Zobacz Śląsk!
 Zobacz Śląsk! > Rybnik > w prasie > 07.2006
Archiwum prasowe
  • 2005 marzec
  • 2005 kwiecien
  • 2005 maj
  • 2005 czerwiec
  • 2005 lipiec
  • 2005 sierpień
  • 2005 wrzesień
  • 2005 październik
  • 2005 listopad
  • 2005 grudzień
  • 2006 styczeń
  • 2006 luty
  • 2006 marzec
  • 2006 kwiecień
  • 2006 maj
  • 2006 czerwiec
  • 2006 lipiec
  • 2006 sierpień


  • Aktualny miesiąc


  • Rybnik w ZŚ!
    Serwis rybnicki w Zobacz Śląsk! powstaje przy współpracy z:
  • Miejski Portal Rybnicki
  • Pracownia topPROJECT

  • Rybnik w prasie - lipiec 2006

    Plaza z poślizgiem
    Dziennik Zachodni, acz 31.07.2006
    Właściciele powstającego w Rybniku centrum rozrywkowego Plaza przesunęli termin oddania obiektu do użytku. Zgodnie z planem Plaza miała zostać otwarta jesienią tego roku. Okazuje się, że budowa potrwa o pół roku dłużej, do wiosny 2007.
    Inwestycja ma spore opóźnienia. By je nadrobić próbowano pewne prace budowlane prowadzić w nocy. Jednak mieszkańcy okolicznych domów, którzy nie mogli z tego powodu spać, ostro się temu sprzeciwili. Zarząd Plaza Centers postanowił więc przesunąć termin otwarcia centrum.
    - Z powodu niespodzianki na jaką natrafiliśmy na działce, czyli pojemników z olejem zakopanych pod ziemią, nie jesteśmy w stanie nadrobić opóźnień. Sprawa skażonej ziemi została już zakończona, jednak wpłynęło to poważnie na terminowość prac. Budowę będzie kontynuować firma Strabag, która jest naszym generalnym wykonawcą -tłumaczy Justyna Durmaj, rzecznik Plaza Centers Poland.
    Wiadomość ta bardzo zdziwiła lokatorów bloków przy ulicy Raciborskiej, gdzie powstaje gmach. Obiekt centrum wygląda już imponująco. - Plaza sprawia wrażenie prawie gotowej. Cieszyliśmy się, że jesienią skończy się nasz koszmar, czyli życie w cieniu wielkiej budowy, a tu teraz przekładają termin otwarcia. Jestem astmatyczka, a od tego pyłu muszę brać więcej lekarstw. Leki na astmę nie są tanie - mówi Janina Beńko, której okna wychodzą wprost na budowę.

    Witajcie w e-mieście!
    Dziennik Zachodni, Karina Sieradzka 29.07.2006
    Niedługo rybniczanie będą mogli wyrzucić do kosza tradycyjne papierowe bilety komunikacji miejskiej. Zastąpi je elektroniczna karta miejska, zwana popularnie e-biletem. Taką kartą będzie można płacić nie tylko za przejazd miejskim autobusem, ale także za parking, wstęp na miejski basen czy do teatru, a nawet... zapłacić podatek od psa.
    - O tym pomyśle mówi się już w Rybniku długo, zbyt długo. Pora wreszcie zacząć działać - mówi Kazimierz Berger, dyrektor Zarządu Transportu Zbiorowego w Rybniku, który jest pomysłodawcą wprowadzenia e-karty.
    Jak podkreśla Adam Fudali, prezydent Rybnika, nigdzie w Polsce karta elektroniczna nie działa na taką skalę.
    - To zupełnie nowatorski, niespotykany dotąd w żadnym mieście projekt - cieszy się prezydent.
    Kilka lat zajęło wyłanianie firmy, która byłaby w stanie sprostać wyzwaniu. Zadaniem Bull Polska Sp. z o.o będzie przygotowanie i zamontowanie wielu urządzeń elektronicznych w autobusach, na parkingach, w urzędzie i we wszystkich miejskich ośrodkach sportu i kultury. Powstaną też infomaty i telecentra.
    - Na początku na pewno będzie z tym sporo zamieszania, ale jak się ludzie przyzwyczają, to na pewno taki system się sprawdzi - mówi Barbara Stoś, mieszkanka Rybnika.
    Wnioski (ze zdjęciem) o wydanie e-biletu będzie można składać już w sierpniu. Dla mieszkańców miasta zostanie przygotowanych 25 tysięcy takich uniwersalnych, bezpłatnych kart. Pierwsza partia trafi do nich we wrześniu. Karty będą puste - trzeba je będzie dopiero załadować, kupując do nich jednostki.
    - Jeżeli karta ulegnie zniszczeniu lub zostanie zgubiona, trzeba będzie zapłacić za wydanie kolejnej. Pierwsze e-bilety na pewno będą ważne przez kilka lat. Potem rada miasta zdecyduje, czy miasto zapłaci za nowe karty - wyjaśnia Kazimierz Berger.
    Karty zaczną funkcjonować już w tym roku, ale na początku jedynie jako bilety komunikacji miejskiej. Oczywiście, na każdej karcie uwzględnione zostaną wszystkie przysługujące zniżki i przywileje.
    - W każdym autobusie przy każdych drzwiach będą z obu stron czytniki. Wsiadając do autobusu, pasażer zbliży kartę do czytnika na odległość około 8 centymetrów i wtedy zacznie się pobieranie jednostek. Przy wysiadaniu karta ponownie zostanie odbita przez czytnik i system skasuje odpowiednią ilość jednostek za przejazd. Być może nawet uda nam się zrobić tak, by system mówił - wyjaśnia Kazimierz Berger.
    W kasowniku będzie można skorzystać z funkcji info i sprawdzić ilość dostępnych na karcie jednostek. Jeżeli okaże się, że jest ich za mało na przejazd, będzie można kupić bilet u kierowcy. Z takiej opcji będą też mogli korzystać wszyscy, którzy nie będą posiadaczami e-biletu, np. przyjezdni.
    Beger: - Ale jeżeli np. będziemy kogoś gościć i zechcemy zapłacić za jego przejazd autobusem kartą, możemy z niej pobrać jednostki za przejazd swój i gościa. Najlepiej by było, gdyby ten system udało się poszerzyć na wszystkie miasta regionu, a nawet województwa. Wtedy taka karta mogłaby działać także np. w pociągach podmiejskich - mówi.
    Barierą będą tu jednak na pewno pieniądze. Rybnicki projekt kosztuje 5 394 328 zł. Ponad 4 miliony miasto dostało od Unii.

    Czy to ostatni rejs po Zalewie?
    Dziennik Zachodni, Adrian Czarnota 28.07.2006
    Statek Ania to symbol Zalewu Rybnickiego. Przez 36 lat rejsów po tym akwenie zabierał na pokład kolejne pokolenia rybniczan. Rejs Anią był obowiązkową atrakcją w programie dla wszystkich, którzy odwiedzali Rybnik i ośrodek żeglarski Kotwica.
    No bo cóż może być przyjemniejszego w upalny dzień niż leniwa podróż po rybnickim morzu? Wygląda jednak na to, że w tym roku już po raz ostatni będzie można popłynąć w rejs.
    - Statek jest wciąż w dobrej formie, ale jego utrzymanie pochłania mnóstwo pieniędzy - mówi Herbert Kretek, kapitan i dzierżawca statku. Rejsy prowadzi już od dwunastu lat. Z wykształcenia jest mechanikiem, więc wszystkie remonty i prace konserwacyjne wykonywał przez te lata sam. Zna w tej maszynie każdą śrubkę. - Pływając przez dwanaście lat, nie mieliśmy najmniejszej awarii - wyjaśnia Herbert Kretek.
    Statek Ania powstał w 1967 roku. Zbudowano go w stoczni Warszawa. Nie od razu trafił na rybnickie wody. Początkowo pływał w Krynicy Morskiej. Do Rybnika sprowadziły go władze kopalni Rymer. Herbertowi Kretkowi żal opuszczać pokład, jednak dobijają go coraz wyższe opłaty za użytkowanie statku. - Włożyłem w tę maszynę całe serce. Nie wiadomo co się stanie dalej z tym skarbem, chyba zostanie sprzedany. Wątpię by znalazł się taki drugi zapaleniec jak ja, bo Anię trzeba kochać - mówi kapitan.
    Właścicielem statku jest klub żeglarski Koga-Kotwica z Chwałowic. Herbert Kretek musi płacić za dzierżawę klubowi pięć tysięcy złotych za sezon. To dużo zważywszy na to, że przez ostatnich pięć sezonów zarobił na rejsach tylko osiem tysięcy złotych. - Nie stać mnie na tak drogie hobby. Od dziesięciu lat nie zmieniłem cen, dorośli płacą za rejs osiem złotych, a dzieci pięć. Żeby wyprawa była opłacalna, musi się znaleźć przynajmniej dziesięć osób. W rzeczywistości wypływamy często z mniejszą ilością osób i dopłacamy do kursu. Dotyczy to głównie dzieci, dla których taki rejs to ogromna atrakcja i często nie potrafią zrozumieć, dlaczego nie możemy wypłynąć. Zawsze wtedy ulegam, zdarzało mi się pływać nawet z trójką dzieci - mówi kapitan Kretek. Statek będzie pływał do 31 października, jak co roku skończy planowo sezon.
    Właściciele statku z klubu Koga-Kotwica są zaskoczeni decyzją Herberta Kretka. - Nic mi nie wiadomo, by pan Kretek planował zerwanie z nami umowy. Póki co, nie mogę powiedzieć nic o dalszych losach statku. Herbert Kretek już kiedyś myślał o rozwiązaniu z nami umowy, ale zawsze jakoś dochodziliśmy do porozumienia. Gdy wpłynie do nas oficjalne pismo, zastanowimy się, co robić dalej ze statkiem - powiedział nam Marek Miczajka, sekretarz zarządu Górniczego Klubu Żeglarskiego Koga-Kotwica. Miejmy nadzieję, że obie strony dojdą do porozumienia i Ania jeszcze wypłynie na rybnickie morze.

    Superkomórka do kontrolowania w akcji
    Dziennik Zachodni, Karina Sieradzka 28.07.2006
    Pięć osób zawieszonych w czynnościach służbowych, dwa doniesienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Taki jest efekt kontroli w Rybnickich Służbach Komunalnych oraz w Zakładzie Gospodarki Mieszkaniowej w Rybniku - mieście, które uchodzi za jedno z najlepiej zarządzanych w Polsce.
    Największa afera jest w RSK, gdzie zaniedbania i brak kontroli umożliwiły jednemu z pracowników kradzież publicznych pieniędzy. W czynnościach służbowych zawieszono całą czteroosobową dyrekcję.
    - A ta osoba, mówiąc delikatnie, oddaliła się z urzędu i chyba szuka jej policja. Fakt wyprowadzenia środków z RSK nie podlega dyskusji - mówi Adam Fudali, prezydent Rybnika. Na razie nie wiadomo, jakie mogły to być kwoty, ustalają to policja i prokuratura.
    - System płatności elektronicznej w RSK polegał na płaceniu kartą; nazywany jest on bankiem w zakładzie pracy. Na każdym etapie dokonywania płatności elektronicznych kontrolę sprawują co najmniej dwie osoby. Wydawało się, że to system idealnie bezpieczny. I taki by był, gdyby osoby mające sprawować nad nim nadzór należycie wypełniały swoje obowiązki - mówi Bogusław Paszenda, skarbnik miasta.
    Wczoraj próbowaliśmy skontaktować się z Ireną Jarząbek, dyrektorem RSK. Telefony odbierał jeden z pracowników, który poinformował, że nikogo nie ma i w najbliższym czasie raczej nie będzie.
    - Pracujemy normalnie, chociaż dyrekcja jest zawieszona. Od czasu do czasu docierają do nas jakieś informacje, ale to na razie nic konkretnego - powiedział.
    W Zakładzie Gospodarki Mieszkaniowej na razie nikt nie został zawieszony. Tam sprawa jest trochę inna, stwierdzono bowiem m.in. nieprawidłowości polegające na naruszeniu dyscypliny finansów publicznych.
    - Postawiliśmy siedem takich zarzutów, dotyczą one np. braku wymaganej inwentaryzacji rybnickiego kampusu czy różnic w księgowanych kwotach - wyjaśnia Bogusław Paszenda. Kontrola wykazała też wiele nieprawidłowości dotyczących przepisów ustawy o zamówieniach publicznych.
    Jan Podleśny, dyrektor ZGM, także był wczoraj nieuchwytny. W sekretariacie powiedziano nam, że został wezwany na ważną rozmowę do prezydenta.
    To właśnie prezydent Fudali zawiadomił o wszystkim prokuraturę. Wyjaśnił, że kontrole nie wynikały z żadnych wcześniejszych podejrzeń wobec RSK i ZGM. - Moim obowiązkiem, jako prezydenta miasta, wynikającym z ustawy o finansach publicznych jest skontrolowanie 5 procent budżetu miasta. Nieprawidłowości wykryte zostały właśnie podczas takiej kontroli - mówi Adam Fudali. Dodaje, że nie były to pierwsze kontrole w obu miejskich jednostkach, ale dopiero teraz miasto powołało specjalną komórkę - biuro audytu i kontroli wewnętrznej. - Zatrudnione tam osoby przeszły bardzo szczegółowe szkolenie. Wychwyciły nieprawidłowości, do których mogło dochodzić już od bardzo dawna, a które nie zostały ujawnione podczas wcześniejszych kontroli - mówi Fudali.
    Rybnicka prokuratura nie udziela na razie informacji w tej sprawie.

    Autobusem nad wodę
    Dziennik Zachodni, acz 28.07.2006
    Dziś rybnicki Zarząd Transportu Zbiorowego uruchamia specjalną linię komunikacyjną relacji osiedle Nowiny - kąpielisko Ruda. - To ukłon w stronę mieszkańców największego osiedla w naszym mieście - wyjaśnia Kazimierz Berger, dyrektor rybnickiego ZTZ. Nowa linia będzie miała symbol A i ma funkcjonować do 31 sierpnia. W słoneczne dni na Rudę będzie można dojechać co godzinę, od dziewiątej rano do dziewiętnastej. Autobus obsługuje przystanki: Dworzec KM stanowisko 3, Nowiny Popiela, Nowiny Budowlanych, Nowiny Chabrowa, Kotucza Real, Rondo Gliwickie, Gliwicka Szpital, Kąpielisko Ruda. Kurs powrotny odbywa się taką samą trasą.

    Na osiedlu Dworek nie zmrużyli oka
    Dziennik Zachodni, Adrian Czarnota 28.07.2006
    Mieszkanie w sąsiedztwie wielkiej budowy centrum rozrywkowego Plaza nie należy do przyjemności. Warkot ciężarówek, odgłosy ciężkiego sprzętu oraz pył wpadający do mieszkania to codzienność mieszkańców ulicy Dworek. Ostatnio ekipa budowlana zafundowała im również nocne rozrywki. Firma Strabag, która buduje centrum ma opóźnienia w realizacji rybnickiego projektu, postanowiła więc nadrabiać zaległości w nocy. Wczoraj do późna ciężkie maszyny szlifowały i szczotkowały podłogi na piętrach parkingu. - Jak można taką robotę zaplanować na noc? Rozumiem, że firmę gonią terminy, ale to już przesada - dziwi się Józef Głowacki, który budowę widzi z balkonu.
    Przed północą, zdenerwowani mieszkańcy zaczęli dzwonić do Straży Miejskiej i Policji. Przybyli na miejsce strażnicy mieli sporo problemów z wejściem na budowę. Udało im się porozmawiać z przedstawicielem firmy ochroniarskiej i to tylko przez szparę w płocie. - Minęło może kilkanaście minut i znów na budowie włączyli maszyny - mówi Bartek Twaróg, który mieszka w prywatnym domu, sąsiadującym z Plazą. Strażnicy zainterweniowali, więc ponownie, tym razem wspólnie z policją.
    - Nałożyliśmy na kierownika budowy mandat karny w wysokości dwustu złotych. To wszystko co mogliśmy zrobić. Dopóki nie znajdzie się choć jeden lokator, który zechce wystąpić jako osoba poszkodowana, będziemy mogli tylko nakładać mandaty. Policja jest jedynie świadkiem zdarzenia - informuje aspirant Marek Budzik, rzecznik rybnickiej komendy.
    Tej samej nocy nałożono taki sam mandat na kierownictwo budowy Focus Parku. W okolicy tej budowy również nie można było spać. Mieszkańcy osiedla Dworek mają nadzieje, że taka noc już się nie powtórzy, kierownictwo budowy takiej gwarancji im dać nie może. - Czasem prace na budowie trwają dłużej niż się zakładało. Czasem nie można przerwać pewnych czynności, bo wcześniejsza robota pójdzie na marne. Tak też było w tym wypadku. Nie mogę dać gwarancji, że to się nie powtórzy. To nie zależy od nas - tłumaczy Janusz Latos, kierownik budowy z firmy Strabag.

    Włoch chce realizować filmy w Rybniku
    Gazeta Wyborcza, Marcin Mońka 26.07.2006
    Giuseppe Recchia, włoski reżyser i producent, odwiedził Rybnik, by przedstawić swój projekt na filmowe funkcjonowanie miasta. Włoch chciałby, aby Rybnik przystąpił do powstającej sieci Miasto Kina.
    - Jeszcze kilka dni temu nie wiedziałem, że jest takie miasto. Teraz jestem zafascynowany Rybnikiem. Tutaj mury tchną kulturą - mówił nam wczoraj Recchia. Jak dotąd włoski reżyser tworzył głównie w teatrze, m.in. w paryskim Vieux Colombier, od końca lat 90. oddaje się także scenopisarstwu. Równocześnie jest wydawcą i dziennikarzem.
    Polskę odwiedza już od czterech lat. Liczy, że stanie się krajem, w którym urzeczywistni się idea Miasto Kina. - To wielkie, nigdy niezrealizowane marzenie Billy\\\'ego Wildera. Polega na włączeniu miast w fantastyczny obieg filmowy, gdzie powstają dzieła, przyjeżdżają twórcy, a miasta tym wszystkim żyją, stając się fantastycznymi, filmowymi enklawami - opowiada. W poszukiwaniu partnerów do tego projektu odbył już wiele podróży po całym świecie. Spośród miast w Polsce, obok Rybnika, wymienia m.in. Wrocław i Warszawę. Recchia przyznaje, że cały czas prowadzi rozmowy z rozmaitymi organizacjami na temat finansowania idei Miasto Kina. - Wszystko rozstrzygnie się w ciągu kilku najbliższych miesięcy - zapewniał.
    Na realizację tego projektu Recchia potrzebuje jednak kilku lat pracy. Tymczasem ma wobec Rybnika bliższe plany. - Spośród projektów, które możemy zrealizować niebawem, myślę, że właśnie w Rybniku i Rudach mogłoby powstać kilka scen do filmu E.H. Un Cittadino Di Cuba, poświęconym kubańskim epizodom z życia Ernesta Hemingwaya - zdradza Recchia, który zdjęcia planuje rozpocząć jeszcze w tym roku na Kubie. - Prowadzimy ostatnie rozmowy obsadowe - mówi Recchia. W kompleksie pałacowo-parkowym w Rudach zafascynował go jeden z budynków, który przywodzi na myśl kubański dom amerykańskiego prozaika.
    W pracy nad filmami w Rybniku miałby dobrych sojuszników: twórców z Klubu Filmu Niezależnego. - Z ich filmów tchnie prawdziwe życie. Nie wykluczam bliższej współpracy z rybnickimi twórcami, choćby na planie filmowym - powiedział Recchia. Członkowie KFN - Mirosław Ropiak oraz Eugeniusz Kluczniok - byli podczas wizyty na Śląsku jego przewodnikami po interesujących plenerach. - Po pierwszej wizycie wszystko brzmi jak piękna, bajeczna historia - mówi Ropiak. - Giuseppe przekonywał nas, że do robienia filmów potrzebny jest przede wszystkim zapał, a tego nam nie brakuje - dodał rybnicki filmowiec.
    W zeszłym tygodniu Recchia spotkał się też z Ewą Ryszką, zastępczynią prezydenta Rybnika. Wczoraj w Urzędzie Miejskim rozmawiał z prezydentem Adamem Fudalim. - Na razie nie możemy złożyć żadnych deklaracji, ponieważ to dopiero zapoznawcze rozmowy - wyjaśniał prezydent. Obiecał jednak wnikliwą lekturę materiałów, jakie przywiózł ze sobą Recchia, i zachęcał Włocha do powrotu do Rybnika. Recchia obiecał kolejną wizytę w mieście.

    Nikomu nie oddamy źródełka!
    Dziennik Zachodni, Mirosława Książek 27.07.2006
    Ze źródełka przy ulicy Wypandów korzystają mieszkańcy całego Radlina, a nawet kilku dzielnic Rybnika. Ludzie od dawna domagają się od miasta naprawy ścieżki, która prowadzi do ujęcia wody.
    - Tymczasem zamiast ekipy remontowej, przyjechało tu dwóch ludzi z prywatnej firmy wodociągowej. Powiedzieli, że są zainteresowani przejęciem źródełka. Nigdy się na to nie zgodzimy - denerwuje się Michał Bizoń, mieszkający najbliżej ujęcia.
    Dwa wieki tradycji
    Nawet najstarsi mieszkańcy Wypandowa nie pamiętają, od jak dawna ludzie czerpią wodę ze źródełka. - Co najmniej dwieście lat. A może nawet dwa razy dłużej. Moja babcia opowiadała, że jej babcia też korzystała z tej wody - mówi Henryk Rduch, jeden z sąsiadów.
    Grażyna Weideman mieszka w bloku na osiedlu Findera, ale kilka razy w tygodniu przyjeżdża do Wypandowa po wodę. - Pachnie lepiej, niż ta z kranu i już na pierwszy rzut oka jest czystsza - mówi radlinianka. - Jeszcze kilka lat temu w moim kranie często brakowało wody. Tak było w całym Radlinie. Wtedy do źródełka ustawiały się kolejki - dodaje Artur Chmielowski, którego zastaliśmy przy źródełku, gdy napełniał wodą kilka butli.
    To tylko sensacja
    Mieszkańcy nie wyobrażają sobie, że ich źródełko mogłaby przejąć prywatna firma. - Kiedy nastąpiło połączenie gminy Biertułtowy z gminą Radlin, mieszkańcy Wypandowa otrzymali pisemne przyrzeczenie na wieczyste użytkowanie źródła, niezależnie od tego, kto będzie właścicielem gruntu, na którym jest położone - przypomina Henryk Rduch, były radny. Wiceburmistrz Radlina, Piotr Śmieja, uspokaja, że miasto nie prowadzi za plecami mieszkańców żadnych tajnych negocjacji. - Nie rozmawialiśmy z żadną firmą, to są sensacyjne informacje. Źródełko pozostanie dostępne dla wszystkich chętnych. Nikomu go nie przekazujemy - zapewnia.
    Cegły sprzed wojny
    Zadaniem miasta jest zlecanie stałej kontroli stanu wody w ujęciu. - Na nasz wniosek Sanepid sprawdza wszystkie naturalne źródła w mieście cztery razy do roku. Tylko w tym wypandowskim woda nadaje się do spożycia - potwierdza Piotr Śmieja. Skoro woda jest dobra, a mieszkańcy tak chętnie z niej korzystają, dlaczego miasto bardziej nie zadba o otoczenie źródełka? Wokół ujęcia rośnie wysoka trawa i zarośla, a betonowy murek pamięta jeszcze czasy wojny.
    Obiecują remont
    Konieczność remontu potwierdza Piotr Cybułka, radny powiatowy z Radlina. Wysłał już nawet w tej sprawie pismo do władz gminy. - Naprawa betonowej obmurówki nie może czekać, bo wkrótce mur może się przewrócić komuś na głowę - ostrzega Cybułka.
    Jak nas zapewnił wiceburmistrz Radlina, prace związane z zabezpieczeniem wylotu źródła zostaną wykonane we wrześniu. - Będzie wzmocniony murek oporowy, naprawimy też balustradę - obiecuje Śmieja.
    To może być atrakcja
    Źródełko w Wypandowie może stać się atrakcją turystyczną miasta. Leży na trasie popularnej ścieżki rowerowej łączącej powiat wodzisławski z Zalewem Rybnickim. Trasa prowadzi między innymi obok Domu Kultury w Radlinie, przez Wypandów do zabytkowej kopalni Ignacy w rybnickiej dzielnicy Niewiadom, dalej przez familoki i osiedle Beata do zalewu Elektrowni Rybnik. - Źródełko mogłoby być jednym z miejsc wypoczynku na trasie. Rowerzyści mogliby tu odpocząć, napić się zimnej wody. Ale do tego potrzebne jest uporządkowanie terenu - mówi Piotr Cybułka.

    Schodzi 20 tysięcy litrów dziennie!
    Dziennik Zachodni, acz 27.07.2006
    Upał nie odpuszcza. Rozgrzane słońcem ulice nie zachęcają do spacerów, ani podróży samochodem. Od kilku dni ulice miasta przemierza polewaczka. - Miasto dwa lata temu zakupiło pojazd, który pomaga dbać o utrzymanie dróg.
    W zimie rozsypuje na zaśnieżone ulice sól, a w lecie polewa rozgrzany asfalt - wyjaśnia Irena Jarząbek, dyrektor Rybnickich Służb Komunalnych. Polewaczki spłukują kurz z ulicy, jednak ich główna funkcja to schładzanie rozgrzanego asfaltu. Docenia to wielu kierowców. - Nie widziałem polewaczek w innych miastach, a to świetny pomysł. Asfalt nie będzie taki nagrzany i ciężarówki nie będą robić kolein - mówi Konrad Zieleźny, kierowca z Niedobczyc.
    Polewaczka jeździ głównie w centrum, dziennie rozlewając po ulicach miasta ponad dwadzieścia tysięcy litrów wody. RSK planuje także dodatkowe kursy w nocy. - Planujemy wykorzystać polewaczkę do podlewania przydrożnych trawników i klombów, które są najbardziej narażone na wysychanie - tłumaczy Irena Jarząbek.

    Szajka z kąpieliska
    Dziennik Zachodni, adr 27.07.2006
    Rybnicka policja rozbiła szajkę młodych złodziei, która działała na terenie kąpielisk. - Prosimy poszkodowanych o zgłaszanie się do komendy. Odzyskaliśmy plecaki, portfele i dokumenty - mówi aspirant Marek Budzik z sekcji prewencji rybnickiej policji.
    Złodzieje mają od 14 do 16 lat, są uczniami rybnickich gimnazjów. Działali na terenie miejskich kąpielisk. Szczególnie upatrzyli sobie basen Ruda, największy i najpopularniejszy w mieście. Wykorzystywali nieuwagę kąpiących się. Wystarczyło, że ktoś wskoczył do wody i zostawił na kocu plecak. Młodzi złodzieje od razu go zabierali i znikali. Kilka dni temu w ręce policji wpadli dwaj młodzi złodzieje, teraz zatrzymano dwóch następnych. W sumie do tej pory zatrzymano cztery młode osoby.
    - Złodzieje kradli plecaki i torby. Później zabierali te rzeczy, które mogli spieniężyć. Były to na przykład telefony komórkowe, odtwarzacze mp3 i inne wartościowe przedmioty. Ogołocone plecaki porzucali. Później wskazywali miejsce, w których zostały zostawione. Większość odzyskaliśmy - mówi aspirant Budzik. W rybnickiej komendzie jest cały wór takich fantów! - Apelujemy do wszystkich, którzy zostali poszkodowani i nie zgłosili tego faktu o kontakt. Wystarczy zadzwonić pod numer 032 42 95 200 - mówi aspirant Budzik.
    Część przedmiotów, na przykład dokumenty, została już zwrócona prawowitym właścicielom. Policjanci mówią, że sprawa ma charakter rozwojowy. Młodymi złodziejami zajmie się sąd ds. nieletnich. Dwaj byli już notowani, więc pewnie spotkają ich surowsze konsekwencje. Mogą trafić nawet do zakładu poprawczego.

    Mężczyzna utonął w Kamieniu
    Dziennik Zachodni, adr 27.07.2006
    Na kąpielisku w Rybniku-Kamieniu utopił się 49-letni mieszkaniec Czerwionki-Leszczyn. Mężczyzna był prawdopodobnie pod wpływem alkoholu. Przyczyny jego śmierci będą znane po przeprowadzeniu sekcji zwłok.
    Tragedia wydarzyła się w poniedziałek wieczorem. - Kąpielisko jest czynne do godziny 19. Na miejscu byli jeszcze ratownicy. Obserwowali to, co dzieje się w wodzie - mówi Mirosław Woiński z Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. MOSiR prowadzi kąpielisko w Kamieniu.
    49-latek był na basenie razem ze swoimi kolegami.
    To oni zauważyli, że gdzieś zniknął. Najpierw szukali go na własną rękę. Kiedy go nie znaleźli, zaalarmowali ratowników.
    Ci przystąpili do przeszukiwania basenu. Wydobyli 49-latka. Próbowali go reanimować.
    - Reanimowali mężczyznę do czasu przybycia lekarza. Lekarz stwierdził zgon - mówi Mirosław Woiński.
    W miejscu, gdzie utopił się 49-latek, basen ma głębokość 160 cm. W czasie tragedii na kąpielisku był komplet ratowników. Wszyscy byli na stanowiskach. Dlaczego nie zauważono, że dzieje się coś złego? - Mężczyzna prawdopodobnie zanurkował i po prostu nie wypłynął. Nie było widać, że ktokolwiek tonie - tłumaczy Mirosław Woiński.
    - Na miejscu był prokurator. Nie stwierdził zaniedbania ze strony ratowników - usłyszeliśmy wczoraj w komendzie policji w Rybniku. Pracownicy MOSiR apelują, by nie wchodzić do wody nawet po wypiciu najmniejszej ilości alkoholu. Niestety, na terenie ośrodka w Kamieniu alkohol można kupić bez problemu.

    Pijana babcia zaniedbała wnuczkę
    Dziennik Zachodni, aku 22.07.2006
    Policjanci z Rybnika zatrzymali wczoraj 44-letnią kobietę, która zamiast opiekować się trzyletnią wnuczką, pijana awanturowała się ze swoim konkubentem w bloku przy ul. Westerplatte.
    Jedna z zaniepokojonych sąsiadek zaalarmowała policję, że dziecko bawi się przy otwartym oknie i biega po klatce schodowej. Wcześniej w mieszkaniu, w którym dziewczynka przebywała, słychać było odgłosy awantury. Po tym zawiadomieniu sąsiadka zaopiekowała się małą Dżesiką. Patrol, który przybył na miejsce, zastał w mieszkaniu 44-letnią babcię. Kobieta była tak pijana, że nie była w stanie zająć się dzieckiem. Miała 2,4 promile alkoholu w wydychanym powietrzu. Została przewieziona na rybnicką komendę, zaś dziewczynka trafiła do domu dziecka.
    - Przesłuchujemy sąsiadów kobiety, by sprawdzić, czy dziewczynka nie wychowuje się w rodzinie patologicznej - poinformował podkom. Mirosław Jordan z rybnickiej komendy. Jak już ustalili policjanci, babcia pokłóciła się ze swoim konkubentem, który wyszedł z domu przed przyjazdem patrolu. Matka dziecka ma lada dzień wrócić z Włoch, gdzie pracowała. Po powrocie również będzie przesłuchiwana. Babcią zajęła się już prokuratura i sąd rodzinny. Grozi jej 5 lat więzienia.

    Postawiono drugą, nowoczesną toaletę
    Dziennik Zachodni, acz 21.07.2006
    W zapomnienie odchodzą dawne szalety, gdzie opłaty za korzystanie z nich pobierał człowiek. Kilka lat temu zlikwidowano taki obiekt koło Technikum Górniczego, a za kilka dni zostanie zburzona toaleta na Placu Wolności. Pierwszą automatyczną toaletę postawiono u zbiegu ulic Kościuszki i Powstańców Śląskich w grudniu ubiegłego roku. Wstęp do takiego obiektu kosztuje złotówkę, którą wrzuca się do automatu zamontowanego na drzwiach. - Dużych dochodów z takich toalet nie ma. W dalszym ciągu to nowość dla mieszkańców miasta - wyjaśnia Anna Musioł, kierownik działu parkingów i targowisk RSK.
    Nowe toalety posiadają wiele nowoczesnych rozwiązań technicznych. Oświetlenie wewnętrzne sterowane jest czujnikiem ruchu, zewnętrzne zaś czujnikiem zmierzchowym. W środku zamontowana jest również nagrzewnica elektryczna zapewniająca komfort podczas korzystania z obiektu w zimie.
    Warto dodać, że toaleta przystosowana jest do potrzeb osób niepełnosprawnych, posiada też dzwonek alarmowy na wypadek zagrożeń.

    Awantura na hałdzie
    Dziennik Zachodni, Karina Sieradzka 21.07.2006
    Mieszkańcy Niewiadomia są u kresu wytrzymałości. Nie dosyć, że od dłuższego czasu panują upały, to jeszcze w taką pogodę muszą znosić uciążliwą eksploatację hałdy.
    Panuje straszny huk, ale najgorsze jest to, że wszędzie jest pełno pyłu z hałdy.
    Nie można normalnie oddychać! - denerwują się mieszkańcy.
    Dodają, że w jasnym ubraniu nie ma co wychodzić na dwór, bo za chwilę jest zupełnie brudne, a zostawione w pobliżu hałdy samochody pokrywają się grubą warstwą pyłu. - Tak się nie da normalnie żyć! - mówi Adam Kopka, jeden z mieszkańców. Hałdę eksploatuje firma Stefpol. Jest ona właścicielem prawie 6 hektarów powierzchni hałdy. Odzyskuje kruszywo, które następnie sprzedaje.
    Jednym z warunków, które firma powinna spełnić przy tego typu działalności, jest zraszanie hałdy wodą podczas eksploatacji przy wysokiej temperaturze powietrza. Mieszkańcy twierdzą, że firma nie przestrzega tych zasad. Skarżyli się w wydziale ekologii, nieiwele to jednak pomogło.
    - Mieszkańcy powinni się w tej sprawie zwrócić do straży miejskiej - mówi na to Jacek Herok, pełnomocnik prezydenta miasta ds. górnictwa. Ludzie mówią na to, że straż działa zbyt opieszale. - Gdyby przyjeżdżali bez zapowiedzi i poobserwowali przez jakiś czas, jak to wygląda, mieliby pełny obraz sytuacji. Ale tak się nie dzieje - żalą się mieszkańcy. - Przez ostatnie trzy tygodnie może raz firma zraszała hałdę. Poszedłem tam nawet zwrócić uwagę, że się ludzie skarżą - mówi Józef Potoczny, który pracuje w niedalekiej elektrociepłowni. - Przy takiej pogodzie, jak obecnie, podczas eksploatacji hałdy kurzy się tak czy inaczej. Nie da się całej powierzchni zrosić wodą. Jest jednak zraszane miejsce eksploatacji - mówi Stefan Opolony, prezes zarządu firmy Stefpol.
    Przyznaje jednak, że ostatnio było trochę problemów związanych z bardzo dużymi zamówieniami. Firma nie nadążała z eksploatacją i równoczesnym zraszaniem. - Były sygnały od mieszkańców, więc ściągnęliśmy spychacz z górnej części stożka i nie prowadzimy tam robót - mówi Stefan Opolony. Dodaje, że dołoży wszelkich starań, by eksploatacja była jak najmniej uciążliwa dla ludzi. Mieszkańcy mają jednak wątpliwości. - Wcześniej firma brała wodę do zraszania z kopalni, za darmo. A teraz już musi ją kupować, więc wiadomo że zraszanie pociąga za sobą dodatkowe koszty - mówią. Stefan Opolony potwierdza, że nie już dostępu do wody kopalnianej. - Trudno, musimy za wodę płacić. To spowoduje podniesienie cen naszego kruszywa. Hałdę zraszać musimy. Mam nadzieję, że mimo tych nieporzumień nadal będziemy żyli z mieszkańcami w zgodzie. Tymbardziej, że dajemy pracę miescowym ludziom - dodaje.

    Nie daj się nabrać!
    Dziennik Zachodni, Jacek Bombor 20.07.2006
    Na terenie działania rybnickiego oddziału ZUS pojawili się kolejni oszuści, podszywający się za pracowników tej instytucji. - To kobieta i mężczyzna w wieku około 35 lat. Nie wpuszczajcie ich do domu - apeluje Anna Lepiarczyk, rzecznik ZUS w Rybniku. Przebierańcy na razie działają na terenie Raciborza i okolic. Mamy zgłoszenia o kilku przypadkach - dodaje Lepiarczyk.
    Gruszki na wierzbie
    Z ZUS skontaktowała się 77-letnia mieszkanka Krzanowic, która wpuściła oszustów do swojego mieszkania. Poinformowała również o innych poszkodowanych z jej okolicy.
    - Przypadek tej pani jest szczególny, bo już raz, w 2003 roku, także natknęła się na ludzi podających się za naszych pracowników i wtedy również została poszkodowana - wyjaśnia Anna Lepiarczyk.
    Oszuści są schludnie ubrani, zawsze uprzejmi, wygadani. Wzbudzają zaufanie. Jednak nie posiadają żadnych identyfikatorów, nie pokazują dokumentów. - Odwiedzają przede wszystkim domy osób starszych, żądając okazania dokumentów, takich jak dowód osobisty, decyzja emerytalna, legitymacja emeryta-rencisty. Obiecują na przykład wypłacenie jakiegoś dodatku - informują w rybnickim ZUS.
    Jeden z oszustów spisuje dane, natomiast drugi wykorzystując nieuwagę domownika okrada go - zabierając nie tylko pieniądze, ale również odcinki emerytalno-rentowe. Mogą być np. później wykorzystywane do pobierania pożyczek finansowych. - Z uwagi na przypuszczenie, iż osoby podszywające się za pracowników ZUS zmienią teren przestępczej działalności, przestrzegamy wszystkie osoby pobierające świadczenia emerytalno-rentowe przed wpuszczaniem wymienionych osób do swoich mieszkań - czytamy w oficjalnym komunikacie ZUS, który wczoraj został wysłany do naszej redakcji.
    Oszuści wykorzystują naiwność mieszkańców. Anna Lepiarczyk przypomina, że przecież wszelkie wyjaśnienia w każdej sprawie prowadzone są z klientami drogą korespondencyjną.
    Nie chodzą po domach
    - Nikt z naszych pracowników nie odwiedza w tym celu emerytów i rencistów - tłumaczy Anna Lepiarczyk. - Wyjątek stanowi wizyta pracowników ZUS u osób, które ukończyły wiek 100 lat oraz u tych, którzy prowadzą własną firmę. W każdym przypadku kontrolujący firmę legitymują się stosownym upoważnieniem do jej przeprowadzenia - uzupełnia.
    Ryszard Fekser z Rybnika, którego spotkaliśmy w rybnickim oddziale ZUS, gdzie załatwiał formalności w sprawie zasiłku chorobowego, zna te zasady i zapewnia, że nie dałby się oszukać. - Słyszałem o oszustach podszywających się pod pracowników ZUS, gazowni, spółdzielni. Wykorzystują naszą naiwność. Z takimi ludźmi nie wolno nawet rozmawiać, tylko zamknąć drzwi przed nosem - radzi mieszkaniec.
    Musimy być czujni
    Emerytka z Krzanowic zgłosiła oszustwo na policji. Komisarz Joanna Rudnicka, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Raciborzu, apeluje do wszystkich mieszkańców, którzy czują się poszkodowani, by zgłaszali ten fakt na policji.
    - Ale przede wszystkim trzeba zachować czujność i pod żadnym pozorem nie wpuszczać obcych do mieszkania. Zawsze powinniśmy taką osobę wylegitymować, lub przed wpuszczeniem do domu zadzwonić do firmy, która rzekomo wysłała pracownika.
    To skutkuje - radzi Joanna Rudnicka.
    Sprawcy są poszukiwani. Za oszustwa grozi im do 8 lat więzienia.

    Nabór pracowników do marketów
    Dziennik Zachodni, Adrian Karpeta 18.07.2006
    Ponad tysiąc miejsc pracy czeka na mieszkańców naszego regionu w powstających sklepach i centrach handlowych. W środę i czwartek w raciborskim pośredniaku odbędzie się nabór do pracy w Kauflandzie. Podania zainteresowanych zatrudnieniem w Tesco i Carrefourze przyjmuje też rybnicki urząd pracy.
    - To bardzo dobra wiadomość - cieszy się Katarzyna Pąperska. - Jestem kucharką, a w centrach handlowych również są punkty gastronomiczne. Może uda mi się gdzieś załapać - mówi rybniczanka.
    Nowe miejsca pracy to również szansa dla Anny Wojciechowskiej z Jejkowic. Pani Ania urodziła córeczkę, teraz rozgląda się za pracą. - Mam zawód technika rolnika, później zdobyłam jeszcze kwalifikacje sprzedawcy-bukieciarza. Praca w hipermarketach nie ma najlepszej opinii, ale jeśli byłyby godziwe warunki, zgodziłabym się - mówi młoda mama. Wiadomość o nowych miejscach pracy zainteresowała także Adama Motykę z Rybnika. - Nie mam co prawda wykształcenia, ale może znajdzie się coś dla mnie - zastanawia się 19-latek. (...)
    W Rybniku trwa nabór do sklepu Tesco, który zostanie otwarty w dzielnicy Nowiny, oraz do marketu Carrefour. Tesco ma ruszyć na początku września, nabór idzie już pełną parą. Robotę znajdzie tam ok. 50 osób. Ludzi szuka także już Carrefour, który zostanie otwarty jednak później. Rybnicki pośredniak również pomaga w przeprowadzeniu naboru. Wyzwaniem dla tego urzędu pracy będzie nabór do Focus Parku i Plazy.
    Planowane terminy zakończenia inwestycji
    - Tesco w Rybniku (os. Nowiny) - początek września,
    - Carrefour w Rybniku - przełom października i listopada,
    - Kaufland w Raciborzu - grudzień,
    - Auchan w Raciborzu - początek przyszłego roku.

    Pełne trybuny i znakomita atmosfera!
    Dziennik Zachodni, Maciej Kołodziejczyk 17.07.2006
    Były emocje, zabrakło tylko wygranej. O awans do finału Pucharu Świata na żużlu Polacy będą się bić w turnieju barażowym.
    Pełne trybuny, znakomita atmosfera i emocjonujące wyścigi - tak wyglądał wczorajszy półfinał Drużynowego Pucharu Świata na żużlu w Rybniku. Zabrakło tylko jednego - wygranej Polaków.
    W ostatnim momencie trener Stanisław Chomski dokonał zmiany w składzie reprezentacji - Wiesław Jaguś zastąpił Janusza Kołodzieja. Nasi reprezentanci przespali nieco środek zawodów, a Chomski być może żałował, że zdecydował się postawić na Jagusia. Fantastycznie walczył Tomasz Gollob, przebłyski dobrej formy miał Jarosław Hampel. Natomiast wspomniany Jaguś, Piotr Protasiewicz i Sebastian Ułamek nie potrafili wygrywać wyścigów na rybnickim torze.
    Polska prowadziła tylko raz - po piątym biegu na naszym koncie było 10 punktów. Potem już na torze rządzili Australijczycy z bezbłędnym Crumpem i Anglicy. Nasi reprezentanci starali się uparcie zmniejszać stratę do prowadzącej dwójki (po 20 wyścigach do prowadzących Australijczyków traciliśmy już osiem punktów).
    I to się udało - w 21 wyścigu trener Stanisław Chomski desygnował do walki Tomasza Golloba (w miejsce Jagusia). Ten wygrał po ostrej walce z Sullivanem i dzięki temu zdobył sześć punktów.
    W 24 wyścigu dnia znów walczył Gollob - pokonał go Adams, sle trzeci przyjechał Nicholls. Chwilę później Hampel wygrał z Harrisem, a Australijczyk Schlein przyjechał ostatni i klasyfikacja stanęła na głowie - prowadzili Polacy i Anglicy z 45 punktami!
    W ostatnim wyścigu dnia pod taśmą stanęli stanęli Protasiewicz, Loram i Crump. Wygrał tradycyjnie Crump, a trzecia pozycja Polaka oznaczała, że nasza reprezentacja zajęła drugie miejsce ex equo z Anglią.
    Finał Drużynowego Pucharu Świata odbędzie się 22 lipca w angielskim Reading. Druga i trzecia drużyna rybnickiego półfinału o awans do do tej imprezy będzie walczyć dwa dni wcześniej w barażu, który zostanie rozegrany dwa dni wcześniej na tym samym torze.
    Polacy zapowiadali walkę o bezpośredni awans, ale przyjdzie im walczyć właśnie w barażu. Jego skład uzupełnią dwa zespoły z drugiego półfinału Pucharu Świata, który zostanie rozegrany w szwedzkiej Mallili. I ta impreza będzie dla nich jeszcze trudniejsza, niż rybnicki półfinał.
    - Będziemy walczyć. Skoro nam się dzisiaj nie udało, nie mamy innego wyjścia - stwierdził po zawodach Stanisław Chomski.

    Budujemy nowe centrum
    Dziennik Zachodni, Jacek Bombor 17.07.2006
    Trwa przebudowa Placu Wolności w samym centrum Rybnika. Mieszkańcy przypominają, że całkiem niedawno za miejskie pieniądze remontowano tam szalety i otwierano Punkt Informacji Miejskiej, a zgodnie z planem obydwa budynki mają zniknąć.
    - Ciekawe, kto za to zapłaci. Pachnie to marnotrawstwem - mówią Wojtek Burek i Jaśmina Kretek.
    Urzędnicy uspokajają jednak, że żadnego wyrzucania pieniędzy w błoto nie ma, bo za nową inwestycję od początku do końca płaci firma Parkridge, budująca w pobliżu centrum Focus Park.
    Ile wynosi wartość burzonych obiektów? - Łącznie to około 140 tysięcy złotych. Rzeczywistość zmieniła się na tyle, że kiedy modernizowano obydwa wspomniane budynki, to czynny był jeszcze rybnicki browar, a nikt nie przypuszczał, że w jego miejscu stanie nowoczesne centrum rozrywkowo-handlowe. Po modernizacji Plac Wolności zyska wkrótce zupełnie nowy wygląd i funkcjonalność na miarę miasta XXI wieku - mówi Krzysztof Jaroch. To ma być wizytówka miasta, z fontanną i kaskadami wodnymi. Nieoficjalnie mówi się, że firma wyda na tę inwestycję milion euro!
    Dla mieszkańców jednak najbardziej uciążliwy jest fakt, że od dzisiaj na Plac Wolności nie wjadą autobusy komunikacji miejskiej. - To problem, bo często jeżdżę linią E-3 do Jastrzębia, teraz trzeba będzie szukać przystanków - martwi się Jacek Celeban, jeden z pasażerów.
    Jak poinformowali urzędnicy, autobusy odjeżdżać będą z trzech dodatkowo uruchomionych przystanków: przy ul. Chrobrego (naprzeciwko budynku PCK), przy ul. 3-go Maja (obok siedziby Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej), przy ul. Kościuszki (przed skrzyżowaniem z ulicą Chrobrego). - Zmianie ulegną nie tylko trasy przejazdów autobusów, ale i rozkład jazdy. Nowy rozkład dostępny jest na stronie: www.ztz.rybnik.pl/rj3.php - informuje Jaroch. Przywrócenie ruchu na przebudowanym Placu Wolności, jest planowane na koniec października.

    Człowiek z wieży
    Dziennik Zachodni, Adrian Czarnota 17.07.2006
    W piątek trochę popadało. Niestety, to nie wystarczy żeby ściółka w lasach nabrała większej wilgotności. Wciąż jest ogromne zagrożenie pożarami - mówi Mirosław Wypij, który pracuje w 36-metrowej wieży obserwacyjnej Nadleśnictwa Rybnik. Codziennie od godziny 11. do 20. wypatruje czy nad lasami w okolicy nie unosi się dym.
    Wieża, w której pracuje Mirosław Wypij, jest jedną z nowszych w regionie. Zbudowano ją z betonu, inne są drewniane. Chociaż jest murowana, w czasie silnych wiatrów wyraźnie czuć jak się kiwa na boki. - Z początku trudno się przyzwyczaić. Żeby dostać się na szczyt muszę pokonać 146 stopni. Policzyłem je wiele razy - śmieje się Wypij. Przy dobrej pogodzie, z wieży widać doskonale okoliczne miasta, np. Gliwice. Widać też pożary, nie tylko lasów. - Kiedyś zauważyłem dym w okolicy Łazisk. Okazało się, że płonął samochód na drodze przebiegającej przez las - wspomina obserwator. - W tej pracy nie ma czasu na czytanie książek. Trzeba być czujnym i nie wypuszczać lornetki z rąk. Każdego dnia wybuchają pożary - mówi obserwator.
    Gdy Mirosław Wypij zauważy dym, dzięki łączności radiowej powiadamia o tym rybnickie nadleśnictwo. Przy pomocy specjalnego kątomierza obserwator podaje kąt, pod jakim zauważono zagrożenie. Dzięki temu, można dokładnie określić lokalizację pożaru. Praca rybniczanina jest pracą sezonową. Trwa średnio do października. Wszystko uzależnione jest od pogody, bo to ona dyktuje tu warunki. - Niedługo może nas czekać zakaz wstępu do lasu. Ściółka jest coraz bardziej sucha i wzrasta zagrożenie pożarem. Jeśli wilgotność ściółki spadnie poniżej dziesięciu procent, wprowadzony zostanie zakaz wstępu - wyjaśnia Jarosław Chrobok, specjalista służby leśnej z Nadleśnictwa Rybnik. Chwilowe, piątkowe opady deszczu niewiele dały. Aby leśna ściółka nabrała wilgoci, potrzebny jest przynajmniej kilkudniowy deszcz.

    Wszyscy chcą do familoka
    Dziennik Zachodni, Jacek Bombor 14.07.2006
    Odrestaurowane familoki przy ul. Ogrodowskiego w dzielnicy Piaski powoli zapełniają się lokatorami. - Wydaliśmy już 40 decyzji o zasiedleniu, a jest tam 60 mieszkań socjalnych - poinformował w środę Jan Podleśny, szef rybnickiego Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej.
    Gdy kilka tygodni temu napisaliśmy o otwarciu nowych familoków, mieszkańcy rybnickich blokowisk nagle zapragnęli zamieszkać na tak stylowym osiedlu.
    - Zgłaszali się nawet ludzie z innych osiedli. Jednak to nie takie proste, bo trafią tam rodziny z najniższymi dochodami - rozkłada ręce Podleśny.
    Chętnym nie przeszkadza nawet, że w odrestaurowanych familokach nadal trzeba nosić węgiel w wiaderkach. Gruntownie zmodernizowano pięć budynków, a na swoją kolej czeka pozostałych pięć, położonych nieco dalej. Mieszkańcy chętnie widzieliby się w nowym miejscu. - Dopiero się tam ludzie wprowadzają. Mogliby nas tam poprzenosić, bo tu się nie da mieszkać - nie kryje emocji Danuta Mularczyk z ul. Ogrodowskiego, spoglądając z okna w stronę odrestaurowanych familoków. - U nas wilgoć, pleśń. Co tu gadać, pięknie tam mają, człowiek trochę zazdrości - mówi Mularczykowa.
    Największą szansę na przeprowadzkę ze starej części ma Adam Karwot. Przed remontem, jeszcze w lipcu zeszłego roku, miał tam swoje mieszkanie.
    - Jak tam weszli robotnicy, to mnie przenieśli tutaj. A tu się żyje ciężko. Ubikacja na zewnątrz - przyznaje. Ma nadzieję, że szybko trafi do odrestaurowanej części ul. Ogrodowskiego. - Czekam już tylko na podpis prezydenta - cieszy się.
    Jak powiedział nam dyrektor Podleśny, w jego sprawie jest już pozytywna decyzja.
    - Powinien do nas przyjść załatwić formalności i wróci do nowego mieszkania - obiecuje Podleeśny.
    Starą część osiedla od nowej dzieli zaledwie kilkanaście metrów. W nowych budynkach w oczy rzuca się charakterystyczna, czerwona cegiełka. Jak zrobić taki efekt?
    - Cegiełki to atrapa na ociepleniu, robione są specjalną metodą, przy pomocy pomalowanych szablonów - zdradza architektoniczne tajemnice Danuta Nielaba, inspektor nadzoru budowlanego w ZGM, który przeprowadził inwestycję.
    Rybniccy urzędnicy obiecują, że pozostała część osiedla również doczeka się renowacji. - Chcielibyśmy zdobyć na ten cel gotówkę już w 2007 roku - planuje dyrektor Podleśny.
    Wcześniej na Piaskach wyremontowano już trzy familoki przy ul. Wolnego. Jednak to nie jedyne inwestycje w mieście tego typu. - Na podobnej zasadzie remontujemy także cztery zabytkowe familoki przy ul. Andersa, na osiedlu po byłej kopalni Rymer. Powstaną tam kolejne 24 mieszkania socjalne - wyjaśnia Adam Fudali, prezydent Rybnika.

    Kradną na basenie
    Dziennik Zachodni, toms 13.07.2006
    Rybnicka policja w ostatnich dniach odnotowuje wzrost kradzieży dokonywanych na kąpieliskach. Codziennie na policję zgłasza się kilka pokrzywdzonych osób. Najczęściej kradzione są telefony komórkowe. Policja apeluje, aby na kąpieliska nie zabierać rzeczy wartościowych lub dobrze ich pilnować.

    Palarnia przestała dymić
    Dziennik Zachodni, acz 12.07.2006
    Po naszych publikacjach dotyczących palarni kawy w Rybniku, której opary zatruwały życie okolicznym mieszkańcom, prezydent miasta wysłał pismo do właścicieli zakładu. Wzywam do zaprzestania uciążliwej emisji do powietrza - czytamy w piśmie. Prezydent zaznaczył, że jeśli sytuacja nie poprawi się, rozpocznie działania zmierzające do likwidacji zakładu. Miasto ma do tego prawo, gdyż budynek palarni jest jego własnością.
    - Właściciele palarni najwyraźniej poczuli się zagrożeni. Otrzymaliśmy propozycję spotkania, które odbyło się 6 lipca. Na spotkaniu wspólnie próbowaliśmy znaleźć rozwiązanie tej sytuacji. Stanęło na tym, że w ciągu dwóch tygodni do Urzędu Miasta ma wpłynąć szczegółowy, techniczny projekt likwidacji nieprzyjemnych oparów - wyjaśnia Józef Cyran, zastępca prezydenta miasta.
    - Widać dobrą wolę właściciela palarni - dodaje Cyran.
    Mieszkańcy ulic Wiejskiej, Hallera i Raciborskiej od kilku lat walczą z niewygodnym zakładem. Z hali bardzo często wydobywały się opary palonej kawy. Lidia Jończy, która mieszka w pobliżu, od dziennikarza DZ dowiedziała się o interwencji władz miasta. - Rzeczywiście ostatnio palarnia nie dymi. Może tym razem ostatecznie skończą nas truć. Będziemy teraz bacznie obserwować komin zakładu - zapewnia pani Lidia.

    Świat zaczyna się pod żaglami
    Gazeta Wyborcza, Małgorzata Goślińska 09.07.2006
    Urzędnik z Rybnika wymyślił ekskluzywne wakacje dla 50 uczniów z najuboższych rodzin. Przez urzędników z kuratorium oświaty na łódkach popływa tylko 15.
    Projekt nazywa się Łódki zamiast wódki. Stworzył go Tadeusz Szostok, naczelnik wydziału edukacji w rybnickim Urzędzie Miasta. - Sam uprawiam żeglarstwo, więc wiem, jaka to frajda - mówi. - Ale najważniejsze, by młodzi ludzie nauczyli się, jak spędzać wolny czas. O to chodziło w projekcie. Szostok wystartował z nim w konkursie rządowego programu na regionalne pomysły wyrównywania szans edukacyjnych. Nie musiał, mogły się tym zająć inne organizacje samorządowe albo pozarządowe. I czasu miał mało, bo program jest świeży, tegoroczny. Ale złożył projekt zgodnie z terminem do 15 maja. O tyle było mu łatwo, że w Rybniku jest zalew i jeden z najsilniejszych w województwie śląskim ośrodek żeglarski z sześcioma klubami. Górniczy Kogo - Kotwica, wskazany przez naczelnika, ma ponad 20 jachtów, a kursy na sterników i żeglarzy prowadzą wykwalifikowani instruktorzy.
    W pierwszej instancji projekty rozpatrywali kuratorzy oświaty. Najlepsze mieli przesłać do Ministerstwa Edukacji przed końcem maja. Szostok wygrał. Ale na tę dobrą wiadomość z kuratorium w Katowicach czekał do połowy czerwca. Natychmiast rozesłał ją do wszystkich dziesięciu szkół ponadgimnazjalnych w Rybniku. I tu pojawił się kłopot.
    Łódki zamiast wódki zaplanował dla 50 kursantów w dwóch miesięcznych turnusach. Obawiał się przy tym takiego napływu chętnych, że trzeba będzie ich selekcjonować wedle zasobności rodziców. Tymczasem pedagogom udało się zebrać 15 uczniów. Szostok: - Wiadomo, nie każdy chce być żeglarzem. Ale przeżyć taką przygodę za darmo?
    Kamila Latosika, 17-letniego licealistę, namówił ojciec. Sam kiedyś mógł, ale nie skorzystał i potem żałował. Syna też by nie posłał pod żagle, bo za co? Elektryk w szpitalu, żona bezrobotna, a tu czwórka dzieci i każde jeszcze się uczy.
    Kurs w Kogo - Kotwicy ze szkoleniem, egzaminem i patentem dla jednego uczestnika to wydatek 480 zł. A w Rybniku są rodziny, którym gorzej od Latosików. Za 130 zł miesięcznie na głowę żyją na granicy ubóstwa. Ania Cesarska na przykład: 19 lat i jest jedynym domownikiem, który zarabia. Przynosi 100 zł z praktyk, ucząc się na cukiernika. Rodzice i starszy brat po masowych zwolnieniach w hucie nie znaleźli pracy. Dzieci z takich domów za zdobycie patentu żeglarza w projekcie Szostoka miały nic nie płacić.
    Nabór okazał się trudny, bo w szkołach nie było adresatów. Uczniowie ocenieni na tydzień przed końcem roku szkolnego przestali pojawiać się na lekcjach.
    Porażka - poczuł wtedy naczelnik. Może się poddać, myślał. Albo poczekać do września? Tym bardziej że za pozytywnym rozstrzygnięciem z kuratorium do dziś nie poszły pieniądze. Zgodnie z programem ministerstwo powinno sfinansować połowę projektu. - Spróbowaliśmy w ciemno, na własny rachunek. Warto dla tej piętnastki. W wakacje, bo wtedy się nudzą. Zostają w domach i wałęsają się po mieście. No i później na wodzie za zimno. (...)

    Aglomeracja Katowicka czy Silesia?

    Usłysz Śląsk! Polecamy
  • Rybnik Portal
  • Giełda ROW
  • Mysłowicki Portal
  • Katowice
  • Śląski Wrocław
  • Autostrada A4
  • Opolski portal
  • Tramwaje Śląskie
  • Nowiny Rybnickie
  • Trafiamy Celniej
  • Metropolia GZM
  • Ślusarz 24 h
  • Taxi Katowice
  • Ślusarz na telefon
  • Polskie miasta
  • Sklep rowerowy w Katowicach


  • Informator regionalny województwa śląskiego
       Rzóndzymy po ślónsku! :)
    O serwisie  |  Regulamin  |  Reklama  |  Kontakt  |  © Copyright by ZŚ 05-21, stosujemy Cookies         do góry