Zobacz Śląsk!
 Zobacz Śląsk! > Rybnik > w prasie > 08.2006
Archiwum prasowe
  • 2005 marzec
  • 2005 kwiecien
  • 2005 maj
  • 2005 czerwiec
  • 2005 lipiec
  • 2005 sierpień
  • 2005 wrzesień
  • 2005 październik
  • 2005 listopad
  • 2005 grudzień
  • 2006 styczeń
  • 2006 luty
  • 2006 marzec
  • 2006 kwiecień
  • 2006 maj
  • 2006 czerwiec
  • 2006 lipiec
  • 2006 sierpień


  • Aktualny miesiąc


  • Rybnik w ZŚ!
    Serwis rybnicki w Zobacz Śląsk! powstaje przy współpracy z:
  • Miejski Portal Rybnicki
  • Pracownia topPROJECT

  • Rybnik w prasie - sierpień 2006

    Oskarżona księgowa
    Dziennik Zachodni, Karina Sieradzka 04.08.2006
    Co najmniej 123 tysiące złotych ukradła Kornelia Ś., do niedawna pracująca w księgowości Rybnickich Służb Komunalnych. Pieniądze przeznaczała m.in. na zagraniczne wczasy dla siebie i swojej rodziny, fundowała swoim bliskim np. wypady na Majorkę. Prokuratura Rejonowa w Rybniku ustaliła, że z całą pewnością proceder trwał od stycznia do listopada ubiegłego roku. Ale najprawdopodobniej księgowa okradała miasto o wiele dłużej i zgarnęła o wiele większe kwoty, niż dotąd ustalono. - Zarządziliśmy przeszukanie w Rybnickich Służbach Komunalnych, ponieważ wstępne ustalenia wskazują, że kwota ta była o wiele wyższa - mówi Bernadeta Breisa, prokurator rejonowy w Rybniku. Kornelia Ś. oszukiwała swoich przełożonych, przerabiając faktury, które kontrahenci wystawiali RSK. Do podpisu przedkładała podwójne faktury, jedna kwota szła na konto kontrahenta, a druga, taka sama, na jej osobiste konto. W miesiącu miała po kilka takich przelewów. Podejrzana przyznała, że trwało to od dłuższego czasu i czuła się bezkarna, ponieważ żadna wcześniejsza kontrola nie wychwyciła nieprawidłowości. Kornelia Ś. wpadła dopiero przy ostatniej kontroli. - To była rutynowa kontrola, jednak po raz pierwszy przeprowadzona została przez doskonale przeszkolonych fachowców, pracujących od niedawna w specjalnie powołanej w mieście komórce - biurze audytu i kontroli wewnętrznej - mówi Adam Fudali, prezydent Rybnika.
    Po kontroli w RSK, Kornelia Ś. została wezwana do urzędu miasta. Pod pretekstem skorzystania z toalety... uciekła. Jeździła bez celu samochodem, szukała jej policja. W końcu jednak 27 lipca sama zgłosiła się na policję. Została przesłuchana, przyznała się do winy. Prokuratura zdecydowała o zastosowaniu wobec niej środków zapobiegawczych, jednak uzależniła je od częściowego naprawienia przez podejrzaną wyrządzonej szkody. - Kornelia Ś. wpłaciła 30 tys. zł na konto Rybnickich Służb Komunalnych. Wpłaciła poręczenie majątkowe w wysokości 50 tys. zł, ma zakaz opuszczania kraju, został jej zatrzymany paszport. Ponadto została zawieszona w czynnościach służbowych i ma zakaz wykonywania zawodu księgowej - wylicza Bernadeta Breisa. Prokuratura zdecydowała też o zajęciu na poczet przyszłych kar samochodu wartego ponad 40 tys. zł oraz nieruchomości w Rydułtowach, której Kornelia Ś. jest współwłaścicielką. Podejrzanej grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności.

    61. raz wyruszyła rybnicka pielgrzymka
    Gazeta Wyborcza, Joanna Zielińska 02.08.2006
    Prawie 4 tys. pielgrzymów wyruszyło wczoraj z Rybnika na Jasną Górę. To największa i najważniejsza w tym roku pielgrzymka w archidiecezji katowickiej.
    Najstarsi mają po 70, najmłodsi dwa lata. Zdrowi i niepełnosprawni. Dziewczynom, które zapisywały pielgrzymów w parafii św. Jadwigi w Rybniku, najbardziej zaimponował pan, który idzie po raz... 36. - Uff, to naprawdę niesamowite mieć tyle siły - wzdycha Asia Węgrzyk.
    Każdy pątnik ma śpiewnik, modlitewnik i różaniec. No i kartę NFZ, gdyby - nie daj Boże - trzeba było skorzystać z pomocy lekarza. Pielgrzymi walczą ze słońcem (konieczne są więc okulary), deszczem (bez pelerynki ani rusz) i słabością nóg (buty muszą być wygodne, najlepiej sandały, bo szybko schną, przydadzą się zasypka i bandaż). Każdy ma też chustę - jej kolor zależy od grupy, z którą wędruje.
    Po co idą? Wojciech Sładek idzie po raz 20., od czterech lat towarzyszy mu syn Mateusz: - Po zdrowie i szczęście w rodzinie. Syn chce też wyprosić dobre stopnie w nowym roku szkolnym.
    Eugenia Kolik z Boguszowic: - Żeby podziękować za zdrowie. Zanim poszłam pierwszy raz na pielgrzymkę, miałam straszne problemy z nogami. Mimo to wybrałam się na Jasną Górę i od tego czasu jak ręką odjął. Ta pielgrzymka mnie uleczyła - mówi. Dziś pielgrzymuje dziesiąty raz.
    Mirella Węgrzyk (idzie z koleżanką licealistką Patrycją Jakubiec): - Zdałam maturę i dostałam się na wymarzoną pedagogikę. Jest więc za co dziękować.
    Tegorocznych maturzystów jest sporo. Nie brakuje jednak emerytów i ludzi, którzy specjalnie na pielgrzymkę poprosili w pracy o urlop. Z roku na rok przybywa pielgrzymów. Wczoraj spod bazyliki św. Antoniego wyruszyli także Francuzi, Niemcy i Amerykanie. To krewni i przyjaciele rybniczan. Jest też kilku Ukraińców zaproszonych na pielgrzymkę przez zakonnicę z Jastrzębia Zdroju.
    Dziennie pielgrzymi będą pokonywać średnio 30 kilometrów. Wczoraj dotarli do Gliwic, dziś wyruszą w stronę Tarnowskich Gór. Na Jasną Górę dotrą w sobotę. Przygotowani są na najgorsze warunki. Będą nocować w świetlicach, salach gimnastycznych szkół, namiotach. - Mamy wszystko, co potrzebne: peleryny i jedzenie - śmieje się Ania Wieczorek, gimnazjalistka z Żor. To jej druga pielgrzymka. Towarzyszą jej siostra, brat i kuzynka.
    Zorganizowana po raz 61. wyprawa, w tym roku została pielgrzymką archidiecezjalną. - Pielgrzymujemy w dziękczynieniu z okazji 50. rocznicy powrotu do diecezji katowickich biskupów, wygnanych przez komunistów za obronę szkolnej katechezy - mówi ks. Marek Bernacki, organizator pielgrzymki.
    Ci, którzy nie mogą pójść do Częstochowy, mogą wybrać się na pielgrzymkę duchową. Muszą tylko codziennie od 2 do 6 lipca uczestniczyć w mszy świętej, modlić się i cierpliwie znosić trudności życia.
    Więcej informacji o pielgrzymce na stronie: www.pielgrzymka.rybnik.pl. Tu też znajdują się forum pielgrzymkowe i księga gości, a w nich setki wpisów: Nie ma drugiej tak niezwykłej pielgrzymki. Już nie mogę się doczekać - wpisała się Rybniczanka.

    Nie pada przez Zalew Rybnicki?
    Dziennik Zachodni, Alina Kucharzewska 03.07.2006
    Zalew Rybnicki zabiera nam deszcz! Coś trzeba z tym zrobić - Grzegorz Gryt, wójt Lysek. - A może by tak wystrzelić w chmury pociski z jodkiem srebra i opady gwarantowane? - proponują hydrolodzy.
    Spostrzegawczy wójt Grzegorz Gryt zauważył, że na początku lat 70., kiedy powstał Zalew Rybnicki, w Lyskach przestał padać deszcz. Albo przynajmniej jest go znacznie mniej niż dawniej. Zaniepokojony napisał do ówczesnych władz z prośbą o pomoc w wyjaśnieniu tej zagadki. Niestety, jego apel pozostał bez echa. Przez ten czas wójt jednak nie próżnował. Pilnie obserwował niebo. Kiedy w 1983 r. jeden z mieszkańców starał się o pozwolenie wodno-prawne na budowę stawów wzdłuż rzeki Suminki, wójt poparł prośbę mieszkańca, dodając pismo ze swoimi cennymi spostrzeżenia. Dowodził, że jedynym ratunkiem dla Lysek, jest zatrzymywanie wody w stawach. Grzegorz Gryt zauważył bowiem, że w studniach jest jej coraz mniej, bo brakowało deszczu. Kto jest winny? - Zalew Rybnicki i Odrę obwiniam za to, że w Lyskach brakuje deszczu! - dowodzi wójt.
    Zaobserwował, że burze i ogromne czarne chmury często krążą nad Raciborzem i Rybnikiem. Do Lysek upragniony deszcz nie dociera. - Nad Zalewem unosi się ogromna ilość pary, przez którą chmury nie mogą się do nas przedrzeć. Zaś od strony Raciborza Odra również wytwarza niewidzialną zaporę dla deszczu - wyjaśnia Gryt. Dodaje, że nie tylko Lyski są w niełasce pogody. Chmury omijają szerokim łukiem także sąsiednie miejscowości: Gaszowice, Nędzę, Rydułtowy, czy Kornowac.
    Wójt tak bardzo przejął się tym zagadkowym zjawiskiem, że za honor postawił sobie budowę w gminie stacji hydrometeorologicznej. Ma ona potwierdzić wszystkie uwagi wójta. Uważa, że polski rząd powinien również zainteresować się tą sprawą i wprowadzić promocyjny program poszukiwania wody. Poza tym wójt szykuje się też do organizacji konferencji naukowej na ten temat.
    Hydrolodzy sceptycznie podchodzą do pogodowych spostrzeżeń Grzegorza Gryta. - Nie mogę nic powiedzieć bez przeprowadzenia badań. Najpierw trzeba byłoby postawić w Lyskach przyrządy i obserwować niebo. Jeżeli wójt ma pieniądze na stację meteorologiczną, to może ją sobie wybudować - mówi Janusz Jawor z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Katowicach.
    Co ciekawe, mieszkańcy Lysek podzielają zdanie wójta. - Mieszkam tutaj od urodzenia i pamiętam, że kiedyś znacznie częściej padał deszcz. Wszystko się zmieniło, gdy wybudowano Zalew w Rybniku - mówi nam 72-letnia Maria Hanisz. - Już nie pamiętam, kiedy była tutaj porządna burza - dodaje 52-letnia Bronisława Żyła.
    Janusz Jawor z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Katowicach:
    Najpierw trzeba byłoby postawić w Lyskach stację meteorologiczną lub stację automatyczną, która rejestrowałaby parametry meteorologiczne w ciągu co najmniej 10 lat. Nie wykluczam, że Lyski mają specyficzny mikroklimat. Jednak obserwacje meteorologiczne nad innymi zbiornikami wodnymi, rzekami nie potwierdzają tego, wręcz odwrotnie. Są dostarczycielami dodatkowej ilości pary wodnej. Wśród synoptyków starszego pokolenia utarło się powiedzenie, że duże rzeki potrafią zatrzymać na jakiś okres front atmosferyczny. Jednak dalej nie ma to nic wspólnego brakiem opadów. Może je tylko trochę opóźnić. Przykładowo zbiornik goczałkowicki jest znacznie większy niż Zalew Rybnicki, ale nie zaobserwowano tam podobnych anomalii pogodowych. (aku)

    Komórkowe miasto!
    Dziennik Zachodni, Adrian Karpeta 03.07.2006
    Wczoraj uruchomiono serwis esemesowy Urzędu Miasta Rybnika. Może się do niego zarejestrować każdy, kto chce otrzymywać darmowe informacje z magistratu. Jak to zrobić? To bardzo proste. Wystarczy wysłać wiadomość o treści TAK pod numer 693 693 723. - To świetny pomysł - mówi Daria Rzepka z Rybnika. Od DZ dowiedziała się o takiej możliwości. Natychmiast wysłała esemesa. - Ciekawe jaką dostanę wiadomość? - zastanawiała się rybniczanka.
    - Zainteresowanie jest spore. Już w pierwszych godzinach zarejestrowało się kilkanaście osób - cieszy się Jacek Reclik, naczelnik wydziału administracyjnego w rybnickim magistracie. Jakie informacje będą docierały do mieszkańców? - O tym będą decydowały nasze służby prasowe. Na początku będą to informacje o tym, co dzieje się w mieście. Na przykład o objeździe, terminie zapłaty podatku, festynie czy pikniku - wylicza naczelnik Reclik. Kiedy pierwsze informacje trafią do mieszkańców? - Poczekamy, aż większa liczba osób zarejestruje się. Pierwsza wiadomość będzie niespodzianką - mówi Lucyna Tyl z wydziału promocji i informacji urzędu miasta.
    Obecnie trwają prace nad tym, żeby po wakacjach mieszkańcy mogli otrzymywać informacje o indywidualnych sprawach załatwianych w urzędzie. - W pierwszej kolejności chcemy powiadamiać o terminach odbioru dowodu osobistego. W przyszłości rozszerzymy usługę o inne, indywidualne informacje - wyjaśnia naczelnik Reclik.
    Jest też inna korzyść z całego przedsięwzięcia. W systemie są telefony do wszystkich ważniejszych urzędników, miejskich radnych i szefów rad dzielnic. W każdej chwili do wszystkich można rozesłać esemesy, powiadamiające o np. jakimś nadzwyczajnym zebraniu.
    Skąd pomysł na urzędowe esemesy? - Chcemy być jeszcze bliżej mieszkańca. Dzisiaj wiele spraw można załatwić przez internet. Ale zdajemy sobie sprawę, że jeszcze nie każdy ma sieć, nie każdy też chodzi z laptopem. A komórkę posiada już większość z nas. Co więcej, zwykle mamy ją przy sobie - wyjaśnia naczelnik.
    Co ważne, mieszkańcy nic nie płacą za wiadomości. Kosztuje jedynie rejestracja, czyli wysłanie esemesa. Ile? To zależy od operatora, z którego usług korzystamy.
    Miasto także nie ponosi większych kosztów. Płaci jedynie miesięczny abonament w wysokości 210 zł. W cenie ma 1000 esemesów do sieci operatora.
    Za każdą wiadomość poza abonamentem zapłaci 0,15 zł. Urząd korzysta też z rabatów.
    Można zrezygnować
    Korzystanie z nowej usługi jest bardzo proste. Aby wyrejestrować się z serwisu, wystarczy wysłać esemesa o treści NIE na ten sam numer.

    Zatrucie w szpitalu
    Dziennik Zachodni, Adrian Karpeta 03.07.2006
    31 pacjentów rybnickiego szpitala psychiatrycznego źle się wczoraj poczuło. - Ich stan jest dobry. Nie doszło do żadnych powikłań i nie ma zagrożenia życia. Nie ma już nowych przypadków zachorowań - zapewnił nas Jerzy Jędrusiak, zastępca dyrektora ds. lecznictwa. Próbki żywności pobrał do badań sanepid. Wyniki będą znane za kilka dni.
    Zaczęło się już w poniedziałek. U dziewięciu pacjentów jednego oddziału pojawiła się biegunka, bóle głowy, złe samopoczucie, uczucie rozbicia. Do wtorku zatrucie objęło już 31 osób. Pacjenci zostali przeniesieni na odrębne sale.
    - Zapewniliśmy im osobne toalety, wdrożyliśmy specjalne postępowanie z pościelą i bielizną. Wyposażyliśmy personel w indywidualne środki ochrony - wylicza wicedyrektor.
    Wczoraj wszyscy pacjenci byli już w dobrym stanie. U żadnego nie wystąpiły powikłania krążeniowe, nie stwierdzono także odwodnień. Nie było konieczności przenoszenia pacjentów na oddziały internistyczne.
    - Wszyscy pacjenci przebywają nadal w naszym szpitalu. Nie trzeba przewozić ich do innych ośrodków - uspokajał Jerzy Jędrusiak. - Zatrucie objęło 31 osób na 1000 pacjentów. Nie wystąpiło na wszystkich oddziałach. Nie ma żadnego zagrożenia życia.
    W szpitalu działa kuchnia centralna, która przygotowuje posiłki dla wszystkich pacjentów. Jest też bar, w którym zarówno i chorzy, i odwiedzający mogą kupić coś do jedzenia.
    - Działamy tu od lat. Można u nas dostać zestawy obiadowe, kurczaki, pizze, hamburgery. To na pewno nie nasze produkty spowodowały zatrucie - mówiła nam wczoraj bufetowa.
    Do zatrucia doszło po upalnym weekendzie. W soboty i niedziele odwiedzin jest bardzo dużo. Rodziny pacjentów przynoszą jedzenie. Na każdym oddziale jest lodówka.
    - Zdarza się jednak, że pacjenci wyjmują jedzenie rano i trzymają je na stolikach do popołudnia. W takim upale może dojść do zatrucia - uważa Jerzy Jędrusiak. Zaznacza jednak, że trzeba poczekać na ustalenia sanepidu.
    Lidia Lazar, zastępczyni powiatowego inspektora sanitarno-epidemiologicznego w Rybniku, mówi, że wszczęto dochodzenie epidemiologiczne. - Pobraliśmy próbki z kuchni, od chorych i od personelu. Na wyniki trzeba będzie poczekać kilka dni - powiedziała DZ Lidia Lazar. Wstępnie objawy wskazują na zatrucie bakteryjne.
    - Sam przynoszę jedzenie żonie. Jej na szczęście nic się nie stało. Mówiła mi, że pielęgniarki uczulały pacjentów, by nie kupowali jedzenia w sklepikach - stwierdził mężczyzna, który był w szpitalu na odwiedzinach.
    Z chorymi nie mogliśmy porozmawiać. - Tych, którzy ulegli zatruciu, nie można odwiedzać. To środki zapobiegawcze - wyjaśniono nam w dyrekcji.

    Promocja przy okazji budowy kanalizacji?
    Dziennik Zachodni, Adrian Karpeta 02.07.2006
    Na tablicach przy głównych drogach w Rybniku prezydent Rybnika Adam Fudali przeprasza za utrudnienia związane z robotami kanalizacyjnymi i drogowymi. Tablice, za które zapłaci Unia Europejska, pojawiły się na kilka miesięcy przed wyborami.
    - To robienie sobie kampanii wyborczej za pieniądze podatników - grzmi opozycja. - To część kampanii, ale promującej inwestycje miejskie - odpowiadają służby prasowe prezydenta.
    Sporych rozmiarów tablice stanęły ostatnio m.in. na drogach dojazdowych do miasta. Witają wjeżdżających do Rybnika np. od strony Wodzisławia Śląskiego i Żor. W sumie przygotowano 20 takich tablic. Można na nich przeczytać, że w mieście trwa budowa systemu kanalizacji sanitarnej. Że inwestycja jest współfinansowana przez Unię Europejską i przyczynia się do zmniejszenia różnic społecznych i gospodarczych pomiędzy obywatelami Unii. Na tablicach mocno wyeksponowane jest nazwisko prezydenta Rybnika.
    - Prezydent robi sobie kampanię wyborczą za pieniądze podatnika - grzmi Stanisław Stajer, radny opozycji. Dodaje, że przychodzą do niego oburzeni mieszkańcy.
    - Ludzie nie mają kanalizacji, widzą takie tablice i denerwują się. Chciałem o to zapytać na sesji rady miasta, ale odwołano punkt z interpelacjami - mówi radny Stajer. Lucyna Tyl z wydziału promocji i informacji urzędu miasta Rybnika wyjaśnia: - Gdyby prezydent nie przeprosił, zarzucano by, że tego nie zrobił.
    Prezydent Rybnika jest zdziwiony całym zamieszaniem. - Rzeczywiście moje nazwisko jest tam aż tak widoczne? - pytał reportera DZ. Zapewniał, że tablice nie są jego kampanią wyborczą. Są natomiast częścią wielkiej kampanii promującej budowę kanalizacji. A to, że pojawiły się kilka miesięcy przed wyborami, wynika z poślizgu przetargowego.
    - Tablice powinny stanąć wcześniej, gdy były pewne problemy z tą inwestycją - przyznaje prezydent Rybnika.
    W urzędzie miasta wyjaśniają, że promocja kanalizacji realizowana będzie do końca przyszłego roku. Całe przedsięwzięcie kosztuje ponad 217 tysięcy euro. Pieniądze na to pochodzą z Unii Europejskiej.
    - Oczywiście tablice to tylko jeden z elementów promocji kanalizacji. Projekt przewiduje jeszcze m.in. przygotowanie i emisję filmu promocyjnego - wyliczają w magistracie. A tablice z prezydenckim przepraszam będą wędrowały razem z robotami kanalizacyjnymi.
    Mieszkańcy Rybnika woleliby, żeby pieniądze, które poszły na promocję, wydano na inwestycje. - Na razie nie mamy kanalizacji. Każdy ma szambo. Czy będziemy mieć kanalizację? Nie wiemy - mówi Teodor Cipcer, mieszkaniec dzielnicy Kłokocin.
    Michał Sobiło, ekspert z firmy Imago Public Relations:
    Prezydent miasta odpowiada za projekty i wydarzenia realizowane w jego mieście. Z tego punktu widzenia działanie prezydenta jest elementem komunikacji między zarządzającym miastem, a jego mieszkańcami. Działania podobne do tych w Rybniku powinny być standardem komunikacyjnym przedstawicieli władz lokalnych odpowiedzialnych za projekty realizowane w ich miastach podczas całej kadencji. Często jednak nie są, a osoby te uaktywniają się przed kampanią wyborczą. Stąd to, co powinno być standardem, staje się działaniem wyjątkowym i wtedy może być postrzegane jako gra wyborcza. Jak jest w Rybniku? Każdy, kto używa takich technik komunikacji, powinien jednak być konsekwentny i wykorzystywać je zarówno przed wyborami jak i podczas całej kadencji.

    Miejska e-karta już gotowa
    Dziennik Zachodni, Mirosława Książek 02.07.2006
    Stało się. Wczoraj zrobiony został pierwszy konkretny krok do wdrożenia w Rybniku elektronicznej karty miejskiej, zwanej popularnie e-biletem.
    Adam Fudali, prezydent Rybnika, podpisał w imieniu miasta umowę z firmą Bull Polska Sp. z o. o., która wygrała przetarg na realizację projektu. Jego całkowity koszt wynosi 5.394.328 zł, ale większość, bo 4.045.746 zł, to pozyskane przez miasto środki unijne.
    Uruchomienie całego systemu planowane jest na marzec przyszłego roku, ale już jesienią mieszkańcy będą mieli możliwość otrzymania karty i skorzystania z pierwszych usług, np. biletu miesięcznego. Wystarczy wypełnić wniosek i dołączyć do niego zdjęcie.
    Dzięki e-karcie będzie można płacić za szereg usług w mieście, np. za przejazdy autobusami. Będzie też można dokonywać opłat za wstęp na basen, opłat miejskich i skarbowych. Dzięki e-karcie możliwe będzie też elektroniczne załatwianie spraw w urzędzie.

    I znów jeździmy dookoła
    Dziennik Zachodni, km, acz 02.07.2006
    Kierowcy nie mają w mieście łatwego życia. Ledwo zakończone zostały jedne roboty i po kilku miesiącach oddano wreszcie do użytku ulicę Boguszowicką, a już od dzisiaj planowane jest zamknięcie fragmentu ulicy Żorskiej od skrzyżowania z ulicą Żeromskiego do ronda Boguszowickiego. To wiąże się z kolejnymi objazdami i jeszcze większymi korkami. - Rzadko jeżdżę ulicą Żorską, ale z pewnością wielu kierowców będzie narzekać. W końcu niedawno ją remontowano na innym odcinku. W centrum miasta remont Żorskiej też możemy odczuć. Jednak uważam, że warto czasem pocierpieć, by jeździło się później jeszcze wygodniej - mówi Katarzyna Kozioł z Rybnika.
    Zamknięcie fragmentu ulicy Żorskiej spowodowane jest koniecznością odtworzeniu nawierzchni po budowie kanalizacji sanitarnej. Wszyscy, którzy ostatnio tamtędy przejeżdżali, przyznają, że stan drogi pozostawia wiele do życzenia. Droga ma być zamknięta do 14 sierpnia. Do swoich posesji mieszkańcy będą mogli dojechać w godzinach od 7.30 do 16. Objazdy poprowadzone zostaną z kierunku Żor do ulicy Zakątek ulicą Prostą do ronda Prosta-Żorska, ul. Żorską, ul. Karola Miarki do ul. Zakątek. Z centrum Rybnika trzeba będzie pojechać ulicą Żorską, Karola Miarki, Ogrodowskiego do Prostej.
    Oprócz remontu ulicy Żorskiej w Rybniku prowadzone są też prace na ulicy Gliwickiej, Wodzisławskiej oraz w samym centrum, na Placu Wolności. Najbardziej uciążliwy dla mieszkańców jest ten ostatni remont, ponieważ wiąże się on z zamknięciem Placu Wolności i przeniesieniem w inne miejsca przystanków komunikacji miejskiej. W związku z tym zmianie uległy trasy przejazdów autobusów i cały rozkład jazdy. Utrudnienia na ul. Wodzisławskiej spowodowane są przebudową drogi krajowej nr 78. Kierowcy podróżujący na trasie Rybnik-Wodzisław zmuszeni są do korzystania z objazdów. Prace mają potrwać do końca roku. Do końca października natomiast powinna być przejezdna ulica Gliwicka. Trwa tam remont odcinka drogi od mostu na rzece Ruda do granicy miasta.

    Źle zabezpieczona studzienka
    Dziennik Zachodni, acz 01.08.2006
    Złodzieje ukradli metalową pokrywę studzienki kanalizacyjnej na ścieżce wzdłuż rzeki Nacyny. Przez kilka dni nikt w Rybniku nie potrafił zadbać o to, aby dziurę o trzymetrowej głębokości odpowiednio zabezpieczyć.
    Wokół rozstawiono jedynie kolorowe taśmy ostrzegawcze. To zdecydowanie za mało! Tam często spacerują rodzice z dziećmi i łatwo może dojść do tragedii. Przypomnijmy też, że dwa lata temu w źle zabezpieczonej studzience nad Zalewem Rybnickim utonęła czteroletnia Bogusia.
    Bez paniki
    - Przechodziłam z wnuczkiem wzdłuż Nacyny. W pewnej chwili wybiegł przede mnie, bo zaciekawiły go kolorowe taśmy wokół otworu. Złapałam go w ostatniej chwili. Taśma to przecież żadne zabezpieczenie! Gdy zadzwoniłam do Straży Miejskiej, dowiedziałam się, że wiedzą o tej dziurze od piątku i mam nie panikować - powiedziała nam wczoraj zdenerwowana Maria Raróg z Rybnika. - Już kiedyś doszło do takiej tragedii, teraz też ma zginąć jakieś dziecko? - pyta. Wczoraj do naszej redakcji dzwonili mieszkańcy ulicy Dworek, zwracając uwagę na dziurawą studzienkę.
    Pomogły wodociągi
    Udało nam się ustalić, że w czwartek Straż Miejska poleciła Przedsiębiorstwu Wodociągów i Kanalizacji, aby zabezpieczyło otwór. Założyli tam betonową pokrywę. Tylko tyle mogli zrobić, bo okazało się, że studzienka nie jest własnością wodociągów. Należy do Rybnickich Służb Komunalnych. Dzień później betonowa pokrywa również została skradziona. Tego już Straż Miejska nie była w stanie sprawdzić, bo wymagało to przecież wysłania na miejsce patrolu, a to pewnie zbyt trudne.
    Skarb dla złomiarza
    - Studzienka należy do nas, jednak o braku pokrywy dowiedzieliśmy się dosłownie dziesięć minut temu, nasi ludzie już są w drodze - zapewniał nas wczoraj Dariusz Tukalski z działu utrzymania dróg RSK. Kradzieże włazów do studzienek i kratek ściekowych to prawdziwa plaga. Nie byłoby jej, gdyby skupy złomów nie przyjmowały trefnych towarów. Typowy właz jest wykonany z żeliwa i jest bardzo ciężki. Dla złomiarza, to prawdziwy skarb. Na nic zdają się kolejne zaostrzenia procedur w skupach złomu. W 2003 roku znowelizowano ustawę o odpadach i każdy skup ma obowiązek spisywać dane osób, które sprzedają złom. W każdym skupie są specjalne rejestry, zawierające imię, nazwisko, adres zamieszkania oraz numer dowodu osobistego. Mimo to włazy wciąż giną.
    Dwa lata po tragedii
    Już ponad dwa lata minęły od tragicznej śmierci czteroletniej Bogusi, która zginęła w źle zabezpieczonej studzience. Stało się to nad Zalewem Rybnickim. Dziewczynka spacerowała z dziadkiem w pobliżu domu. W pewnej chwili wbiegła na niewielkie wzniesienie. Na środku znajdował się właz do studzienki. Zamiast ciężkiej, żeliwnej lub betonowej pokrywy był zakryty kawałkiem blachy. Dziecko wpadło do środka. Dziadek, który skoczył dziewczynce na pomoc, nie był w stanie nic zrobić, złamał tylko nogę. Bogusię porwał nurt rzeki Nacyny, płynącej w betonowej, podziemnej rurze. Ciało dziewczynki zostało wyrzucone dwa kilometry dalej. Reanimacja nie dała rezultatu. (q)

    Rolnicy liczą straty
    Dziennik Zachodni, Adrian Karpeta 01.08.2006
    To jest dramat! Zbiory są nawet o połowę niższe od planowanych - żalą się rolnicy. W gminach naszego regionu powoływane są komisje, które mają pomóc w oszacowaniu strat. - Rolnicy będą mogli starać się o tzw. kredyty klęskowe. Są niskooprocentowane - mówi Jadwiga Gajewska, kierownik powiatowego zespołu doradztwa rolniczego w Rybniku.
    Brunon Oleś z Jejkowic nie ma wątpliwości: - Susza wyrządzi wiele szkód. Pół biedy jeśli ktoś jeszcze dodatkowo ma inną pracę. Ale ludzie, którzy żyją tylko z roli, będą mieli sporo kłopotu - mówi. On sam przez wiele lat prowadził gospodarstwo. Teraz pomaga zięciowi w uprawie roli. - Prowadzimy hodowlę trzody chlewnej, mamy 7,5 hektara użytków rolnych - mówi. Oleś twierdzi, że kłopoty zaczęły się już wiosną. Wtedy rolnikom dała się we znaki pleśń. Teraz przyszła susza. - Ludzie zasiali po dwa razy. Nie wiadomo, czy zbiorą to, co wysiali - martwi się rolnik z Jejkowic.
    Brunon Oleś i jego zięć Mirosław Durczok dwa razy zabezpieczali zboża przed chwastami - wiosną i jesienią. Dwa razy nawozili pola. Niewiele pomogło.
    - W sobotę skosiliśmy pszenicę. Jest może 50 proc. tego, co miało być - mówi Oleś. Wczoraj jego zięć kosił jęczmień wiosenny. Było niewiele lepiej. Rolnicy nie liczyli jeszcze, ile stracili pieniędzy.
    W gospodarstwach zaczyna brakować wody. - Mieszkamy na terenach podmokłych. Wody raczej nam nie brakowało. A teraz? Jest naprawdę kiepsko - mówią rolnicy z Jejkowic. Podobnie jest w innych rolniczych gminach w regionie. Źle jest na przykład w Kuźni Raciborskiej. - Nawet jeśli teraz zacznie padać, to i tak nie da się uratować tego, co susza zniszczyła. A jak nie daj Boże przyjdzie grad, to zniszczy to, co jeszcze zostało - mówi Brunon Oleś.
    Wójt gminy Jejkowice, Jan Jochem, zaprosił wczoraj pana Brunona i kilku innych rolników do specjalnej komisji, która ma oszacować straty. Podobne komisje powstają w innych gminach. W ich pracach uczestniczyć będą przedstawiciele ośrodków doradztwa rolniczego. - Mamy wytyczne z naszej dyrekcji w Częstochowie w sprawie sposobu naliczania strat. Rolnikom będziemy proponowali m.in. kredyty klęskowe. Do tej pory nie były aż tak popularne. Bo chociaż są niskooprocentowane, to jednak trzeba je spłacić - mówiła wczoraj Jadwiga Gajewska z rybnickiego zespołu ODR. Andrzej Sauć, szef powiatowego biura Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Rybniku, mówi, że Agencja jest przygotowana do ewentualnego szybszego wypłacania dopłat dla rolników. - Decyzje o szybszych wypłatach nie należą jednak do naszych kompetencji. Czekamy na sygnał z góry - mówił wczoraj Sauć.

    Pamiątka ze Śląska!

    Polecamy
  • Rybnik Portal
  • Giełda ROW
  • Mysłowicki Portal
  • Katowice
  • Śląski Wrocław
  • Autostrada A4
  • Opolski portal
  • Tramwaje Śląskie
  • Nowiny Rybnickie
  • Trafiamy Celniej
  • Metropolia GZM
  • Ślusarz 24 h
  • Taxi Katowice
  • Ślusarz na telefon
  • Polskie miasta
  • Sklep rowerowy w Katowicach


  • Informator regionalny województwa śląskiego
       Rzóndzymy po ślónsku! :)
    O serwisie  |  Regulamin  |  Reklama  |  Kontakt  |  © Copyright by ZŚ 05-21, stosujemy Cookies         do góry