.
Już ma pierwsze propozycje. - To będzie próba wsparcia różnego rodzaju inicjatyw związanych ze sportem i kulturą. Przecież już dziś tak robi Totalizator Sportowy - snuje plany Łukaszczyk.
Na razie prawnicy wojewody sprawdzają, jak w zgodzie z przepisami można uruchomić taką loterię. Nieoficjalnie wiadomo, że rozważany jest pomysł powołania specjalnej fundacji.
- O mój Boże! - powiedziała nam Irena Kulawik, ostatnia szefowa Państwowego Przedsiębiorstwa Śląska Gra Liczbowa Karolinka, gdy usłyszała o pomyśle wojewody.
Wspomina, że loterię zlikwidowano ze względu na dużą konkurencję Totolotka. - Gdy mówiłam o tym na ostatnim losowaniu, ludzie krzyczeli i płakali. Karolinka naprawdę cieszyła się długo powodzeniem. Przecież początkowo miała działać trzy miesiące, a trwała 34 lata! - mówi.
Plany Łukaszczyka przypadły jej do gustu. Martwi się tylko, czy loteria da sobie radę w starciu z konkurencją. (...)


Uniwersytet Opolski uhonorował Simonides
Gazeta Wyborcza, ł 2008.03.10, Bartoszewski i Simonides odebrali doktoraty h.c.
(...) Kandydaturę prof. Doroty Simonides zaproponował Wydział Filologiczny, prof. Władysława Bartoszewskiego - Wydział Historyczno-Pedagogiczny. Obydwie zatwierdził jednogłośnie senat uczelni. Senatorowie uznali, że niezłomna postawa prof. Bartoszewskiego, jego morale, pomoc Żydom w czasie wojny nagrodzona medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, cywilna odwaga, konsekwentne poglądy, a także ogromny dorobek naukowy i praca na rzecz dyplomacji polskiej uprawniają do wyróżnienia go doktoratem honorowym UO. Z kolei prof. Simonides postanowiono uhonorować przede wszystkim za pracę naukową, badania nad tradycją, nad jej znaczeniem w kształtowaniu tożsamości etnicznej Śląska, za wielką rolę, jaką odegrała w historii Uniwersytetu Opolskiego.


Zobacz Śląsk na Silesia Tour
ZobaczSlask.pl 2008.03.10
Zapraszamy na II Międzynarodowe Targi Turystyczne SILESIA TOUR, które odbędą się w dniach 14-16 marca 2008 r. w katowickim Spodku. Podczas tego weekendu będzie można zapoznać się z ofertą całej branży turystycznej, wybrać ciekawą wycieczkę czy wczasy, ale również nawiązać liczne kontakty zawodowe. Podczas drugiej edycji SILESIA TOUR na 3500 m2 znajdować się będzie ponad 300 wystawców z całego świata. Sztab menedżerów przygotował dla odwiedzających szereg atrakcji, m.in. konkursy i wykłady tematyczne na temat Śląska.
Swoje stoisko na targach będzie miał również największy śląski serwis internetowy ZobaczSlask.pl, który zachęci na nim do zapoznania się z literaturą o Śląsku i śląską muzyką popularną. Na stoisku będzie można zakupić najróżniejsze śląskie gadżety, od długopisów ze śląskimi nadrukami, poprzez koszulki, po flagi regionalne Górnego i Dolnego Śląska. Serwis ZobaczSlask.pl zaprasza również na cykl wykładów na temat zabytków Górnego Śląska, narodowości śląskiej oraz języku współczesnych Górnoślązaków, który rozpocznie się na terenie targów w piątek 14-go marca od godz. 16:30.
Rosnące zainteresowanie turystyką poprzemysłową zainspirowało nas do uczynienia z niej motywu przewodniego kolejnej edycji Targów. W trakcie minionych Targów SILESIA TOUR nie zapomnieliśmy o Promocji Szlaku Zabytków Techniki jako sztandarowego produktu turystycznego przygotowanego przez Urząd Marszałkowski woj. Śląskiego. Inauguracja Szlaku w 2006 r. udowodniła konieczność wyeksponowania zabytków poprzemysłowych, przywrócenia ich dawnej świetności oraz do zaadaptowania ich do innych celów. Inwestycje mające na celu rewitalizację takich właśnie obiektów dają możliwość rozwoju turystyki przyjazdowej na terenie wschodniego Śląska.
W kolejnej edycji Międzynarodowych Targów Turystycznych SILESIA TOUR pragniemy położyć nacisk na ten rozwijający się kierunek w turystyce. W pejzaż Śląska na stałe wpisały się wieże szybów kopalnianych, sztolnie, unikatowe obiekty poprzemysłowe. Chcielibyśmy, aby podczas tych targów przyjeżdżający mieli okazje do zapoznania się z tego typu zabytkami. Przygotowaliśmy na tę okazję study-tour po najciekawszych i najpiękniejszych zakątkach wschodniego Śląska tj. Osiedle Nikiszowiec, Szyb Wilsona, Kopalnia Guido.
Podczas samych targów nie zabraknie również prezentacji sąsiednich regionów i krajów. Liczne występy muzyczne, koncerty, pokazy mody i tańca, z pewnością przybliżą odwiedzającym uroki wielu innych miejsc, ich kulturę i tradycję. Wszystko po to aby jeszcze bardziej zachęcić wszystkich do podróżowania. Przygotowaliśmy również przegląd filmów turystycznych, galerię zdjęć i fotografii związanych z naszym regionem.
Dla wszystkich zainteresowanych, którzy odwiedzą nas w dniach 14-16 marca w Spodku przygotowaliśmy wiele konkursów ze wspaniałymi nagrodami. GÓŁWNA NAGRODA - SKUTER ZIPP oraz wycieczki do ciepłych krajów. Więcej szczegółów na Targach Turystycznych i na stronie organizatora: www.silesia-tour.com.pl.


Holoubek chciał narodu śląskiego
Gazeta Wyborcza, Iwona Sobczyk 2008.03.06, Gustaw Holoubek zawsze czuł się Ślązakiem
Genialny aktor przez kilka lat mieszkał w Katowicach i grał na deskach Teatru Śląskiego. Zmarłego w czwartek Gustawa Holoubka opłakują jego dawni uczniowie i znajomi.
Gdy w 1949 roku przyjechał do Katowic, by grać w tutejszym teatrze, Śląsk wydał mu się miejscem wyjątkowo nieprzyjaznym. Jednak został tu na siedem lat. Był nie tylko aktorem i kierownikiem artystycznym w Śląskim, ale też pedagogiem. Podobno szybko zmienił zdanie o Śląsku - Żartował, że gdyby kiedyś powstał naród śląski, to on by od razu do niego przystąpił. Bardzo często wspominał ten swój śląski okres, lubił go - opowiada Kazimierz Kutz, który znał zmarłego wczoraj artystę od ponad pół wieku. Po wyjeździe Holoubka do stolicy przez pewien czas mieszkał nawet w jego katowickim mieszkaniu, na szóstym piętrze drapacza chmur przy Żwirki i Wigury. Jeszcze przed Kutzem to samo mieszkanie zajmowali dawni uczniowie Holoubka ze Studia Teatralnego. Mistrz osobiście się o to upomniał i w ten sposób na dawnych dyrektorskich pokojach ulokowali się ze swoimi świeżo założonymi rodzinami Wojciech Standełło i Bernard Krawczyk. (...)
Na scenie Teatru Śląskiego Holoubek zagrał: Pierczychina w Mieszczanach Maksyma Gorkiego, Filona w Balladynie, Jana Kazimierza w Mazepie i tytułowego Fantazego w sztuce Juliusza Słowackiego, a także Łatkę w Dożywociu Aleksandra Fredry i doktora Ranka w Domu lalki Henryka Ibsena. To w Katowicach też po raz pierwszy w swojej karierze zaczął reżyserować. W 1951 roku debiutował ze sztuką Howarda Fasta Trzydzieści srebrników. W 1954 roku został kierownikiem artystycznym katowickiej sceny i był nim przez dwa sezony. Udało mu się ściągnąć do współpracy samego Tadeusza Kantora. Wykładał też w działającym przy teatrze Studiu Teatralnym.
Holoubek wyjechał z Katowic w 1956 roku. Prawdopodobnie zadecydowała opinia lekarzy, którzy uznali, że zmagający się z chorobą płuc artysta nie powinien mieszkać w zadymionych Katowicach.
Chętnie przyjeżdżał tu jednak z różnymi swoimi spektaklami. Ostatni raz był tu w styczniu zeszłego roku, kiedy zainaugurował cykl spotkań z artystami zorganizowany z okazji 100-lecia teatru. Sala była pełna, a Holoubek - choć już bardzo schorowany - tak samo fascynujący jak zawsze. Na scenie odzyskiwał energię i pełnię swojego magnetycznego uroku.
- Odpalał jednego papierosa od drugiego, na co patrzyliśmy z przerażeniem, bo przecież nie powinien był palić. Opowiadał niezwykłe rzeczy: o tym, jak był zdumiony niezwykłą pracowitością, skromnością i uczciwością Ślązaków i o tym, że jednocześnie byli to ludzie, którzy wyrażali swoje oczekiwania wobec sztuki w sposób bardzo odważny. Chcieli teatru, który wykracza poza szarzyznę, która ich otaczała, a on potrafił słuchać - i takie właśnie spektakle tworzył - wspomina tamte chwile Krystyna Szaraniec, dyrektorka Teatru Śląskiego.
Jej zdaniem żaden polski aktor nie ma takiego autorytetu, jakim cieszył się Holoubek. - Nie sposób zacząć dziś spektaklu bez oddania hołdu tej wielkiej postaci - mówi Szaraniec.


Królowa Luiza w nowych szatach
Gazeta Wyborcza, Jacek Madeja 2008.03.05, Królowa Luiza wreszcie w nowych szatach
Starannie wyczyszczona cegła zabytkowych hal przyciąga wzrok już z daleka. Renowacji doczekała się także wieża wyciągowa, na której stanęła platforma. - To chyba pierwsze muzeum w kraju z punktem widokowym na górniczym szybie - chwali się Jan Gustaw Jurkiewicz, kierownik skansenu Królowa Luiza w Zabrzu.
Nadziemna cześć skansenu to zabudowania wokół szybu Carnall przy ul. Wolności w Zabrzu. Większość budynków była w fatalnym stanie i od dawna czekała na remont. Rewitalizacja wiekowych górniczych hal rozpoczęła się wreszcie we wrześniu zeszłego roku.
Najpierw starannie zabezpieczono folią największy skarb zabrzańskiego skansenu - działającą maszynę parową z 1915 roku. Przez lata ten olbrzym o mocy 2 tys. KM wciągał górniczą klatkę szybu Carnall. To właśnie ta maszyna zagrała jedną z głównych ról w kręconym przez brytyjską stację Discovery serialu o rozwoju europejskiego przemysłu. Niezawodny mechanizm przyciągał turystów nawet spoza granic kraju.
Teraz maszyna zyskała równie atrakcyjną oprawę. Budynek maszynowni po remoncie przejrzał. Starannie wyczyszczony garnitur cegieł wygląda jak nowy. - To wzorcowy przykład rewitalizacji. Oprócz oczyszczenia elewacji, uzupełniliśmy brakujące elementy posadzki, ścian i wymieniliśmy okna - wylicza Jurkiewicz.
W znacznie gorszym stanie była sąsiednia akumulatorownia. Budynek z muru pruskiego groził nawet zawaleniem. Dlatego najpierw trzeba było go rozebrać, by potem postawić na nowo. Teraz w jego wnętrzach będzie mieściła się recepcja ze stoiskiem informacyjnym, sklepem z pamiątkami i toaletami.
Tuż obok stoi dawna zmiękczalnia wód przemysłowych zaadaptowana na biura i sale wystawiennicze. Zwiedzający będą mogli też wspiąć się na 25-metrową wieżę wyciągową, na której zamontowano platformę widokową. Stalowa konstrukcja wymagała odrdzewienia, a część wsporników trzeba było uzupełnić. W skansenie trwają jeszcze ostatnie prace wykończeniowe. Turyści będą mogli zwiedzać odnowiony szyb od maja.
Przeprowadzone prace to pierwszy etap rewitalizacji górniczego skansenu. Kosztowały ponad 2,9 mln zł, z czego prawie 700 tys. pochodziło z funduszy unijnych. (...)


Niszczą kolejny górnośląski zabytek
Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2008.03.04, Byle jaki remont gmachu muzeum w Bytomiu
Muzeum Górnośląskie, wybitne dzieło funkcjonalistyczne, ma zostać w tym roku odnowione. Zostaną m.in. ocieplone ściany i oczyszczona cegła. Jednak pieniędzy nie wystarczy, by budynkowi przywrócić wygląd z lat 30. XX wieku. Brzydkie, aluminiowe okna z pomarańczowymi szybami wciąż będą nas straszyć.
Muzeum Górnośląskie budowane było w latach 1929-31 w niemieckim wtedy Bytomiu. Głośno już było w tym czasie o powstaniu Muzeum Śląskiego w polskich Katowicach, więc Niemcy nie chcieli być gorsi.
W efekcie powstał wówczas najnowocześniejszy gmach muzealny zaprojektowany przez Alberta Stütza. Budynek był elementem przebudowy placu, którego wschodnią pierzeję zamknął przeszklony blok wystawowy z podcieniem z betonowych smukłych słupów. Na elewacji widoczna jest żelbetowa konstrukcja w postaci olbrzymiego rastra. Od północy plac zamknął ceglany budynek administracyjny.
Muzeum imponowało szeregiem nowinek technicznych. Sale wystawowe było doświetlone światłem dziennym, pomagał w tym przemyślany system świetlików. Światło od dachu docierało nawet do piwnic, przez pięć kondygnacji rozprowadzały je kominy wyłożone białymi kafelkami. Był też system nadciśnieniowego napowietrzania sal i magazynów.
Niestety, po wojnie muzeum zostało popsute kolejnymi remontami. Zamurowano świetliki, wymieniono okna w budynku wystawowym. Drewniane i pięciodzielne zostały zastąpione trójdzielnymi, aluminiowymi. Najgorsze były szyby - wstawiono bowiem pomarańczowe, które miały chronić zbiory przed promieniami UV, jednak przez to gmach z międzywojnia upodobnił się do biurowców z okresu PRL-u.
Pomysł remontu budynku ma wreszcie szansę się ziścić. Muzeum otrzymało ok. 750 tys. zł. unijnej pomocy, prawie milnion złotych dołożył urząd marszałkowski. - Remont powinien ruszyć jeszcze w kwietniu i skończy się na przełomie lipca i sierpnia. Odnowione zostaną elewacje oraz pomieszczenia parteru - mówi Mieczysław Dobkowski, dyrektor Muzeum Górnośląskiego.
Na parterze w pomieszczeniach zajmowanych wcześniej przez oddział Biblioteki Śląskiej powstanie świetlica muzealna dla dzieci. Na 300 m kw. będzie miejsce do zabaw edukacyjnych, warsztatów i konkursów.
Elewacje zostaną oczyszczone, jednak tutaj pojawiają się pierwsze wątpliwości. Słupy żelbetowe są obłożone piaskowcem, niestety, od lat pokrywa je tynk nakropkowy. Podczas remontu nie przewiduje się oczyszczenia kamienia. Podobnie ze świetlikami, które nadal będą zamurowane, a ich przywrócenie mogłoby przynieść spore oszczędności w zużyciu energii elektrycznej. - To prawda, można by je przywrócić, bo ich konstrukcja nie jest naruszona. Ale to ogromne koszty, na które nas nie stać - rozkłada ręce dyrektor.
Także aluminiowa stolarka okienna szpecąca całe muzeum nie zostanie zastąpiona zbliżoną do pierwotnej. Zostanie tylko oczyszczona i naprawiona. - Wymiana okien to także dodatkowe koszty, ale i problem organizacyjny. Musielibyśmy na czas remontu przenieść zbiory - dodaje Dobkowski. Dodatkowo ocieplone mają być dwa wewnętrzne podwórza, które mają elewacje w płytkach. Zakłada się ich oblepienie styropianem.
Sytuacją zaniepokojeni są historycy sztuki. - Kolejny ważny obiekt funkcjonalistyczny w regionie przejdzie byle jaki remont. Wspomnę tylko o fatalnej renowacji zakładu kąpielowego w Bytomiu pochodzącego z podobnego okresu czy ociepleniu wydziału filologicznego w Katowicach - mówi Irma Kozina, historyk sztuki z Uniwersytetu Śląskiego.
Kozina uważa, że nastały złe czasy dla architektury modernistycznej. (...) Nie rozumie, po co wydawać prawie dwa miliony złotych na remont, który nie przywróci pierwotnego wyglądu budynkowi muzeum.


Szkoci kupują kopalnię Silesia
Gazeta Wyborcza, Tomasz Głogowski 2008.03.02, Szkoci kupują kopalnię Silesia za 205 mln zł
Komisja przetargowa Kompanii Węglowej zdecydowała w poniedziałek o sprzedaży szkockiej grupie Gibson Group International kopalni Silesia w Czechowicach-Dziedzicach. Szkoci mają czas do połowy roku na wpłatę 205 mln zł.
Kopalnia Silesia od 1995 r. przyniosła 150 mln zł strat. Może fedrować dalej, bo ma jeszcze ok. 100 mln ton węgla w zapasie, ale aby go wydobyć, konieczne są spore, bo szacowane na 350-400 mln zł, inwestycje. Kompanii Węglowej, w skład której wchodzi Silesia, nie stać na taki wydatek, więc w połowie zeszłego roku zdecydowano o jej sprzedaży prywatnemu inwestorowi.
Choć zainteresowanych było kilku potentatów, m.in. czeski koncern OKD, ostatecznie ofertę złożyła tylko spółka Gibson Group International z Glasgow. Tymczasem Puls Biznesu napisał niedawno, że spółka GGI, która za Silesię gotowa jest zapłacić 205 mln zł (kopalnię wyceniona na 111 mln zł), ma zaledwie 100 funtów kapitału zakładowego. Gwarancje bankowe w imieniu GGI złożyła zaś firma zarejestrowana na Wyspach Dziewiczych, czyli w tzw. raju podatkowym.
Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii, zapewnia, że komisja przetargowa dokładnie prześwietliła całą dokumentację. Komisja zgodziła się w poniedziałek na sprzedaż Silesii. Szkoci mają czas do 31 czerwca na wpłacenie reszty sumy. - Spółka spełniła do tej pory wszystkie wymogi formalne, w tym wpłaciła wadium w wysokości 4 mln zł, które przepadnie w przypadku niewywiązania się z umowy - mówi Madej. (...) Ostateczne podpisanie umowy sprzedaży nastąpi dopiero po wpłaceniu przez GGI całej sumy.
Szkoci mogli liczyć na poparcie kopalnianych związków zawodowych. GGI już na samym początku negocjacji zapowiedzieli, że podpiszą pakiet socjalny z załogą. Według wstępnego porozumienia w przypadku sprzedaży Silesii górnicy zachowają obecne uprawnienia, w tym tak dla nich korzystne prawo do emerytury po 25 latach pracy na dole, a także 14. pensję oraz barbórkę.
Związkowcy liczą, że inwestor przyzna też załodze premię prywatyzacyjną: 1000 zł dla górnika dołowego za każdy rok pracy w kopalni i 600 zł za każdy rok pracy na powierzchni. W pakiecie miałby się także znaleźć nietypowy punkt: przy przyjęciach do kopalni pierwszeństwo mieliby członkowie rodzin obecnie zatrudnionych w kopalni górników. Wcześniej GGI deklarował, że zwiększy zatrudnienie z 1000 do 1500 pracowników.


Powieść o przedwojennym Oppeln
Gazeta Wyborcza, Dorota Wodecka-Lasota 2008.02.29, Powieść, co dzieje się w przedwojennym Oppeln
Joachim Friedlaender, lat 40, outsider w jednym z najznamienitszych opolskich rodów przedwojennego Opola, to bohater pierwszej powieści rozgrywającej się w przedwojennym Oppeln.
Historyk i wielbiciel przedwojennego Opola Maciej Borkowski oraz poeta Dobromir Kożuch zapragnęli ożywić duchy dawnego Oppeln. I odżegnując się od tworzenia nadętej literatury, napisać powieść, której bohaterowie mieszkają w naszym mieście Anno Domini 1914. Po tym roku zacznie się symboliczny kres miasta.
- W 1918 roku kończy się wojna, abdykuje cesarz, powstaje Republika Weimarska, potem mamy na Śląsku kolejne powstania, plebiscyt. Nie wiadomo, co się stanie z Opolem - snuje opowieść Maciej Borkowski. Ponieważ topografię dawnego miasta Borkowski ma w małym palcu, autorzy Friedlaendera, bo taki jest tytuł powieści, odtwarzają ją na stronicach książki z zegarmistrzowską precyzją.
Fakt, że akcja toczy się wokół morderstwa, którego zagadkę wyjaśnia Joachim Friedlaender, sprawia, że porównanie z twórczością wrocławianina Marka Krajewskiego jest nieuniknione. To wszak dziś najgłośniejszy polski autor kryminałów. Nie licząc wydanej w styczniu Alei samobójców, wszystkie poprzednie rozgrywały się na ulicach przedwojennego Breslau, a makabryczne morderstwa wyjaśniał Eberhard Mock. Ale opolanie podkreślają, że nie ma mowy o zrzynaniu z wrocławianina.
- Nie mamy aspiracji konkurowania z Markiem Krajewskim. Nasza powieść to raczej pastisz, intelektualna zabawa i literacki żart - zapowiadają Borkowski&Kożuch. I dodają, że Friedlaenderowi bliżej do Szwejka niż do Mocka.
A pomysł na powieść, której akcja rozgrywa się w przedwojennym Opolu, pojawił się, gdy w ub. roku Muzeum Śląska Opolskiego udostępniło opolanom pieczołowicie odtworzoną kamienicę mieszczańską z przełomu XIX i XX wieku.
- Zaczepiłem wtedy Maćka, który jest przecież zakręcony na punkcie przedwojennego Opola, i zapytałem, czy nie mogliśmy spróbować - wspomina Kożuch. (...)
Jako że rola odrestaurowanej kamienicy przy ul. Wojciecha 9 odegrała istotną rolę przy rodzeniu się idei, autorzy powieści zakwaterowali bohatera właśnie przy Adalbertstrasse 9.
Choć Joachim jest postacią wymyśloną, to jednak ma nazwisko przynależne do jednego z najznamienitszych żydowskich rodów przedwojennego Opola. Nestor tego rodu Victor adaptował budynek dzisiejszego Archiwum Państwowego na browar i produkował w nim piwo. Jego syn Marcus zbudował w 1870 roku nowy wielki browar Zamkowy w miejscu dzisiejszego Toropolu. Żona Marcusa - Julia - była wielką propagatorką działalności charytatywnej, ich syn Siegfried, przewodniczącym rady miejskiej i przywódcą opolskiej gminy żydowskiej. Z kolei wnuk Marcusa i Julii - Richard - założył cementownię Silesia we Wróblinie.
- A w naszej książce Joachim jest z nimi wszystkimi skłócony. Bo źle się czuje w towarzystwie bardzo bogatych, zasymilowanych Żydów niemieckojęzycznych, ale też nie pragnie zanurzenia się w niemczyźnie pozażydowskiej - opowiadają autorzy.
I dlatego Joachim klepie biedę i denerwuje się, że w knajpie Zur Stadt Breslau Rudolf Zentzytzki nie chce sprzedawać na krechę. Zentzytzki jest postacią autentyczną. Tak jak wszystkie, nie licząc Friedlaendera i kobiety o imieniu Aleksandra, które pojawiają się na kartach książki.
Kiedy i przez kogo zostanie wydana książka Borkowski&Kożuch nie chcą na razie mówić. - Najpierw musimy ją dokończyć, zamknąć wszystkie prace przy niej. Nie chcemy sobie zawracać teraz głowy wydawcą - mówią.
Bez wątpienia jednak powieść ma szansę stać się w Opolu absolutnym hitem. Bo przywraca miastu historię sprzed 1945 r. Dołożona do wydawnictwa mapka dawnego miasta pozwoli na wędrowanie śladami Joachima Friedlaendera.
- Chcemy tchnąć w Opole mit. I uzmysłowić ludziom, że jego historia nie zaczęła się po wojnie. Że mieszkali tu ludzie, którzy kochali miasto, dla których było ono najważniejszym miejscem na ziemi - odpowiadają autorzy na pytanie, czemu tę książkę zechcieli napisać.

Ewald Gawlik / za: Izba Śląska  wiecej zdjęć
Archiwum artykułów:
  • 2010 luty
  • 2009 grudzień
  • 2009 listopad
  • 2009 październik
  • 2009 wrzesień
  • 2009 sierpień
  • 2009 luty
  • 2008 grudzień
  • 2008 listopad
  • 2008 październik
  • 2008 wrzesień
  • 2008 sierpień
  • 2008 lipiec
  • 2008 czerwiec
  • 2008 maj
  • 2008 kwiecień
  • 2008 marzec
  • 2008 luty
  • 2008 styczeń
  • 2007 grudzień
  • 2007 listopad
  • 2007 październik
  • 2007 wrzesień
  • 2007 sierpień
  • 2007 lipiec
  • 2007 czerwiec
  • 2007 maj
  • 2007 kwiecień
  • 2007 marzec
  • 2007 luty
  • 2007 styczeń
  • 2006 grudzień
  • 2006 listopad
  • 2006 październik
  • 2006 wrzesień
  • 2006 sierpień
  • 2006 lipiec
  • 2006 czerwiec
  • 2006 maj
  • 2006 kwiecień
  • 2006 marzec
  • 2006 luty
  • 2006 styczeń
  • 2005 grudzień

  •    Mówimy po śląsku! :)
    O serwisie  |  Regulamin  |  Reklama  |  Kontakt  |  © Copyright by ZŚ 05-19, stosujemy Cookies         do góry