Zobacz Śląsk!
 Zobacz Śląsk! > Rybnik > w prasie > 05.2006
Archiwum prasowe
  • 2005 marzec
  • 2005 kwiecien
  • 2005 maj
  • 2005 czerwiec
  • 2005 lipiec
  • 2005 sierpień
  • 2005 wrzesień
  • 2005 październik
  • 2005 listopad
  • 2005 grudzień
  • 2006 styczeń
  • 2006 luty
  • 2006 marzec
  • 2006 kwiecień
  • 2006 maj
  • 2006 czerwiec
  • 2006 lipiec
  • 2006 sierpień


  • Aktualny miesiąc


  • Rybnik w ZŚ!
    Serwis rybnicki w Zobacz Śląsk! powstaje przy współpracy z:
  • Miejski Portal Rybnicki
  • Pracownia topPROJECT

  • Rybnik w prasie - maj 2006

    Zaginął podczas pielgrzymki
    Dziennik Zachodni, jack 31.05.2006
    Rybnicka policja poszukuje 53-letniego Andrzeja Maciejczaka z Książenic. Mężczyzna wyszedł z domu 24 maja, nie informując rodziny, dokąd idzie. - Do chwili obecnej nie dał znaku życia. Poszukiwany może mieć kłopoty z pamięcią i podróżować po całej Polsce - wyjaśnia nadkomisarz Aleksadra Nowara, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Rybniku.
    Z dotychczasowych ustaleń wynika, że zaginiony brał udział w pielgrzymce na terenie Częstochowy i Krakowa. W dniu zaginięcia był ubrany w fioletowo-niebieską-białą kurtkę ortalionową, szarą, sztruksową kamizelkę, niebieskie dżinsy i czarne mokasyny.
    Osoby mogące posiadać informacje na temat osoby zaginionej, proszone są o kontakt z KMP w Rybniku tel. 32/4295287, lub najbliższą jednostką policji pod alarmowym telefonem 997.

    Zdawali egzamin ustny z polskiego
    Dziennik Zachodni, Adrian Czarnota 30.05.2006
    Uczniowie II Liceum Ogólnokształcącego im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego w Rybniku cieszyli się, że wreszcie skończyła się matura. Ustny egzamin z języka polskiego poszedł im bardzo dobrze. Ostatnie egzaminy zdawała także młodzież z IV LO w Rybniku.
    - Maturę zaczęliśmy od pisemnego egzaminu z języka polskiego. Dziś, po ponad trzech tygodniach, również kończymy polskim. Czuję się świetnie, lekko niczym chmurka - śmiał się Michał Łata, który na maturze zdawał również matematykę i biologię.
    - Ustna matura z języka polskiego była najbardziej stresującym egzaminem w calej serii. Dobrze, że mamy to już za sobą - dodał Daniel Misztal. Świeżo upieczeni maturzyści nie myślą, póki co, o planach na przyszłość, teraz najważniejsze to odpocząć po ciężkich egzaminach. - Może będę zdawał na Akademię Wychowania Fizycznego - zastanawia się Daniel. Jego kolega nie ma sprecyzowanych planów. - Na razie nie myślę o kierunku studiów. Teraz najważniejszy jest relaks. Potem coś się wymyśli - mówi ze spokojem Michał.

    Wielka niespodzianka RKM-u!!!
    Gazeta Wyborcza, Leszek Błażyński 28.05.2006
    RKM, wygrywając w niedzielę z Unią Tarnów, odniósł pierwsze zwycięstwo w sezonie. - Skrzyżowałem złotą rybkę z rekinem i spełniła ona jedno życzenie - mówił zadowolony Mirosław Korbel, tymczasowy trener rybnickiej drużyny.
    Korbel zastąpił zawieszonego Czesława Czernickiego w zeszłym tygodniu tuż przed meczem z Unią w Tarnowie. Rybniczanie przegrali wtedy z obrońcami tytułu mistrzowskiego tylko 42:48. - Już po tym spotkaniu zauważyliśmy, że Unia jest do pokonania - mówił Roman Chromik, zawodnik RKM-u. Korbel wspominał przed rewanżem z Jaskółkami, że za mało jest w jego zespole wojowników. Wczoraj rybniczanie pokazali tymczasem, że stać ich na wygrywanie z najlepszymi.
    Spotkanie było bardzo emocjonujące. W każdym niemal wyścigu było sporo walki na torze. W naszym zespole z powodu kontuzji nie wystąpił Rosjanin Renat Gafurow, a u gości brakowało Janusza Kołodzieja. Już pierwsze biegi pokazały, że w znakomitej dyspozycji jest Rafał Szombierski, u rywali zawodził za to Anglik Scott Nicholls. - Nie wiem, co się dzieje ze Scottem. Jechał kolejno na GM, jawie, a później ma motorze Tomka Golloba. Mimo to nie potrafił dopasować się do toru - kiwał głową szkoleniowiec Unii Marian Wardzała. Po szóstym biegu gospodarze nieoczekiwanie prowadzili 20:16. Wreszcie przebudził się Chromik, który w tym sezonie jeździł dotąd słabo. Chromik zdobył w tym meczu 9 pkt. - Jeździłem na motorze z nowym silnikiem, sprowadzonym ze Szwecji, i to miało duży wpływ na mój występ - mówił zawodnik.
    Szczęście było wczoraj przy naszym zespole. W 11. biegu gumę złapał na ostatnim okrążeniu Marcin Rempała. Junior Unii był wtedy na prowadzeniu i wyścig wygrał rybniczanin Martin Smolinski. W 13. wyścigu Szombierski po raz kolejny pokazał klasę i pokonał najlepszego polskiego żużlowca Tomasza Golloba! Był bliski pokonania go również w ostatnim biegu, kiedy było już przesądzone, że RKM wygrał ten mecz. Nie udało mu się. - Szkoda, bo mielibyśmy jeszcze punkt bonusowy (w pierwszym meczu było 48:42 dla Unii) - mówił Szumina. - Wpływ na moją dobrą jazdę mają występy w lidze rosyjskiej. Startowałem tam już trzy razy w barwach Turbiny Bałakowo. Każdy mecz procentuje - przekonywał Szombierski.
    Decydujący dla spotkania był przedostatni wyścig, który wygrała rybnicka para Smolinski - Roman Poważny. - Kibice dziwili się, dlaczego do 14. biegu wystawiłem Poważnego. Romek powiedział mi, że zdobędzie w nim punkty i tym samym uciszy kibiców. Wcześniej sporo osób go wygwizdywało - opowiadał Korbel.
    Czy to nowy trener wpłynął tak na mobilizację zespołu? Zawodnicy nie chcą krytykować poprzedniego szkoleniowca, ale twierdzą, że czasami nie potrafili się z nim dogadać. Dwa lata temu zmiana Czernickiego za Romualda Łosia też poskutkowała i RKM po kilku porażkach z rzędu wygrał mecz. Czy jednak Korbel zostanie do końca sezonu? - Muszę porozmawiać na ten temat z działaczami. Chciałbym poprowadzić zespół w kolejnym meczu z Unią Leszno - twierdzi trener. - Na razie nic nie mogę powiedzieć. W przyszłym tygodniu media dowiedzą się, kto będzie prowadził zespół - dodał Aleksander Szołtysek. Prezes klubu nie był zadowolony z frekwencji. - Obniżyliśmy ceny biletów, a mimo to stadion się nie wypełnił - dodawał szef klubu.

    RKM Rybnik na przeciw Unii Tarnów
    Gazeta Wyborcza, lb 26.05.2006
    RKM Rybnik w niedzielę o godz. 15.30 podejmuje w meczu ekstraligi Unię Tarnów. W zeszłym tygodniu w Tarnowie mistrzowie Polski wygrali zaledwie 48:42, ale teraz na pewno nie zlekceważą Rekinów. Przypomnijmy, że RKM - po dymisji Czesława Czernickiego - tymczasowo prowadzi Mirosław Korbel, trener szkółki. Po meczu Korbel ma podjąć decyzje co do dalszej pracy. W zespole Unii zabraknie kontuzjowanego Janusza Kołodzieja. Wystąpi za to Anglik Scott Nicholls oraz prawdopodobnie Czech Lukas Dryml. W awizowanym składzie RKM-u brak Martina Smolińskiego, ale Niemiec ma jeździć w tym meczu. Spotkanie rozpocznie się o godz. 15.30. Awizowane składy. Unia Tarnów: 1. Tomasz Gollob, 2. Janusz Kołodziej, 3. Mateusz Trytko, 4. Stanisław Burza, 5. Scott Nicholls, 6. Kamil Zieliński. RKM Rybnik: 9. Zbigniew Czerwiński, 10. Renat Gafurow, 11. Roman Poważny, 12. Christopher Harris, 13. Rafał Szombierski, 14. Wojciech Druchniak, 15. Patryk Pawlaszczyk.

    To jest supermama!
    Dziennik Zachodni, Alina Kucharzewska 26.05.2006
    Choć z zawodu jest kucharką, wykonuje inną, zupełnie niekobiecą pracę. Anna Wieszala z Rybnika, mama ośmioletniego Patryka, jest kierowcą... autobusu.
    Staram się pogodzić tę pracę z macierzyństwem - mówi pani Ania. Jej synek nie ma wątpliwości. - Mama jest super, jestem z niej dumny! Lubię, gdy zabiera mnie na lody i na mecze żużlowe - mówi Patryk.
    wiele lat temu to mogło dziwić. Dziś, to już nic nadzwyczajnego. Wiele matek musi godzić ciężką pracę z wychowywaniem dziecka. Są menedżerami, pracują w policji, a niektóre, tak jak Anna Wieszala, prowadzą autobus PKS. I radzą sobie świetnie! Supermatki. - Ludzie już się przyzwyczaili do kobiety za kierownicą autobusu. Ale nadal zdarza się, że słyszę: o rany, baba za kółkiem! - śmieje się Anna Wieszala. Od dwóch lat kieruje autobusami w rybnickim Przedsiębiorstwie Komunikacji Samochodowej.
    Najpierw musiała przejść półroczny kurs. Uczyła się teorii i oczywiście praktyki. Dokładnie pamięta dzień, w którym po raz pierwszy wyjechała autobusem na rybnickie drogi. - Nie byłam przerażona, ale nie wiedziałam, że można się nieźle zmęczyć manewrując taką wielką kierownicą. Najważniejsze było dla mnie to, że od początku czułam się pewnie prowadząc autobus. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że powinnam wykonywać ten zawód - opowiada Wieszala. Rybniczankę denerwowała jednak reakcja przechodniów. - Zamiast przechodzić żwawo przez przejścia dla pieszych, ściskali się kurczowo za ręce, pokazywali mnie palcami i wołali: patrz, baba prowadzi autobus! - wspomina pani Anna. Z czasem przyzwyczaiła się do takich sytuacji i, przede wszystkim, do nietypowego dla kobiet pojazdu. - Kiedy po dziesięciu godzinach pracy wsiadam do małego fiata, mam wrażenie, że inne auta jadą wprost na mnie. Mój samochód jest przecież taki mały w porównaniu z autobusem, w którym mogę patrzeć na innych kierowców z góry! - mówi Anna Wieszala.
    Zdarza się, że pasażerowie zaniepokojeni pytają, czy ma upoważnienie do prowadzenia pojazdu i sprzedaży biletów. - Kiedyś niedaleko Częstochowy zatrzymał mnie policjant i spytał, czy mam odpowiednie uprawnienia. Zdenerwował mnie, więc przekornie odpowiedziałam, że ukradłam autobus, by sobie nim pojeździć - śmieje się Anna. Innym razem wyjątkowo naburmuszony pasażer stwierdził, że zamiast prowadzić autobus, powinna myć garnki w kuchni. - Grzecznie odparłam, że naczynia już umyłam, obiad ugotowałam, więc pozwoliłam sobie usiąść za kierownicą - opowiada rybniczanka.
    Koledzy po fachu są dla niej mili. Kłaniają się i pozdrawiają, gdy spotkają ją w trasie. To, że jest matką sprawia, że inaczej patrzy na niektóre sprawy, niż jej koledzy. - Gdy widzę dziecko, które biegnie, żeby zdążyć na autobus, czekam na nie spokojnie - opowiada kobieta.
    Ojciec pani Anny jest dumny z córki. Z kolei mąż rybniczanki, który jest górnikiem, sceptycznie podchodzi do zawodu żony. Ale w końcu pogodził się z tym, że jego żona jest kierowcą autobusu i stara się jej pomagać w obowiązkach domowych. A tych jest sporo, gdyż ich ośmioletni syn Patryk potrzebuje jeszcze stałej opieki. - Mimo pracy od wczesnego rana do wieczora, zawsze znajdę czas dla synka. Staram się godzić macierzyństwo z pracą zawodową - mówi Anna Wieszala. Patryk lubi towarzyszyć mamie w pracy. Chociaż ma już inne plany na przyszłość. - Chcę być żużlowcem. Motory są lepsze niż autobusy - twierdzi ośmiolatek. Jest jednak bardzo dumny z mamy i często chwali się kolegom, że jego mamusia potrafi kierować wielkim autobusem.

    Rybniczanie na spotkanie z papieżem
    Dziennik Zachodni, km 25.05.2006
    Co najmniej 650 osób wyruszy z Rybnika na niedzielne spotkanie z Ojcem Świętym na krakowskich błoniach.
    Michał Krzempek, Joanna Podbioł, Aleksandra Neuman i Ania Burek pojadą z największą grupą, młodzieży z Duszpasterstwa Akademickiego w Rybniku. Wyjazd zorganizował ks. Grzegorz Wita, duszpasterz akademicki.
    - Początkowo miały jechać cztery autokary, wkrótce okazało się, że chętnych jest o wiele więcej i zebrał się piąty. Teraz zebralibyśmy i szósty autokar, ale... brakuje przewoźników - mówi ks. Grzegorz. Podkreśla, że ten wyjazd to nie piknik i że młodzież, która zdecydowała się jechać, doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
    - To wymaga pewnego wysiłku, trzeba dojść kawałek... Mimo tych trudów nie udało mi się nikogo zniechęcić do wyjazdu. To dobry znak, że młodzież szuka czegoś wartościowego w życiu. Udało się zapalić wewnętrzną iskrę, która, miejmy nadzieję, przetrwa długo - dodaje ks. Wita.
    Młodzież jest bardzo przejęta spotkaniem z Benedyktem XVI, przygotowuje się do tej chwili od dawna, przede wszystkim duchowo. - Uczestniczyłam w spotkaniach młodzieży z Janem Pawłem II, teraz chcę się spotkać z Benedyktem XVI. Papież jest dla mnie przewodnikiem duchowym, chcę się dowiedzieć, co ma do przekazania nam, młodym ludziom - mówi Joanna Podbioł, studentka Akademii Ekonomicznej.
    Młodzieży nie przeszkadza, że na błoniach będą tysiące pielgrzymów i, być może, w tym tłumie wcale nie uda im się zobaczyć papieża. - Jedziemy tam, by się wspólnie modlić, przeżywać ważne dla nas chwile. To niezwykłe, przebywać w takiej grupie. Ma się wrażenie, że jest się częścią tej potężnej siły, która jest w grupie młodych ludzi zgromadzonych na modlitwie. Ma się poczucie jedności. To bardzo podnosi na duchu - mówi Michał Krzempek, student Politechniki Śląskiej w Gliwicach.

    Mord w biały dzień!
    Dziennik Zachodni, Jacek Bombor 24.05.2006
    Mieszkańcy Rybnika są wstrząśnięci zabójstwem bezdomnej Jolanty J., która została brutalnie zgwałcona i zakatowana przez dwóch młodych mężczyzn. Stróże prawa zastanawiają się, jak to się stało, że chociaż do morderstwa doszło w biały dzień, w niedzielę, ok. godz. 12. w parku Wiśniowiec, nikt nie słyszał krzyków konającej ofiary.
    Pora obiadowa...
    - O porzuconych zwłokach zostaliśmy powiadomieni przez przypadkowego przechodnia o godz. 15. - wyjaśnia nadkomisarz Aleksandra Nowara, rzecznik rybnickiej policji.
    Park Wiśniowiec mieszczący się przy ul. Gliwickiej, to jedno z ulubionych miejsc spacerowych w mieście. Znajduje się tam plac zabaw, a na niewielkim wzniesieniu skate-park.
    - Do morderstwa doszło właśnie pobliżu skate-parku, jednak na uboczu. Godzina 12. to czas obiadowy, być może o tej porze w pobliżu nie było nikogo? - zastanawia się Aleksandra Nowara.
    Chcieli zgwałcić
    Jak poinformowała wczoraj rybnicka prokuratura, zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem połączonego z gwałtem postawiono dwóm młodym mężczyznom: zaledwie 17-letniemu Damianowi B. i 21-letniemu Mariuszowi J.
    - Z naszych ustaleń wynika, że wcześniej mężczyźni utrzymywali kontakty z grupą bezdomnych, którzy przebywają na terenie parku, wspólnie wcześniej raczyli się alkoholem - wyjaśnia prokurator Bernadetta Breisa, szefowa rybnickiej prokuratury rejonowej.
    W niedzielę poszli do parku z zamiarem zgwałcenia 40-letniej kobiety. Podobno znajdowała się pod wpływem alkoholu i spała, gdy zaczęli ją rozbierać. W pewnym momencie ocknęła się i zaczęła się bronić. Sprawcy wpadli wtedy w szał.
    Krawężnikiem w głowę
    - Doszło do bardzo brutalnego gwałtu, który wywołał poważne obrażenia wewnętrzne. Swoją ofiarę uderzali jednocześnie w głowę fragmentem betonowego krawężnika. Doznała bardzo ciężkich ran. Dawno nie spotkaliśmy się z podobnym okrucieństwem - przyznaje prokurator Breisa.
    Ciosy w głowę spowodowały u kobiety obrzęk mózgu, miała złamany nos, żuchwę, z twarzy pozostała krwawa miazga. Biegli wstępnie ustalili, że kobieta udusiła się własną krwią. - Dokładne przyczyny śmierci będą znane dopiero po sekcji zwłok, którą zleciliśmy - dodaje Breisa.
    Z początku policja zatrzymała czterech mężczyzn, wczoraj w izbie zatrzymań pozostało już tylko dwóch: 17 i 21 latek. Późnym popołudniem prokuratura wystąpiła z wnioskiem o zastosowanie wobec nich tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy. Dzisiaj rybnicki sąd ma podjąć decyzję w tej sprawie. Za tego typu przestępstwo grozi im minimum 25 lat więzienia, albo kara dożywocia. Jak ustalili policjanci, obaj byli wcześniej notowani.
    - Młodszy miał już nawet na swoim koncie proces za rozbój. Ze względu na wiek, dostał wyrok w zawieszeniu - przypominają.
    Podczas przesłuchania podejrzani nie potrafili wyjaśnić, skąd wzięła się w nich taka agresja. Młodszy podobno tuż po dokonaniu zbrodni płakał nad zwłokami...
    - Nie kwestionują swojego udziału w z zdarzeniu, ale wzajemnie obarczają się odpowiedzialnością - wyjaśnia Breisa.

    Przypadkowa zbieżność?
    Dziennik Zachodni, Jacek Bombo 23.05.2006
    W Rybniku przy ul. Powstańców 8 otwarto biuro poselskie wicepremiera Andrzeja Leppera. Pod tym samym adresem mieści się Centrum Inicjatyw Gospodarczych i Współpracy Międzynarodowej. Takie zestawienie nie podoba się przedstawicielom apolitycznego rybnickiego Centrum Rozwoju Inicjatyw Społecznych.
    - Dwa człony w ich nazwie pokrywają się z naszą. A nowa tabliczka z biurem poselskim ma identyczny adres z Centrum Inicjatyw... To może sugerować, że ktoś próbuje przy nazwisku Andrzeja Leppera wypromować swoją działalność - komentuje Piotr Masłowski, członek zarządu Centrum Rozwoju Inicjatyw Społecznych.
    CRIS to organizacja pozarządowa, całkowicie apolityczna, która od 2002 roku działa w Rybniku. Czym się zajmuje? - W szkołach, urzędach, instytucjach, prowadzimy szkolenia, w których radzimy, jak pozyskiwać dotacje z funduszy Unii Europejskiej. Szkolenia prowadzimy za darmo, a finansuje nas Unia - mówi Piotr Masłowski, który jest jednocześnie animatorem regionalnym Europejskiego Funduszu Społecznego.
    - Mamy podobne nazwy i nie chcemy, by kojarzono nas z jakąkolwiek partią, zbyt długo pracujemy na swoją markę. A jak wiadomo, Samoobrona nigdy zbyt proeuropejska nie była... - dodaje Masłowski.
    Zapytaliśmy szefa śląskiej Samoobrony, posła Andrzeja Grzesika, czy zbieżność adresów jest przypadkowa?
    - Centrum działa w tej samej kamienicy, ale to nie ma nic wspólnego z Andrzejem Lepperem i Samoobroną - powiedział nam Grzesik. I zaraz dodaje:
    - To jakiejś stowarzyszenie, działa w nim szef rybnickiej Samoobrony, Kornel Pająk. Ale to jego prywatna sprawa, czym się zajmuje zawodowo. Każdy przecież ma swoje zajęcia, na które nie mamy wpływu - mówi poseł.
    Wczoraj odwiedziliśmy centrum przy ul. Powstańców 8. Biuro Leppera było zamknięte, podobnie jak centrum. Telefonicznie skontaktowaliśmy się z Kornelem Pająkiem.
    Jestem zdziwiony, że komuś przeszkadza nasza nazwa. To ta sama kamienica, stąd zbieżność adresów, ale biuro mamy przecież osobno - powiedział nam Kornel Pająk, który jest jednocześnie wiceszefem śląskiej Samoobrony.
    Gdy poprosiliśmy go, aby w trzech zdaniach wyjaśnił nam, na czym polega działalność centrum, obiecał, że przekaże nam telefon do szefa stowarzyszenia.
    Gdy zadzwoniliśmy powtórnie uznał, że nie może nam powiedzieć, czym zajmuje się biuro, bo nie ma takich upoważnień. Telefonu do pełnomocnika stowarzyszenia również nie dostaliśmy.
    - Jestem w trasie, nie mogę mówić. Będę we wtorek. Wtedy zapraszam na rozmowę - stwierdził tajemniczo Pająk. Poczekamy...

    Zwłoki w parku
    Dziennik Zachodni, jack 23.05.2006
    Policjanci z Rybnika wyjaśniają sprawę śmierci 40-letniej bezdomnej kobiety, której zwłoki znalazł w niedzielę po południu przypadkowy przechodzień.
    Kobieta z widocznymi obrażeniami głowy leżała na terenie parku Wiśniowiec w okolicach ulicy Gliwickiej. Do akcji wkroczyli policjanci z sekcji kryminalnej, sekcji ruchu drogowego KMP w Rybniku oraz funkcjonariusze z komisariatu w dzielnicy Nowiny.
    - Bardzo szybko zatrzymaliśmy czterech mężczyzn w wieku od 18 do 50 lat, którzy mogą mieć związek z tym wydarzeniem - wyjaśnia nadkomisarz Aleksandra Nowara, rzecznik rybnickiej policji.
    Nadzorujący sprawę prokurator zarządził sekcję zwłok kobiety. Dzięki temu wkrótce będzie znana dokładna przyczyna śmierci. Czynności są w toku.

    Koszykarki RMKS-u Rybnik w ekstraklasie?
    Gazeta Wyborcza, Wojciech Todur 22.05.2006
    W Rybniku powoli odradza się silna drużyna koszykówki kobiet. Jest szansa, że zespół RMKS-u już jesienią zagra w elicie.
    Pod koniec lat 90. zespół z Rybnika był wizytówką żeńskiego basketu na Śląsku. W 2000 roku drużyna Color Cup (tak nazywała się firma produkująca opakowania produktów spożywczych, wtedy główny sponsor klubu) wywalczyła czwarte miejsce w Polsce - to największe osiągnięcie w historii śląskiej koszykówki kobiet. Po tym sukcesie przyszedł krach. Color Cup zrezygnował z finansowania klubu. Oprócz braku pieniędzy, przyczyną upadku drużyny było też zadłużenie, które sięgało wtedy ponad 200 tys. zł. Zespół wycofano z rozgrywek.
    Kibice koszykówki w mieście mozolnie odbudowują drużynę. W ostatnim sezonie zespół Rybnickiego Młodzieżowego Klubu Sportowego zajął czwarte miejsce w rozgrywkach I ligi. Nieoczekiwanie pojawiła się jednak szansa awansu. Wiesław Zych, prezes Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet, poinformował, że chce zwiększyć liczbę drużyn rywalizujących w elicie z 10 do 12. Na chętnych czekają więc dwie dzikie karty.
    - Chcemy, żeby drużyny grały więcej meczów w sezonie. O wyborze zadecydują wyłącznie względy merytoryczne. Będziemy zwracać uwagę na stabilność finansową. Klub musi mieć też halę, która mogłaby pomieścić około tysiąca widzów - mówi Zych.
    Karta ma kosztować około 50 tys. zł. Klub, który chce się o nią ubiegać, musi też dysponować stabilnym budżetem (co najmniej 500 tys. zł). Do wyścigu o wolne miejsca stanął klub z Rybnika, z którym rywalizują Duda Gąsior Leszno, AZS Kolegium Karkonoski Jelenia Góra (tegoroczny spadkowicz) i SMS Łomianki.
    - Jesteśmy po rozmowach z prezydentem Rybnika Adamem Fudalim, który jest bardzo przychylny koszykówce. Wygląda na to, że staniemy do walki. W rozmowach ze sponsorami też zaznaczamy, że jest szansa, by rywalizować z najlepszymi już jesienią. Teraz czekamy na oficjalną informację z Polskiego Związku Koszykówki - podkreśla Gabriela Wistuba, kierowniczka sekcji i drużyny.
    - Wykup karty nie byłby dużym problemem. Mamy też odpowiednią halę i oddanych kibiców. Nie chcemy się jednak porywać z motyką na słońce. Pieniądze na start to za mało, musimy mieć stabilny budżet - dodaje.
    Wistuba przypuszcza, że wyżej stoją akcje klubów z Łomianek i Jeleniej Góry. - Jeżeli nie skorzystamy z karty, to i tak nic złego się nie stanie. Montujemy silny zespół, który w przyszłym sezonie powalczy o awans na boisku - kończy.

    Honorowa porażka żużlowców RKM-u
    Gazeta Wyborcza, pap 21.05.2006
    RKM Rybnik przegrał wczoraj ekstraligowy mecz w Tarnowie z Unią, ale sprawił gospodarzom wiele kłopotów. Po piątym wyścigu nawet prowadził.
    Unia - RKM 48:42
    RKM: Szombierski 13, Poważny 8, Gafurow 5, Harris 5, Smolinski 5, Pawlaszczyk 3, Czerwiński 2, Druchniak 1.

    Paczka z żywnością sparaliżowała pocztę
    Dziennik Zachodni, toms 19.05.2006
    Wczoraj tuż przed godziną 9. policja otrzymała zgłoszenie o podejrzanej przesyłce pocztowej. - Zadzwonił do nas pracownik Poczty Polskiej i poinformował, że właśnie wyciągnął z samochodu paczkę, która tyka - mówi komisarz Grzegorz Grabiec z rybnickiej policji. Natychmiast zaalarmowano wszystkie służby. Na miejsce przyjechały karetki pogotowia, strażacy, strażnicy miejscy oraz pirotechnicy uzbrojeni w sprzęt do wykrywania ładunków wybuchowych. Wjazd na plac został zamknięty, ewakuowano wszystkich pracowników i klientów rybnickiej poczty.
    Po trzech godzinach okazało się, że tykająca paczka jest zwykłą paczką żywnościową. - Pirotechnicy podeszli do sprawy jak zawsze - bardzo poważnie, najpierw prześwietlili paczkę. Później przestrzelili ją strumieniem wody. Okazało się, że w paczce nie było niczego, co mogłoby tykać - relacjonuje kom. Grabiec.
    Paczka została zniszczona. Poczta Polska po zapoznaniu się z raportem policji podejmie decyzję o ewentualnym odszkodowaniu dla nadawcy lub adresata przesyłki.

    Nocny autobus dla Rybnika
    Dziennik Zachodni, acz 19.05.2006
    W rybnickich pubach pojawiła się petycja z żądaniem stworzenia nocnej, weekendowej linii autobusowej.
    Organizatorzy akcji nazywają swoją grupę Pasjonaci nocnych wycieczek. Chcą, aby młodzi ludzie, którzy w weekendy spędzają czas w pubach, mogli nocą bez kłopotu wracać do domów.
    - W dużych miastach takie autobusy to sprawa normalna - mówi Mariola Ziemiańska, pomysłodawczyni akcji. Nocny autobus przydałby się nie tylko miłośnikom klubowego życia, ale zwyczajnym ludziom, którzy chcą z dworca PKP dostać się do domu lub wrócić później od znajomych.

    Tolerancja - sposób na agresję
    Dziennik Zachodni, Alina Kucharzewska 18.05.2006

    Postawiliśmy na tolerancję. Jeśli uczniowie zrozumieją, że wszyscy jesteśmy tacy sami, problem przemocy zniknie - mówi Bożena Paniczek, pedagog szkolny w rybnickim Zespole Szkół Mechaniczno-Elektrycznych.
    W Zespole Szkół Mechaniczno-Elektrycznych uczy się blisko tysiąc uczniów. Większość z nich to dorastający chłopcy. Są w wieku, w którym modnie jest się buntować. Łatwo wpaść w złe towarzystwo. W środowisku szkolnym starają się wyrobić swoją pozycję. Jednym ze sposobów jest stosowanie przemocy wobec słabszych kolegów.
    - Jak w każdej szkole, także tutaj zdarza się, że starsi uczniowie dręczą młodszych. Zaczepiają ich, grożą, przezywają. Sam tego doświadczyłem. Ale ostatnio tych przypadków jest coraz mniej - opowiada 18-letni Marcin Matuszczyk, uczeń liceum profilowanego.
    Jeszcze kilka lat temu było inaczej. 21-letni Kamil, były uczeń Zespołu Szkół, z przejęciem opowiada o wyczynie swojego kolegi sprzed dwóch lat. - Kumpel rozpylił dezodorant przed twarzą nauczyciela i zapalił zapalniczkę. Nauczyciel miał rany na twarzy. Zrobił to dla żartów - opowiada Kamil. Podpalacz natychmiast został przeniesiony do innej szkoły. - Jak się później okazało, cierpiał na chorobę psychiczną. Zdarzają się uczniowie z podobnymi problemami. Dlatego wprowadziliśmy specjalny program profilaktyczny, który uczy tolerancji - tłumaczy Bożena Paniczek.
    Uczniowie słabsi psychicznie często padają ofiarami kolegów, którym nie podoba się niski wzrost, otyłość, sposób ubierania, a nawet mówienia. - Jeśli młodzież nauczy się tolerancji, przestanie zwracać uwagę na rzeczy, które wyróżniają ludzi - dowodzi Bożena Paniczek. Wychowawcy postawili więc na tolerancję. By propagować ją wśród swoich wychowanków, zabierają ich na zajęcia do rybnickiego szpitala dla nerwowo i psychicznie chorych. Tam młodzież bierze udział w terapiach, które prowadzą psychologowie, bądź psychiatrzy. Spotykają się i rozmawiają z pacjentami szpitala. Co roku uczniowie przygotowują też dla pacjentów jasełka bożonarodzeniowe. Odwiedzają także miejscowy dom opieki społecznej, wokół którego sprzątają śmieci. Spędzają wolny czas z podopiecznymi domu opieki. - Podczas ostatnich jasełek, nasza wizyta była ogromnym przeżyciem dla starszych osób. Ale również dla nas. Rzadko kiedy możemy komuś dać tyle radości - mówi 17-letni Marek Toszek. Dzięki takim akcjom uczniowie wyzbywają się uprzedzeń.
    - Przestajemy dzielić ludzi na lepszych i gorszych. Przecież wszyscy jesteśmy tacy sami - tłumaczy licealista Piotr Jakoniuk. Zaś tolerowanie ludzi takimi, jacy są, sprawia, że nie ma powodów do przemocy.

    Cisza na budowie
    Dziennik Zachodni, toms 19.05.2006
    Kierowcy stoją w korkach i klną na czym świat stoi. - Nie dość, że zamknęli główną drogę do Wodzisławia, to jeszcze zamiast szybko uwinąć się z robotą, wstrzymują remont - denerwowali się wczoraj mieszkańcy Niedobczyc, którzy od nas dowiedzieli się o problemie.
    - Przerwa trwała zaledwie kilka godzin - mówi Adam Fudali, prezydent Rybnika. - Wykonawca nie dopełnił wszystkich formalności, pewnych ustaleń z dyrekcją PKP - dodaje Fudali. W efekcie Zakład Linii Kolejowych w Gliwicach zabronił firmie wykonywania jakichkolwiek robót w rejonie wiaduktu. - Wykonawca nie uzgodnił z nami żadnych warunków robót - mówi Jerzy Rutkowski, zastępca dyrektora Zakładu Linii Kolejowych w Gliwicach. - Nie mogliśmy pozwolić na to, żeby robotnicy zablokowali ruch pociągów na kilkunastu torach - dodaje Rutkowski. Po osobistej interwencji prezydenta Rybnika problem udało się częściowo rozwiązać. - Wykonawca dostał warunkowe pozwolenie od władz kolei na wykonywanie robót przy wiadukcie - mówi Adam Fudali.
    Zdaniem prezydenta nie można jeszcze mówić o opóźnieniach w realizacji inwestycji. Dyrekcja linii kolejowych w Gliwicach twierdzi natomiast, że jeśli robotnicy wykonują inne roboty niż przygotowawcze, to robią.
    to niezgodnie z prawem. - Nie dostali od nas pozwolenia na prace w bezpośrednim sąsiedztwie linii kolejowych - mówi Jerzy Rutkowski. - I nie wpuścimy ich tam, dopóki nie załatwią wszystkich formalności - dodaje Rutkowski. Wiadukt przy ul. Wodzisławskiej zamknięto w maju. Do końca roku ma zostać gruntownie przebudowany i poszerzony.

    Upokorzona w bólu
    Dziennik Zachodni, Alina Kucharzewska 18.05.2006
    Od śmierci Łukasza niebawem minie rok. Jego matka, Alicja Piątek, do dziś walczy o godność, którą, jak twierdzi, odebrał jej proboszcz parafii pw. św. Barbary w Boguszowicach.
    - Do dzisiaj nie mogę zapomnieć tego, jak ksiądz mnie upokorzył - płacze. Kobieta chciała zamówić pochówek dla swojego zmarłego syna. Proboszcz nie zgodził się jednak odprawić mszy pogrzebowej.
    - Proboszcz zarzucił mi, że syn był narkomanem i nie chodził do spowiedzi. Kto mu naopowiadał tych bzdur, nie mam pojęcia? - zastanawia się Alicja Piątek. Rybniczanka zapewnia, że będzie walczyć o godność i nie zostawi tak tej sprawy. - Żeby inne matki, które zostaną dotknięte taką tragedią, nie musiały przez to przechodzić - mówi.
    W zeszłym roku w wypadku samochodowym tragicznie zginął 25-letni Łukasz. Jego matka dowiedziała się o tej śmierci, gdy wracała do domu, by ugotować obiad dla swoich synów. - Pamiętam, że spieszyłam się, żeby zdążyć przed powrotem Łukasza z Tychów. Nie weszłam jeszcze do domu, gdy odebrałam telefon, że nie żyje - ociera łzy kobieta.
    25-latek na zakręcie drogi w Kobiórze w powiecie mikołowskim stracił panowanie nad autem i uderzył w przydrożne drzewo. Zginął na miejscu z powodu obrażeń wewnętrznych. Tak wykazała sekcja zwłok.
    Po kilku dniach rybniczanka udała się do kancelarii parafialnej kościoła pw. św. Barbary w Boguszowicach, by załatwić pogrzeb syna. - Proboszcz powiedział, że słyszał, że Łukasz brał narkotyki. I spytał, kiedy syn był u spowiedzi. Zaskoczył mnie tym pytaniem - mówi pani Alicja. Łukasz był dorosłym mężczyzną, mieszkał ze swoją dziewczyną w Rybniku. - Nie będę przecież ciągnąć synów za rękę do kościoła czy spowiedzi! - oburza się kobieta.
    Proboszcz znalazł w swoich dokumentach notatkę o tym, że Łukasza nie było w domu w czasie kolędy bożonarodzeniowej. Nie chciał wierzyć, że mężczyzna nie mieszka już z rodzicami. - Na zakończenie rozmowy stwierdził, że w takim razie mszy pogrzebowej nie będzie. Tylko nabożeństwo żałobne - wspomina zdenerwowana rybniczanka. Oszołomiona i zdezorientowana zgodziła się na postanowienie duchownego. Dopiero w domu dotarło do niej, jak została potraktowana.
    - Wydawało mi się, że księża mają obowiązek pocieszyć pogrążonych w żałobie, a nie upokarzać! - płacze rybniczanka. Następnego dnia pojechała do innego rybnickiego kościoła. Tam, bez problemu i zbędnych pytań, udało jej się załatwić mszę pogrzebową. Ksiądz rybnickiej parafii także był zdziwiony zachowaniem i decyzją proboszcza z Boguszowic. - Do dzisiaj nie mogę zrozumieć, dlaczego ksiądz podeptał mój ból po starcie dziecka? Niedługo zbliża się pierwsza rocznica śmierci syna. Nie odprawię jej jednak w Boguszowicach, gdzie jest jego grób - wzdycha Alicja Piątek.
    Proboszcz parafii w Boguszowicach ks. Ryszard Myszor nie chciał z nami rozmawiać. Stwierdził tylko krótko, że wszystko uzgodnił z przełożonym Kurii metropolitalnej w Katowicach. Z kolei rzecznik prasowy kurii, ks. Arkadiusz Wuwer, powiedział, że jeśli Alicja Piątek czuje się w jakiś sposób urażona zachowaniem duchownego, może napisać skargę do katowickiej kurii lub do samego biskupa. - Zrobię to na pewno - dodaje kobieta.

    Też chcą być strażakami
    Dziennik Zachodni, acz 17.05.2006
    Pododdziały baczność! Od takiej komendy rozpoczął się wczoraj uroczysty apel z okazji święta strażaka w rybnickiej komendzie Państwowej Straży Pożarnej.
    Punktualnie o godzinie 11. dowódca uroczystości asp. sztab. Sławomir Blacha złożył meldunek st. bryg. Ryszardowi Popykowi, zastępcy Śląskiego Komendanta Wojewódzkiego PSP w Katowicach.
    Podczas uroczystości wręczono strażakom dyplomy dziękujące za udział w akcji ratunkowej po tragedii w hali chorzowskich targów. Niektórym funkcjonariuszom nadano także wyższe stopnie służbowe. Jednym z punktów uroczystości było wręczenie medali dla zasłużonych strażaków. Jednym z odznaczonych był aspirant Jan Legierski, który od 23 lat służy w straży pożarnej.
    - Każdy chłopiec chce być strażakiem. W moim przypadku nie było inaczej. Jestem strażakiem. Marzenia się spełniły - mówi z dumą Legierski, który podczas uroczystości został odznaczony brązowym medalem za zasługi dla pożarnictwa. - Nigdy nie żałowałem, że jestem strażakiem, choć to ciężka praca. Aby odpocząć, w wolnym czasie słucham muzyki i chodzę łowić ryby. Najważniejsze to umieć zrelaksować się po ciężkiej służbie. Dużo czasu spędzam w jednostce, jednak staram się to wynagradzać rodzinie przebywając z nią jak najwięcej po pracy - opowiada Jan Legierski. - Nie zamierzam rezygnować ze służby.
    Dopóki zdrowie pozwoli będę strażakiem - zapewnia.

    W cieniu wielkiej budowy
    Dziennik Zachodni, Adrian Czarnota 16.05.2006
    W cieniu budowy centrum rozrywkowego Plaza, najokazalszej rybnickiej inwestycji, stoją dwa niskie bloki. W osłoniętych wysokimi murami mieszkaniach żyje kilkadziesiąt rodzin. Nie jest im łatwo. Hałas i pył to tylko niektóre uciążliwości. - Chcemy tylko, aby inwestor zbudował tu porządny ekran, który sprawi, że będziemy mogli normalnie żyć - mówią ludzie.
    Część mieszkańców przyzwyczaiła się już do hałasu. Kto miał pieniądze, wymienił okna na plastikowe, które częściowo chronią przed odgłosami z budowy. Reszta ma stare, nieszczelne okna, które nie były wymieniane od wielu lat. - Wszędzie cement! Po stołach można palcem pisać. Rozumiemy, że jak jest budowa, to musi być hałas, ale chcemy mieszkać po ludzku. Wystarczyłaby tu chociaż jakaś przegroda. Ekran, który sprawi, że będzie ciszej - mówi Lidia Szymura, która mieszka na drugim piętrze bloku przy ul. Raciborskiej.
    - Hałasu i pyłu na budowie nie da się uniknąć. Mieszkańcy zażądali, byśmy postawili im wysoką osłonę z folii i zrobiliśmy to. Ma ona wysokość około sześciu metrów, tyle ile chcieli. Na hałas nic nie poradzimy - wyjaśnia Antoni Pacura, kierownik budowy centrum rozrywkowego Plaza. Ekran ma co prawda sześć metrów wysokości lecz tylko kilka metrów szerokości. W rzeczywistości nic nie daje. Poza hałasem i pyłem mieszkańcom ul. Raciborskiej serwowane są jeszcze inne atrakcje. - Normą są zaniki prądu. Na budowie używane są potężne maszyny zasilane energią elektryczną - mówi Jan Struzik, który teraz widzi z okien jedynie mury Plazy. W mieszkaniach wszystko się trzęsie. Kilka metrów od bloku stoi kilkudziesięciometrowy żuraw budowlany. Takie dźwigi mają u góry kilkutonowe, betonowe bloki służące jako przeciwwaga. - Bardzo często zostawiają żurawia na noc z tym potwornym ciężarem dokładnie nad naszym blokiem. Niech przyjdzie jakaś burza lub potężna wichura. Co wtedy? - pyta Struzik.
    Większość mieszkańców jest zmuszona wstawać z chwilą rozpoczęcia pracy na budowie, czyli o godzinie 7. rano. Cisza nocna zaczyna się o godz. 22., jednak w praktyce rzadko o tej porze jest już cicho. Zależy o której godzinie na budowę przywiozą materiał. - Chodzi nam tylko o postawienie porządnej osłony, żebyśmy mogli normalnie żyć. Już nie wiemy do kogo zgłosić się by nam pomógł. W Zakładzie Gospodarki Mieszkaniowej powiedzieli, że nam współczują - żali się pani Lidia. - Pierwsze słyszę o tym problemie. Nikt nie zgłaszał nam żadnej interwencji. Mieszkańcy muszą uzbroić się w cierpliwość i poczekać aż budowa zostanie ukończona. Wtedy postawimy jakiś ekran chroniący ich przed hałasem. Myślimy też o posadzeniu zieleni - mówi Jan Podleśny, dyrektor ZGM w Rybniku.

    Dotkliwa porażka żużlowców RKM-u
    Gazeta Wyborcza, Jakub Michalak 12.05.2006
    W zaległym meczu ekstraligi RKM Rybnik poniósł dotkliwą porażkę 25:65 z Atlasem we Wrocławiu. RKM przyjechał do Wrocławia w mocno osłabionym składzie. W naszej ekipie zabrakło Niemca Martina Smolińskiego, Anglika Chrisa Harrisa oraz Rosjanina Renata Gafurowa. Atlas przystąpił natomiast do zawodów w niemal najsilniejszym składzie (zabrakło tylko Duńczyka Kennetha Bjerre). Większość biegów wyglądała więc bardzo podobnie. Ze startu najlepiej wychodziła para wrocławskich żużlowców, którzy na dystansie zdobywali taką przewagę, że rybniczanie nie mieli szans się zbliżyć.
    Zwycięstwo wrocławian było okazałe, a mogło być jeszcze wyższe, gdyby nie ich kłopoty sprzętowe. Defekty na punktowanych miejscach zanotowali Duńczyk Nicolai Klindt oraz Tomasz Gapiński. - Dostaliśmy lekcję od najlepszych - krótko ocenił mecz Czesław Czernicki, trener RKM-u. W niedzielę RKM podejmować będzie o godz. 18.30 Unię Leszno. Kobiety mogą zobaczyć mecz za darmo.

    Były policjant potrącił i uciekł?
    Dziennik Zachodni, Jacek Bombor 13.05.2006
    Były sierżant sztabowy, który ma 52 lata, jest odpowiedzialny za potrącenie dwóch dziewczynek z Rybnika. Podczas przesłuchania przyznał się do winy, choć tuż po zatrzymaniu utrzymywał, że w czasie wypadku był na zakupach w sąsiednim mieście...
    Bulwersujące okoliczności wypadku DZ ujawnił w tym tygodniu. Sprawa odbiła się szerokim echem w całej Polsce. Zarzuciliśmy, że to mężczyzna spowodował wypadek, w którym jedna z poszkodowanych dziewczynek doznała obrażeń na okres powyżej trzech tygodni. Młodsza z dziewczynek doznała lżejszych ran - poinformowała wczoraj prokurator Bernadetta Breisa, szefowa rybnickiej prokuratury rejonowej, gdzie prowadzone jest śledztwo w tej sprawie.
    52-latek, który na własne życzenie odszedł z policji, w czwartek stawił się w prokuraturze. Przedstawił zaświadczenie lekarskie sugerujące, że jego stan zdrowia nie pozwala na przeprowadzenie z nim czynności procesowych. Prokuratorzy jednak nie dali się zbyć i wysłali go na badania szpitalne, by zweryfikować opinię lekarską.
    - Okazało się, że może uczestniczyć w czynnościach, nie było ku temu żadnych przeciwwskazań - informuje prokurator Breisa.
    Podczas przesłuchania prawda wyszła na jaw. Podejrzany już nie twierdził, że nie było go na miejscu wypadku.
    - Przyznał się do winy. Podał okoliczności zdarzenia, wyraził skruchę. Za spowodowanie wypadku i ucieczkę grozi mu do 4,5 roku więzienia - uzupełnia Breisa. - Zatrzymaliśmy mu prawo jazdy, wyszedł za poręczeniem majątkowym w wysokości 15 tysięcy złotych.
    Jak tłumaczył swoje postępowanie? Podobno gdy uderzył w dziewczynki, po prostu spanikował. Myślał, że zabił dzieci...
    Na całe szczęście poszkodowane w wieku 3 i 6 lat, obie noszące imię Wiktoria, doznały ogólnych potłuczeń ciała. Starsza z nich ma rany twarzy i nosa.
    Do wypadku doszło w poniedziałek przy ul. Obrońców Pokoju w rybnickiej dzielnicy Niedobczyce. Dzieci wyszły na lody. Trzymały się za rączkę, gdy uderzył w nie czerwony ford escort.
    Prawdziwym bohaterem dzielnicy jest 13-letni Seweryn. To on zapamiętał wygląd, markę i numer rejestracyjny pojazdu. Jego informacje w dużym stopniu pogrążyły sprawcę.
    - Jesteśmy dumni z naszego syna. Sprawca wypadku powinien ponieść zasłużoną karę - mówi matka chłopca, pani Elżbieta Fabian.
    Matki dziewczynek na wieść, że sprawcą wypadku jest policjant, mówią jedno:
    Co to za stróż prawa, który sam je łamie i ucieka z miejsca wypadku? - nie kryje oburzenia Agnieszka Kozub, matka starszej z dziewczynek.
    Przypomnijmy, jeszcze w dniu wypadku mężczyzna pojawił się u komendanta policji w Raciborzu i sam poprosił o zwolnienie podając jako przyczyny powody osobiste. Tematu wypadku, jak poinformował nas komendant raciborskiej policji podinspektor Edward Mazur, podczas rozmowy nie podjął. Ma już wystarczającą wysługę lat, odejdzie na emeryturę.
    Próbowali kryć kolegę?
    W całej sprawie zbadany zostanie wątek policjantów, którzy przeprowadzali czynności tuż po zatrzymaniu mężczyzny. Rybnicka prokuratura uznała, że została o wszystkim poinformowana zbyt późno, ponadto złamano procedury m.in. przy pobieraniu krwi. - Sprawę wyłączyliśmy do odrębnego postępowania, bo mamy zastrzeżenia co do zachowania policjantów. Wyłączamy się z niej, jednostkę wyznaczy Prokuratura Okręgowa w Gliwicach - wyjaśnia prokurator Breisa.

    Zabawa w wieszanie w Rybniku
    Gazeta Wyborcza, Katarzyna Piotrowiak 12.05.2006
    19-latek przyniósł na boisko linę zakończoną hakiem. Zaczepił ją o kosz do koszykówki, zrobił pętlę i założył dziewięciolatkowi na szyję. Potem tłumaczył, że chciał go nastraszyć.
    W czwartek wieczorem siedmiu chłopaków w wieku od 10 do 19 lat wałęsało się po dzielnicy Piaski w Rybniku. Nudzili się, bo nie mieli nic do roboty. Kiedy przyszli na boisko przy Szkole Podstawowej nr 3, dwóch chłopców spierało się o kapiszony. - To były kapiszony mojego synka Kubusia, a kolega chciał mu je odebrać - opowiada pani Izabela, matka dziewięciolatka. Znudzona grupa wyrostków włączyła się do sporu. Prawdopodobnie chcieli ukarać Kubę za to, że się stawiał. Najstarszy zaczepił linę z hakiem o metalowe rusztowanie, na którym wisiał kosz do koszykówki. Zrobił pętlę. Założył ją dziecku na szyję. Reszta chłopaków stała z boku i śmiała się. - Bałem się, strasznie się bałem - mówi drżącym głosem chłopiec. Chociaż minęła już doba od zdarzenia. z trudem dochodzi do siebie.
    Chłopca uwolniła szkolna woźna, która wracała ze spaceru z psem. - Zobaczyłam wyrostka, który szedł na boisko. Pomyślałam, że chce coś zniszczyć i poszłam za nim. Wtedy usłyszałam krzyk dziecka. Krzyknęłam: Zostawcie go! - opowiada.
    Zrobiło się zamieszanie. Woźna zabrała roztrzęsionego Kubę do matki. - Nie mógł zdania z siebie wydusić, powtarzał tylko ma... ma... Nawet nie mógł iść - mówi kobieta.
    Matka Kuby zawiadomiła policjantów. Ci zatrzymali dwóch nastolatków w wieku 18 i 19 lat, a pięciu wyrostków oddali w ręce rodziców. Wczoraj przesłuchała ich prokuratura. Najstarszy przyznał się, że założył chłopcu pętlę na szyję, bo chciał go nastraszyć.
    - To bardzo poważna sprawa i niebezpieczna groźba. Nastolatek tłumaczył, że nie zdawał sobie sprawy, że z powodu głupiego żartu stanie się przestępcą - mówi Bernadeta Breisa, prokurator rejonowy w Rybniku.
    Matka Kuby: - Zabawa w wieszanie to żaden żart. To koszmar. Kiedy woźna przyszła i powiedziała: Syna chcieli pani powiesić, myślałam, że jest pijana. Nie odpuszczę tego.
    Mieszkańcy Piasków są zszokowani. - Ostatnio zaginął Mateuszek, podobno niedawno ktoś się na drzewie powiesił, a teraz to. Mieszkam tu od 40 lat, ale to, co się teraz dzieje, przechodzi wszelkie granice. Nie można się spokojnie chodzić po ulicach. Ciągle jakieś bandy wałęsają się bez celu, człowiek czuje się jak na celowniku - martwi się pani Zofia.
    Woźna opowiada, że rodzice nie dają sobie rady z dziećmi. - Jeden z ojców powiedział mi ostatnio, że nie może nic synowi zakazać, bo ten mu się odgraża, że do sądu go odda za bicie - mówi.
    Bezrobotny 19-latek trafił pod policyjny dozór. Prokuratura postawiła mu zarzut groźby pozbawienia życia przez powieszenie. Może trafić za kratki na dwa lata. Pozostali chłopcy unikną prawdopodobnie kary. Za bierne przyglądanie się, jak ich kolega dręczył Kubę, nic im nie grozi.

    Handel do wieczora
    Dziennik Zachodni, Karina Sieradzka 12.05.2006
    W czwartek po długim weekendzie większość sklepów w centrum miasta czynna była do wieczora. Ku wielkiemu zadowoleniu klientów, którzy w większości popierają pomysł powrotu do handlowych czwartków. Pisał o tym też niedawno DZ. Po długim weekendzie handlowcy pracowali, bo liczyli na duży zysk. Część właścicieli sklepów w centrum deklaruje, że handlować będą dłużej już na stałe. Natomiast ci, którzy od kilku lat mają co czwartek sklepy czynne do 18.30 czy 19. nie mają wątpliwości: to nieuniknione, jeżeli nie chcemy, by umarł handel w centrum miasta.
    - Zimą nasze sklepy czynne są krócej, bo do godz. 18. Ale w sezonie, wiosną czy latem, do wieczora jest ruch. Mało tego, klienci bardzo żałują, że tak mało sklepów w centrum Rybnika ma wydłużone godziny handlu - mówi Maria Sobik, współwłaścicielka sklepów Femina i Centrum Mody przy ul. Sobieskiego. Pani Maria dodaje, że klienci na zakupy przyjeżdżają do niej nawet z Zabrza czy Mikołowa. Są też jednak tacy, którzy kiedyś przyjeżdżali do niej i przy okazji robili też większe zakupy w Rybniku. Gdy skończyły się handlowe czwartki w mieście, wielu klientów zrezygnowało z zakupów. - Przecież nie opłaca im się przyjeżdżać do jednego czy dwóch sklepów. Niedługo będą tu centra handlowe, więc nie będzie wyjścia - trzeba będzie pomyśleć o wydłużonych godzinach handlu. Tylko że wielu klientów już odeszło - mówi Maria Sobik.
    Do godziny 19. co czwartek handlują też sklepy Marcina Sochackiego. To m.in. sklep obuwniczy przy ul. Sobieskiego. - Do 18. to jeszcze są klienci, ale potem sklep pustoszeje - mówią ekspedientki. Mimo to pan Marcin nie zamierza rezygnować z wydłużonych godzin handlu. - Trzeba być konsekwentnym. Nie można wprowadzać wydłużonych godzin handlu, a za dwa dni z nich rezygnować, bo nie ma oczekiwanego zysku. Myślę, że ten zysk kiedyś tam będzie, ale na to potrzeba jeszcze czasu i konsekwencji - mówi Marcin Sochacki.
    Jedynie sklep sportowy przy ul. Zamkowej, którego także jest właścicielem czynny jest w czwartki nie do 19. ale do 18.30. - To krótka ulica, w zasadzie ruch jest tam niewielki, więc dlatego sklep czynny jest pół godziny krócej - wyjaśnia pan Marcin. Dodaje, że zastanawia się obecnie nad wydłużeniem godzin handlu w soboty. Jego zdaniem lepszym dniem niż czwartek, by handlować do 19., jest piątek. - No ale tak to zostało ustalone, więc niech jest czwartek - mówi.

    Pytania o hospicjum
    Dziennik Zachodni, 12.05.2006
    Od pół roku pracuję, jako ordynator oddziału onkologicznego, w rybnickim szpitalu, gdzie oprócz pacjentów wymagających leczenia onkologicznego trafiają chorzy w terminalnej fazie choroby nowotworowej, u których leczenia takiego prowadzić już nie można. Wymagają oni jedynie właściwego leczenia objawowo-wspomagającego. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, jak bardzo potrzebne jest hospicjum stacjonarne dla pacjentów, którzy m.in. trafiają do tego szpitala - mówi dr Grzegorz Słomian, który od kilku lat zaangażowany jest w sprawę budowy stacjonarnego hospicjum.
    To pacjenci z całego regionu. Lekarz dodaje, że teraz są oni przetrzymywani na różnych oddziałach: onkologicznym, chirurgicznym, internistycznym, ginekologicznym. Nie tak powinna wyglądać opieka nad nimi, bo oddziały szpitalne nie są dla nich odpowiednim miejscem. Doświadczenie ma ogromne: przez wiele lat pracował w Centrum Onkologii w Gliwicach, od 1995 roku równolegle zajmuje się opieką paliatywną i hospicyjną, głównie w Żorach.
    To nie jest umieralnia
    Słowo hospicjum cieszy się u nas bardzo złą sławą. Dla większości ludzi znaczy ono tyle samo, co umieralnia. - Rodziny pacjentów, które wiedzą już, że bliska im osoba jest nieuleczalnie chora, przychodzą do mnie i pytają: co mamy dalej robić? Tym samym pytają właśnie o hospicjum, bo to jest odpowiedź - mówi dr Słomian. Póki co, doktor może skierować ich jedynie do któregoś z tzw. hospicjów domowych. To zespoły lekarsko-pielęgniarskie, które opiekują się chorymi i ich rodzinami, odwiedzając ich w domach. W każdym z miast regionu takie hospicja istnieją. Jeżeli chory i rodzina mają szczęście, udaje im się dotrzeć do takiego hospicjum domowego. Często bywa jednak inaczej. - Gdy mąż zachorował, najpierw przebywał miesiąc w szpitalu. Wkrótce okazało się, że to nowotwór. Zaczęło się długotrwałe leczenie. Jednak choroba okazała się silniejsza i męża wypisano. To były najtrudniejsze chwile w moim życiu. Nie wiedziałam, gdzie szukać pomocy. Mąż cierpiał. Gdy było gorzej, wzywaliśmy pogotowie. Zabierało go na kilka dni do szpitala i znów lekarze dawali mu wypis. A on czuł się coraz gorzej... W szpitalu nie chcieli go już trzymać, bo wiadomo było, że jest nieuleczalnie chory - wspomina pani Jadwiga z Czerwionki-Leszczyn, której mąż zmarł kilka lat temu. Takich sytuacji jest bardzo, bardzo wiele. Rodziny i chorzy są pozostawieni sami sobie, a powinni zostać otoczeni opieką.
    Domowa opieka
    W Rybniku działa zespół domowej opieki paliatywnej doktora Piotra Buchwalda. W niedalekich Żorach stowarzyszenie przyjaciół chorych Hospicjum im. Jana Pawła II. Właśnie w tym stowarzyszeniu od kilku lat działa dr Słomian. - Już dawno doszliśmy do wniosku, że oprócz opieki domowej potrzebne jest też stacjonarne hospicjum. Otrzymaliśmy w Żorach działkę z przeznaczeniem na ten właśnie cel, mamy gotowy projekt, zebranych część pieniędzy. Jednak gdy przekonałem się, pracując w Rybniku, jak ogromny jest problem w regionie, postanowiliśmy przekonać prezydentów pozostałych miast regionu, by dołożyli się do budowy dużego hospicjum - mówi dr Słomian.
    Chory powinien być z rodziną
    Nie oznacza to jednak, że gdy powstanie stacjonarne hospicjum, wszyscy nieuleczalnie chorzy zostaną tam umieszczeni na szpitalnych łóżkach. - Zdecydowanie najlepsze dla pacjenta jest przebywanie z najbliższymi, aż do końca. Jednak i chory, i jego rodzina potrzebują wsparcia, pomocy lekarza, psychologa, księdza. To wszystko zagwarantuje właśnie hospicjum. Będzie ono też koordynowało pracę domowych hospicjów, bo one nadal pozostaną, są bardzo ważne i potrzebne - mówi dr Słomian. W hospicjum stacjonarnym byłoby też miejsce dla osób nieuleczalnie chorych, które nie mają rodzin ani swoich bliskich. Na jakiś czas trafialiby tam też pacjenci z dolegliwościami czy objawami, nad którymi nie da się zapanować w warunkach domowych bądź też pacjenci którzy muszą korzystać ze specjalistycznego sprzętu. Wreszcie w hospicjum stacjonarnym można też zapewnić tzw. opiekę wyręczającą. Polega ona na chwilowym odciążeniu rodziny przez bardzo długi czas zajmującej się chorym. Po kilku miesiącach bliscy są często wyczerpani. W takich sytuacjach hospicjum na kilka dni przyjęłoby pacjenta, by jego bliscy mogli odpocząć i nabrać sił.
    Zdecydują prezydenci
    W sprawę budowy hospicjum zaangażował się już Waldemar Socha, prezydent Żor. Zamierza on w najbliższym czasie zorganizować spotkanie, podczas którego będzie się starał przekonać do wspólnego działania prezydentów Rybnika, Wodzisławia i Jastrzębia. - Póki co, nie znam koncepcji budowy hospicjum dla regionu. W najbliższym czasie zamierzam porozmawiać na ten temat z prezydentem Waldemarem Sochą. Na pewno wezmę też udział w spotkaniu - zapowiada Adam Fudali, prezydent Rybnika. Idea wydaje mu się słuszna. - Jeśli podczas rozmów zostanę przekonany, że to ma sens, pomogę - dodaje Fudali.
    Zatrważające statystyki
    2758 osób w naszym regionie zachorowało w 2002 roku na nowotwór złośliwy, z czego 843 to mieszkańcy Rybnika, .a 465 - powiatu rybnickiego, 972 chorych na nowotwór złośliwy zmarło w 2002 roku w naszym regionie, z czego 268 to mieszkańcy Rybnika, a 128 - powiatu rybnickiego, 228,3 na 100 tys. ludności w Polsce umiera z powodu nowotworów złośliwych.

    VIII Festiwal Sztuki Teatralnej w Rybniku
    Gazeta Wyborcza, Aleksandra Czapla 12.05.2006
    Rybnik, 12-14 maja
    Po raz ósmy Fundacja Elektrowni Rybnik oddaje scenę młodym i promuje świeżą, teatralną krew. Nie zapomina też o starszych, nierzadko offowych, weteranach, którzy od lat konsekwentnie szlifują swój indywidualny warsztat. Na tegorocznym VIII Festiwalu Sztuki Teatralnej zobaczyć będzie można osiemnaście przedstawień. W ofercie m.in. projekty bez słów: dwa spektakle Teatru Tańca Navras z Rybnika (O mnie - premiera oraz improwizowane Poszukiwania) oraz Oczami wyobraźni spektakl Teatru Tańca Współczesnego, istniejącego od ponad dziesięciu lat w Białymstoku.
    Na granicy sztuk plastycznych sytuują się Amnezja teatru Monitoring z Jastrzębia Zdroju, plastyczno-ruchowy Remix działań Teatru Of Manhattan, najdłużej istniejącej łódzkiej sceny alternatywnej, czy nagrodzony spektakl teatru Officium Przyjdź o zmarłych i dla zmarłych.
    Atrakcją będzie zapewne eksperyment z Fredrą Gwałtu, co się dzieje! Polskiego Teatru z Wilna oraz występ teatru znanego w Polsce pod nazwą Biały Klaun, obecnie teatr Nikoli, który firmuje od lat Mikołaj Wiepriew. Tym razem wystąpi z psychoanalitycznym spektaklem Maski z kolekcji doktora Carla Junga. Na niedzielny finał zaplanowano antropologiczny projekt Stowarzyszenia Teatralnego Chorea z Gardzienic - Tezeusz w Labiryncie - spektakl niezwykły, na styku mitu, hipnotycznego tańca i żywiołowej muzyki antycznej. Szczegóły Festiwalu Sztuki Teatralnej na stronie www.fundacja.rybnik.pl.

    Katastrofę mogła wywołać budowa
    Dziennik Zachodni, Jacek Bombor 11.05.2006
    To była największa katastrofa w Rybniku. Wybuch gazu zniszczył kilka pawilonów handlowych przy ul. 3 Maja, fruwające odłamki szkła i betonu raniły sześć osób. Za budynkiem trwały potężne odwierty przy budowie centrum rozrywkowego Focus Park. Zdaniem Górnośląskiej Spółki Gazownictwa, właśnie prowadzone roboty mogły być przyczyną wybuchu.
    Wczoraj Górnośląska Spółka Gazownictwa w Zabrzu poinformowała o zakończeniu prac specjalnej komisji powypadkowej, która badała przyczyny tej katastrofy.
    Pęknięty kurek...
    Przypomnijmy, do wybuchu gazu doszło dokładnie 22 marca. - Bezpośrednią przyczyną zdarzenia było uszkodzenie zaworu odcinającego gaz, zaistniałe najprawdopodobniej w wyniku robót zewnętrznych przy budowie parku rozrywki - potwierdza Maja Girycka, rzecznik spółki.
    Wybuch gazu został spowodowany przez zapalony płomień w piecu gazowym centralnego ogrzewania, zainstalowanym na piętrze.
    Nie zgadzamy się
    Na miejsce zostali wysłani pracownicy pogotowia gazowego. Zdaniem komisji, ich działanie było prawidłowe. - Zachowali się w sposób prawidłowy i nie popełnili żadnego błędu - mówi Girycka.
    Z takimi ustaleniami nie zgadzają się natomiast przedstawiciele firmy Parkridge, która buduje Focus Park w Rybniku.
    - To bardzo mało prawdopodobne, aby nasze roboty miały cokolwiek wspólnego z awarią gazu. Przecież rury z gazem znajdują się w całkiem innym miejscu. Czekamy spokojnie na ustalenia policji i prokuratury, przekazaliśmy im wszelkie dokumenty, także badania obrazujące, jaki wpływ miały odwierty na ewentualne ruchy gruntu i ich wpływ na okoliczne budynki- wyjaśnił nam Wojciech Wojciechowski, nadzorujący budowę Focus Parku.
    Czekają na wyniki
    Winnych tego zdarzenia szuka miejscowa prokuratura, która prowadzi swoje dochodzenie.
    - Postępowanie trwa, jest czasochłonne, bo wymaga opinii wielu biegłych z zakresu budownictwa. Oczywiście będziemy weryfikować ustalenia spółki gazowniczej - mówi prokurator Bernadetta Breisa, szefowa rybnickiej prokuratury rejonowej.
    Na ostateczne ustalenia z niecierpliwością czekają lokalni handlowcy, którzy ponieśli straty w wyniku wybuchu gazu.
    - U nas wypadły okna, zniszczone zostały gabloty. Straty szacuję na kilka tysięcy złotych. Sklep nie był ubezpieczony, więc ustalenie winnego pozwoli nam domagać się od niego należnego odszkodowania - wyjaśnia Halina Adamkiewicz, właścicielka sklepu z wyrobami złotniczymi przy ul. 3 Maja, który znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie katastrofy. Właścicielka pokazuje na pawilonie widoczne pęknięcia.
    - Zaczęły się pojawiać w czasie, kiedy zaczęto budować park rozrywki. Wcześniej, przez 30 lat, było tutaj spokojnie, nie mieliśmy żadnych problemów - zapewnia pani Halina.
    Zobaczyli kulę ognia...
    Do zdarzenia doszło 22 marca. O godz. 9. robotnicy z Focus Parku wezwali ekipę gazową, bo wyczuwali ulatniający się gaz z nieczynnego pawilonu przy ul. 3 Maja. Pracownicy pogotowia gazowego dopiero po 10 minutach otrzymali klucz od tego pomieszczenia. Przed jego otwarciem sprawdzili ponownie wskazania przyrządu pomiarowego, który nie wykazywał śladu stężenia metanu. Gdy weszli do środka, niemal w tym samym momencie, po upływie 1 do 2 sekund, zobaczyli kulę ognia zmierzającą błyskawicznie w ich kierunku.
    Jak się później okazało, do wybuchu doszło na piętrze, a fala ognia skierowała się do otwartych drzwi na parterze, przez co poszkodowani doznali poważnych oparzeń ciała. Ranni pracownicy o własnych siłach wyszli na zewnątrz i wkrótce karetkami pogotowia zostali przewiezieni do szpitala w Rybniku, a następnie do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich.
    - Obecnie stan poszkodowanych pracowników znacznie się poprawił, więc w połowie kwietnia opuścili szpital. Czują się dobrze. Cały czas są pod naszą troskliwą opieką - zapewnia Maja Girycka. Ponadto rannych zostało czterech przypadkowych przechodniów.

    Bilety na żużel będą jednak tańsze?
    Gazeta Wyborcza, lb 10.05.2006
    Działacze RKM-u Rybnik dopiero w poniedziałek zdecydują, czy stanieją bilety na mecze ligowe. W zeszłym tygodniu prezydent Rybnika Adam Fudali napisał list otwarty do klubu, w którym zaapelował o obniżenie cen wejściówek. Na niedzielny mecz z Unią Leszno kobiety będą wpuszczane za darmo.

    Amnestia dla zapominalskich
    Dziennik Zachodni, acz 10.05.2006
    W rybnickiej bibliotece panuje większy ruch niż zazwyczaj. Powodem tego nie jest jednak ani matura, ani studenckie egzaminy. Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna w Rybniku, jak co roku, ogłosiła amnestię dla zapominalskich.
    - Oddaję książki w terminie, więc nigdy nie musiałem płacić żadnej kary. Fajnie, że biblioteka idzie czytelnikom na rękę, jednak nie sądzę by to przyniosło jakieś większe rezultaty. Jeśli ktoś przez kilka lat nie oddał książki, to i taka amnestia go do tego nie nakłoni - uważa Michał Albreht, który przyszedł oddać i wypożyczyć kolejne książki.
    Amnestia to jednak jedyny sposób by woluminy wróciły do biblioteki. Niektórzy nie oddają książek, bo nie chcą płacić kar. Te zaś rosną. Rekordziści są winni bibliotece nawet po kilkaset złotych. Teraz, przez cały miesiąc, mogą zwracać książki bez żadnych przykrych konsekwencji - mówi Urszula Dudek, kierownik wypożyczalni.
    Majowa amnestia to już tradycja i obowiązuje we wszystkich oddziałach rybnickiej biblioteki. Od czytelników pobierana jest jedynie opłata pocztowa za wysłane upomnienia. - Wśród naszych czytelników są osoby, które co roku korzystają z amnestii i czekają na nią z utęsknieniem. Są jednak i tacy, którzy nawet w maju nie zwracają nam książek - wyjaśnia Urszula Dudek z rybnickiej biblioteki.

    Juwenaliów nie będzie
    Dziennik Zachodni, Karina Sieradzka 9.05.2006
    Studenckie święto zostało odwołane, bo organizatorzy nie dopełnili formalności. Jak to nie będzie juwenaliów? To chyba jakiś żart! - denerwowali się wczoraj studenci pierwszego roku rybnickiej filii Uniwersytetu Śląskiego.
    Są źli, że impreza, na którą tak długo czekali, nie odbędzie się, bo organizatorzy zaspali i nie dotrzymali terminów przy załatwianiu formalności. - Miały być ogródki na terenie kampusu, koncerty. Fajnie byłoby się spotkać. To w sumie jedyna impreza dla młodzieży w Rybniku - mówi Marta Bitman. Magdalena Szczęsny dodaje: - Mieszkam w Gliwicach, tam co roku mamy Igry. Myślałam, że jak już będę w Rybniku na uczelni, to będziemy mieli swoje juwenalia.
    Organizatorzy winą za odwołanie imprezy obarczyli wszystko i wszystkich wokół: policję, władze miasta, opłaty skarbowe, biurokrację czy wreszcie komplikacje organizacyjne z miejscem gdzie miały się odbyć juwenalia, jak napisali organizatorzy na oficjalnej stronie internetowej reklamującej imprezę. - No, może trochę naszej winy też w tym jest - przyznał w końcu Łukasz Waliczek z samorządu studenckiego Politechniki Śląskiej.
    Najpierw poszła fama po mieście, że to policja sprzeciwiła się organizacji imprezy. - Policja nie ma takiej możliwości, żeby zabronić organizowania imprezy. My tylko opiniujemy wnioski w sprawie organizowania imprez masowych. To wynika z ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. Wniosek powinien do nas wpłynąć co najmniej 28 dni przed planowaną imprezą, tymczasem wpłynął w ubiegłym tygodniu. W dodatku nie był to nawet wniosek, ale krótka informacja o tym, że odbędą się juwenalia. Nie rozpatrywaliśmy tego pisma, bo fizycznie byłoby to niemożliwe - wyjaśnia komisarz Grzegorz Grabiec, naczelnik sekcji prewencji Komendy Miejskiej Policji w Rybniku. Dodaje, że policja bardzo poważnie podchodzi do zabezpieczenia imprez masowych. Zgodnie z przepisami powinna mieć 14 dni na wydanie opinii. Potem dopiero wniosek wędruje do prezydenta miasta i to on podejmuje ostateczną decyzję, czy impreza się odbędzie, czy nie. Na to też przewidziany jest określony termin - 14 dni.
    Adam Fudali, prezydent Rybnika, od kilku dni przebywa we Francji, wraca dopiero dzisiaj. Jednak na bieżąco informowany jest o wszystkich sprawach. - Gotów jestem wziąć na siebie ryzyko i wydać zgodę na organizowanie juwenaliów, bo szkoda by było, gdyby się nie odbyły. Pytanie tylko, czy organizatorzy są na tę imprezę naprawdę przygotowani - powiedział nam wczoraj Adam Fudali.
    Prezydent czekał wczoraj cały dzień pod telefonem na informację, czy do rybnickiego urzędu wpłynął wniosek o wyrażenie przez prezydenta zgody na organizację juwenaliów. Okazało się jednak, że wniosku nie było. - Myślę, że największą atrakcją miał być występ zespołu Pogodno i dlatego podjąłem decyzję, że ten koncert odbędzie się w byłym klubie Żądło. Nie będziemy dłużej roztrząsać tego, co się stało, ale myślę, że jest to dla wszystkich nauczka na przyszłość - dodał prezydent.
    Organizatorzy zapewniają, że w przyszłym roku podobna sytuacja na pewno się nie powtórzy. - Co roku zmienia się samorząd i to tuż przed juwenaliami. Poprzedni samorząd, który w ubiegłym roku organizował imprezę nie poinformował nas, że należy w określonym terminie złożyć wniosek na policję i do urzędu. W przyszłym roku to się nie powtórzy - dodaje Łukasz Waliczek.
    Na otarcie łez
    Organizatorzy postanowili na otarcie łez zaprosić studentów na parajuwenalia. W ramach tej imprezy zaplanowano:
    - 9 maja (wtorek): w Klubie Muzycznym Pozytywka odbędzie się impreza rockowa. Szczegóły na plakatach.
    - 10 maja (środa): od godz. 19. prawdziwie amerykańska impreza na polskiej ziemi w Klubie Muzycznym American Dream (przy ul. Młyńskiej 12 w Rybniku; byłe Żądło); od 9. do 18. odbędzie się Akademicki Dzień Sportu na terenie kąpieliska Ruda w Rybniku-Wielopolu.
    - 11 maja (czwartek): w pubie Żelazna (przy ul. Kościelnej 1 w Rybniku) odbędzie się koncert zespołu Vitamins, zwycięzcy Przeglądu Zespołów Prawie Rybnickich (PZPR); zaplanowano także występ kabaretu N.O.C. o godz. 21. i grillowanie w ogródku za pubem.

    Remont wiaduktu w Niedobczycach
    Dziennik Zachodni, Jacek Bombor 8.05.2006
    Dzisiaj w Niedobczycach rozpoczyna się remont wiaduktu. Dla kierowców i mieszkańców okolicznych miast zamknięcie tej trasy oznacza poważne kłopoty na drogach. - Korków nie da się uniknąć. Apelujemy o cierpliwość, bo utrudnienia potrwają do końca roku. Most zostanie naprawiony i poszerzony. Potem znikną wszelkie kłopoty - obiecuje Lucyna Tyl z Urzędu Miasta w Rybniku.
    Najbardziej dzisiejszego dnia obawiali się mieszkańcy Niedobczyc. Pod ich domami poprowadzona zostanie część objazdów. - Czeka nas prawdziwy horror. Już teraz wszystko się w domu trzęsie. Kto mi potem zapłaci za szkody? - nie kryje zdenerwowania Antoni Olszewski, mieszkający tuż przy ul. Górnośląskiej. - Wiadomo, że tędy mieszkańcy Radlina i Wodzisławia skracają sobie drogę do Rybnika. Korki będą ogromne. Trudno będzie wyjechać z posesji - przewiduje mieszkaniec.
    Ludzie narzekają, ale wiedzą, że wreszcie wiadukt trzeba wyremontować. - Już teraz konstrukcja trzyma się na słowo honoru - przyznaje Olszewski. - Kierowcy jeżdżą jak szaleni, a przy Niedobczyckiej jest szkoła, więc powinni pamiętać o zdjęciu nogi z gazu. Jakoś przetrzymamy ten szturm samochodów, nie mamy wyjścia - dodaje z kolei Edyta Juszko, mieszkanka dzielnicy. Z kolei inny problem ma Grzegorz Kuźnik, prowadzący sklepik przy ul. Górnośląskiej. Nie ma przy nim parkingu, a wielu jego klientów to kierowcy, którzy zatrzymują się na poboczu. - Przy dużym natężeniu ruchu po prostu nie będzie gdzie zaparkować - uważa właściciel.
    Mieszkańców Niedobczyc nie po raz pierwszy czekają takie utrudnienia. Dwa lata temu remontowano wiadukt w Radlinie i wówczas ruch również poprowadzono przez ich dzielnicę. - Wtedy jeździły tędy ciężarówki, teraz na szczęście będą tylko auta osobowe - mówią mieszkańcy. Komunikacyjne kłopoty przewidują także policjanci. - Lekko nie będzie - przyznaje nadkomisarz Paweł Moskwa, szef drogówki w Komendzie Miejskiej Policji w Rybniku. - Na bieżąco będziemy monitorować teren objazdów i w razie potrzeby reagować.
    Remont wiaduktu ma na celu zwiększenie jego nośności z 30 do 40 ton. Konstrukcja zostanie wzmocniona i poszerzona z 11,5 do 14,4 m, po obydwu stronach pojawią się chodniki o szerokości 2,5 metra. Koszt remontu samego wiaduktu wyniesie ponad 13 mln 648 tysięcy złotych. Zakończenie robót zaplanowano na 31 grudnia. To już kolejny wiadukt, który będzie remontowany w naszym regionie. Obecnie zamknięty jest także inny, przy ul. Jastrzębskiej w Wodzisławiu Śląskim.
    Uwaga objazdy!
    Objazdy na kierunku Wodzisław Śl. - Żory (Katowice) prowadzone będą ulicami: Wodzisławska - Śląska - 1 Maja - Chwałowicka - Prosta.
    Objazdy na kierunku Wodzisław Śl. - Gliwice (Racibórz, Rudy) prowadzone będą: dla samochodów osobowych ulicami: Wodzisławska - Konarskiego - Rymera - Górnośląska - Hetmańska - Wodzisławskadla; dla samochodów ciężarowych przez Radlin (ul. Korfantego, Hallera i Sokolską), dzielnicę Niewiadom (ul. Sportowa) i ul. Raciborską do dk nr 78.
    Zmiany kursów autobusów
    W związku z zamknięciem wiaduktu wprowadzone zostaną również zmiany w kursowaniu autobusów komunikacji miejskiej:
    - autobusy linii 5 i 22 nie będą obsługiwać przystanku Popielów Żabik. Na trasie objazdu dodatkowo obsługiwane będą przystanki: Niedobczyce Kopalnia i Popielów Skrzyżowanie.
    - autobusy linii 6 nie będą obsługiwać przystanku Niedobczyce Kopalnia, Popielów Skrzyżowanie, Popielów Żabik.
    - autobusy linii 8 nie będą obsługiwać przystanku Popielów Żabik.
    - dla autobusów linii 8 i 22 przystanek Popielów Skrzyżowanie zostanie usytuowany przy ul. Konarskiego.
    - autobusy linii 5 zatrzymywać się będą na przystanku Popielów Skrzyżowanie przy ul. Wodzisławskiej.
    Kolejne utrudnienia
    Także dzisiaj pojawią się komunikacyjne kłopoty w innym miejscu Rybnika, bo rozpocznie się remont odcinka ulicy Gliwickiej i Rybnickiej od mostu na rzece Ruda do granicy miasta. Remont wykonywany będzie przy wprowadzeniu sygnalizacji świetlnej wahadłowej na odcinkach o długości około 300 m. Ze względu na mogące występować poważne utrudnienia w ruchu, wprowadzono zalecany objazd remontowanego odcinka drogi krajowej nr 78, prowadzący drogą wojewódzką nr 921 przez: Pilchowice i Stanice dalej do Rud i do Rybnika ulicą Rudzką. Planowane zakończenie robót: 31 października 2007 r.

    Armia Ojca Dyrektora wygrywa!
    Dziennik Zachodni, 4.05.2006
    Już po raz jedenasty na rybnickim Rynku odbył się turniej koszykówki ulicznej. Mimo kapryśnej pogody do rozgrywek zgłosiły się 34 drużyny m.in. z Krakowa, Katowic, Chorzowa i z Rybnika. Zawody odbyły się w pięciu kategoriach wiekowych. Wśród najmłodszych najlepsza okazała się drużyna z Żor, która wystąpiła pod nazwą Armia Ojca Dyrektora.

    Prokuratura ściga cmentarnych złomiarzy
    Dziennik Zachodni, Jacek Bombor 06.05.2006
    Złomiarze to najczęściej osoby bezdomne, nadużywające alkoholu, dla których nie ma żadnych świętości. - Jednak nie bezcześciliby grobów na cmentarzach, gdyby nie mieli gdzie sprzedać swoich towarów. To właściciele skupów zbijają na nielegalnym interesie kokosy - uważają rybniccy stróże prawa.
    Jak dowiedział się DZ, rybnicka prokuratura wzięła pod lupę właścicieli dwóch skupów złomów, w których przyjmowano elementy z cmentarzy. Mamy dowody, że właśnie tam dokonywał się proceder - zapewnia prokurator Bernadetta Breisa, szefowa Prokuratury Rejonowej w Rybniku. Nie chce jednak zdradzać, o które konkretnie chodzi, bo na razie nikomu nie przedstawiono zarzutów, a sprawa jest w toku.
    - Powiem tylko, że to jeden ze skupów w Radlinie i Jankowicach - wyjaśnia Breisa.
    Sprawa wyszła na jaw przy okazji śledztwa w sprawie cmentarnych hien, które w ciągu ostatnich dwóch lat okradały groby. Okazało się, że za kradzieżami stoi jeden człowiek: 52-letni Lesław M., wcześniej karany m.in. za oszustwa i spowodowanie wypadku, w którym potrącił człowieka. W zakończonym wczoraj śledztwie przeciwko niemu rybnicka prokuratura ustaliła, że w ciągu ostatnich dwóch lat mężczyzna notorycznie bezcześcił groby m.in. na rybnickim Cmentarzu Komunalnym, kradnąc mosiężne krzyże, wazony i tablice.
    Lesław M. stoi także za kradzieżami piętnastu metalowych mieczy, które zdobiły rybnicką Mogiłę Żołnierzy Września.
    Zniszczenie w grudniu ub. roku pomnika bohaterów września 1939 roku oburzyło wszystkich mieszkańców, zwłaszcza środowisko kombatantów. - To wielkie świństwo, złupili bohaterów - mówił nam wówczas oburzony płk Tadeusz Dłużyński, prezes Porozumienia Organizacji Niepodległościowych w Rybniku. Do dzisiaj mieczy nie odzyskano, a monument czeka na odnowienie.
    Z początku nie udało się trafić na trop Lesława M., bo mężczyzna nie ma stałego zameldowania. Udało się go namierzyć przy okazji innej sprawy, za którą trafił do Zakładu Karnego w Raciborzu.
    - Zarzuciliśmy mu łącznie ogołocenie 32 grobów, przestępstw tych dokonywał w okresie od 2004 roku do końca 2005 - wyjaśnia Breisa.
    Jak się okazało, mosiężne miecze sprzedał za 100 złotych do skupu w Radlinie. Tymczasem były warte 5200 złotych. - O zwrot tych pieniędzy wystąpimy do właściciela skupu - uchyla rąbek tajemnicy prokurator Breisa. Wiadomo, że co najmniej trzykrotnie jeszcze upłynniał tam inne cenne przedmioty z cmentarzy.
    W sprawie dotyczącej jednego z rybnickich skupów pojawił się także inny wątek, dotyczący przyjmowania złomu na tzw. martwe dusze.
    - A także wykorzystywano dane osobowe ludzi, którzy nie mieli o tym pojęcia. Oskarżyliśmy prowadzącego działalność o fałszowanie dokumentów i zleciliśmy kontrolę punktu skupu - dodaje prokurator Breisa.
    Intensywne czynności śledcze trwają.

    Wieża ciśnień atrakcją starej kopalni
    Gazeta Wyborcza, pj 05-05-2006
    Zabytkowa kopalnia Ignacy w Rybniku będzie miała kolejną atrakcję. Dzięki unijnej dotacji wieża ciśnień zostanie zamieniona na punkt widokowy.
    Przebudowa wieży będzie kosztowała ponad 780 tys. zł, ale prawie 600 tys. dołoży Unia Europejska. Pierwsi turyści będą mogli wdrapać się na nią już w październiku przyszłego roku. Jednocześnie zmieści się tu 15 osób. Konstrukcja wieży powstała ok. 1880 r. i początkowo był to komin. Dopiero w 1952 r. na jego szczycie dobudowano ogromny stalowy zbiornik na wodę. Całość ma 46 m i widać z niej nie tylko Rybnik, ale także Radlin, Rydułtowy i pobliski Wodzisław Śląski.
    Kopalnia powstała w 1792 r. Jej pierwsza nazwa to Hoym, ale w latach 30. zeszłego stulecia, na cześć prezydenta Polski Ignacego Mościckiego, zmieniono jej imię. Do dziś kopalnia to jedna z perełek Rybnika. Można tu podziwiać m.in. zachowaną w doskonałym stanie maszynę parową z 1900 r., która obsługuje szyb Głowacki. Druga, z 1920 r., działa z kolei przy szybie Kościuszko. - Mamy umowę z Kompanią Węglową i możemy oprowadzać turystów po terenie kopalni - mówi Ewa Mackiewicz, wiceprezes Stowarzyszenia Zabytkowej Kopalni Ignacy. Cieszy się, że wieża ciśnień będzie przebudowana i odnowiona. - Mam nadzieję, że to początek kompleksowej rewitalizacji kopalni - dodaje.

    Prezydent chce tańszych biletów na żużel
    Gazeta Wyborcza, Piotr Zawadzki 04.05.2006
    Prezydent Rybnika domaga się obniżenia o 30 proc. cen biletów na mecze żużlowców RKM-u. Prezes klubu odpowiada: - Zakładaliśmy wprowadzenie tańszych biletów, ale niekoniecznie już po czterech kolejkach sezonu.
    Adam Fudali o obniżkę zaapelował do prezesa RKM-u Aleksandra Szołtyska wczoraj w liście otwartym. Szołtysek, choć oficjalne pismo do klubu nie wpłynęło, zdążył się z jego treścią zapoznać podczas wizyty w Urzędzie Miasta.
    Rozumiem fakt coraz trudniejszej sytuacji finansowej ekstraligowych drużyn żużlowych, jednak kierowany przez Pana klub RKM Rybnik korzysta ze zmodernizowanego przez miasto nowoczesnego stadionu żużlowego, który z powodzeniem może przyjąć na swoim torze zawody typu Grand Prix. Co więcej, ostatnie wyniki RKM nie napawają optymizmem - pisze Fudali. Przypomnijmy, że Rekiny poniosły na razie cztery porażki i zajmują ostatnie miejsce w tabeli.
    Rzecznik prasowy rybnickiego magistratu Krzysztof Jaroch tłumaczy: - Prezydent dostawał maile w sprawie cen biletów, podczas spotkań z mieszkańcami również otrzymywał takie sygnały. Poza tym prezydent jest wiernym kibicem żużla, rybnickiej drużynie kibicuje od dawna.
    Według prezesa Szołtyska wysyłanie takich apeli po zaledwie czterech kolejkach ligowego sezonu jest przedwczesne. - Frekwencja na dwóch meczach w Rybniku faktycznie nie była najlepsza, ale proszę pamiętać, że pierwszy wypadł w Wielką Sobotę, a drugi został rozegrany podczas fatalnej pogody. Ceny mamy zróżnicowane w zależności od atrakcyjności zawodów. W Polsce to są ceny z dolnej połówki - tłumaczy. Szołtysek twierdzi, że zarząd RKM-u zakładał obniżki cen, ale niekoniecznie tak szybko. - Poza tym sprzedaliśmy 2,7 tys. karnetów na cały sezon. Jak zareagują ich nabywcy, gdy dowiedzą się, że teraz można oglądać mecze taniej? - pyta.
    Klub dzierżawi stadion od miasta, ale sam ponosi koszty organizacji meczów. Samo zapewnienie bezpieczeństwa podczas zawodów to wydatek 8-12 tys. zł. Do tego dochodzą jeszcze m.in. opłaty za karetkę pogotowia, lekarza itp.
    - Mamy w Rybniku nowoczesny stadion, który został zmodernizowany z pieniędzy podatników. Dlatego prezydent uważa, że mieszkańcy mają prawo do tańszych kart wstępu na zawody - podkreśla Jaroch i dodaje, że Fudalemu zależy przede wszystkim na biletach rodzinnych. Prezydentowi spodobał się przykład Górnika Zabrze, który dzięki znacznej obniżce cen biletów przyciąga ostatnio na stadion po kilkanaście tysięcy widzów.
    Dla dobra rybnickiego sportu żużlowego i wszystkich kibiców oczekuję więc od Pana śmiałych decyzji już podczas najbliższego meczu rybnickiej drużyny z Unią Leszno, który zaplanowany jest na 14 maja br. - kończy swój list otwarty Fudali.
    Szołtysek: - Cudów nie należy się spodziewać. Może za darmo zaczniemy wpuszczać kobiety albo obniżymy ceny na miejsca w amfiteatrze. Takie decyzje może jednak podjąć tylko zarząd klubu. Postaramy się znaleźć rozwiązanie, które zadowoli wszystkie strony.
    Średnie ceny biletów
    RKM Rybnik: 35, 25, 17, 7 zł.
    Unia Tarnów: 40, 20, 15 zł
    Polonia Bydgoszcz: 65, 33, 22, 15 zł
    Atlas Wrocław: 40, 25, 20, 12 zł
    Włókniarz Częstochowa: 35, 22, 16 zł

    Miasto nie chce pomóc po wybuchu gazu?
    Gazeta Wyborcza, Anna Malinowska 01.05.2006
    Właściciele pawilonów zniszczonych w Rybniku sami muszą płacić za usunięcie skutków tragedii. - Zaraz po eksplozji wszyscy deklarowali pomoc, teraz zostaliśmy sami z górą problemów - wzdycha Jolanta Mikułka, właścicielka ruin salonu mody ślubnej.
    Ponad miesiąc temu w centrum Rybnika doszło do rozszczelnienia rur gazowych. Wybuch zniszczył pawilon handlowy, zaparkowane w pobliżu samochody, rany odniosło kilku przechodniów. Eksplozja nastąpiła wkrótce po tym, jak do jednego ze sklepików weszli pracownicy pogotowia gazowego. Dwóch z nich również zostało poszkodowanych. Następnego dnia Adam Fudali, prezydent Rybnika, zorganizował spotkanie z osobami, które poniosły straty. Władze miasta zadeklarowały pomoc. - Staraliśmy się, by wszelkie koszty związane z usuwaniem skutków katastrofy poniósł Skarb Państwa - mówi Krzysztof Jaroch, rzecznik rybnickiego magistratu. - Niestety, po konsultacji z prawnikami z Urzędu Wojewódzkiego wiemy, że nie jest to możliwe. Zgodnie z przepisami za wszystko muszą płacić sami poszkodowani. Dopiero gdy zostanie ustalony sprawca katastrofy, będą mogą od niego dochodzić zwrotu poniesionych nakładów. Przypominam też, że wybuch miał miejsce na terenie prywatnym.
    Poszkodowani nie są w stanie zapłacić. - 70 tys. zł wyniesie sama rozbiórka, 7 tys. zł trzeba wydać na ekspertyzę budowlaną - wyliczają. - Skąd wziąć na to pieniądze? Większość poszkodowanych nie była ubezpieczona. - Mądry Polak po szkodzie! Teraz nic, tylko bić się w piersi, bo żałowało się trochę pieniędzy, a teraz przyjdzie płacić z nawiązką - mówią.
    Sprawę wybuchu wyjaśnia prokuratura. - Dotarliśmy do nitki gazowej, gdzie nastąpiło rozszczelnienie - mówi Bernadeta Breisa, szefowa rybnickiej prokuratury. - Przy okazji odkryliśmy szereg nieprawidłowości, które wywodzą się jeszcze z lat 90., kiedy likwidowano w tym miejscu kotłownię. Doszło wtedy do karygodnych zaniedbań, np. osoba, które dokonała oględzin prac, nigdy nie była na miejscu. Zapewniam, że w tym postępowaniu znajdą się osoby, które odpowiedzą za to, że doszło do katastrofy - dodaje prokurator. - Ponieważ śledztwo trwa, na razie nie chcę ujawniać szczegółów.

    Aglomeracja Katowicka czy Silesia?

    Dowcipy po śląsku Polecamy
  • Rybnik Portal
  • Giełda ROW
  • Mysłowicki Portal
  • Katowice
  • Śląski Wrocław
  • Autostrada A4
  • Opolski portal
  • Tramwaje Śląskie
  • Nowiny Rybnickie
  • Trafiamy Celniej
  • Metropolia GZM
  • Ślusarz 24 h
  • Taxi Katowice
  • Ślusarz na telefon
  • Polskie miasta
  • Sklep rowerowy w Katowicach


  • Informator regionalny województwa śląskiego
       Rzóndzymy po ślónsku! :)
    O serwisie  |  Regulamin  |  Reklama  |  Kontakt  |  © Copyright by ZŚ 05-21, stosujemy Cookies         do góry